Łososiowe imperium w Szczecinie

Wojciech Chmielarz
05-04-2006, 00:00

W kraju, gdzie ryb je się niewiele, szczeciński Morpol zarabia kokosy. Ale to dlatego, że 97 proc. produkcji firmy trafia na eksport.

Jerzy Malek, prezes Morpolu, robił w swoim zawodowym życiu chyba wszystko. Miał fermę lisów i zakład elektrotechniczny, wyemigrował do Kanady, potem odwiedził Australię, gdzie otworzył kilka fast foodów. Po transformacji wrócił do Polski, aby sprzedawać nowe technologie budowlane. W końcu zajął się rybami. W 1995 r. powstał Morpol. Prezes od początku miał jasną wizję rozwoju firmy: postanowił zająć się sprzedażą wędzonego norweskiego łososia oraz mrożonek.

— Skupiliśmy się na obcych rynkach. Podstawowym powodem jest to, że Polacy prawie w ogóle nie jedzą ryb, a my przetwarzamy 20 tys. ton łososi rocznie — powiedział Jerzy Malek „Pulsowi Biznesu” w zeszłym roku, kiedy to Morpol również zajął drugie miejsce w województwie zachodniopomorskim.

Rozwój i inwestycje

W 2006 r. hale Morpolu ma opuścić 15 tys. ton przetworów rybnych. W 2003 r. było ich „zaledwie” 4 tys. Wzrost produkcji jest zatem ogromny. A zapowiada się, że w nadchodzących latach będzie jeszcze lepiej. Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej było dla Morpolu poważnym impulsem do rozwoju.

— Nie chodzi tu wyłącznie o zniesienie barier celnych w przypadku dystrybucji gotowych towarów. Nie musimy już płacić cła za sprowadzanie surowca z Norwegii. Przedtem wynosiło ono 2 proc. — tłumaczył nam Jerzy Malek.

Do tego doszły zamówienia z takich krajów, jak Francja, Włochy, Grecja czy Hiszpania. Przy tak dużym popycie wyjście było tylko jedno — inwestować! Rozbudowano zakład produkcyjny, unowocześniono park maszynowy. Trwają inwestycje w Słupskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Do 2007 r. Morpol wyda 150 mln zł. Skąd wziąć takie pieniądze? Jerzy Malek już wie. W tym roku Morpol ma zadebiutować na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Rybne włości

Morpol rozwija się w tempie, które przechodzi najśmielsze oczekiwania. Widać, że Jerzy Malek wiele nauczył się na Zachodzie. Kto wie, czy to nie jego doświadczenie jest największym kapitałem spółki? Teraz zamierza zdywersyfikować produkcję. Morpol będzie oferował już nie tylko łososia norweskiego, ale i polskiego pstrąga. Największy problem wiąże się ze zdobywaniem surowca.

— Już teraz sprowadzamy 7 proc. norweskiej produkcji łososia, przeznaczanej na eksport do Unii Europejskiej — chwalił się naszemu reporterowi Malek.

Kolejnym problemem, przed którym staje firma, jest kapitał ludzki.

— W okolicach Słupska mamy największy problem ze specjalistyczną kadrą. Zauważyłem jednak, że coraz więcej młodych ludzi przenosi się w nasze okolice z dużych miast — mówił Jerzy Malek.

Patrząc na dotychczasowy rozwój firmy, trudno uwierzyć, aby ta przeszkoda powstrzymała rozwój Morpolu. Jerzy Malek konsekwentnie realizuje swój cel, jakim jest stworzenie prawdziwego zachodniopomorskiego rybnego imperium.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Chmielarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rejestracja zamknięta / Łososiowe imperium w Szczecinie