Łotysze złoszczą się, kiedy ich kraj nazywany jest byłą republiką Związku Radzieckiego. Zdecydowanie bliżej im do Skandynawii, z którą coraz bardziej zacieśniają więzi biznesowe. Liczą też na rozwój współpracy z Polską. Pomóc w tym może budowa linii Rail Baltica, która ma biec od Berlina przez Warszawę, Kowno, Rygę do Helsinek. Kaspars Briškens, reprezentujący RB Rail, czyli joint venture trzech państw nadbałtyckich, przez które przebiegać ma Rail Baltica, zapewnia, że inwestycja zostanie zrealizowana do 2025 r.

— Rozmawialiśmy ze stowarzyszeniem polskich firm logistycznych o przyszłej współpracy w transporcie i przeładunku towarów — mówi Kaspars Briškens.
Łotyszom zależy nie tylko na usprawnieniu przepływów handlowych w korytarzu skandynawskim, ale także na współpracy z polskimi firmami, by dotrzeć do Niemiec oraz innych państw zachodniej i południowej Europy. Linia kolejowa ma także pomóc Łotwie w rozwoju turystyki, zwłaszcza że będzie można mknąć nią z niemałą prędkością. Kaspars Briškens twierdzi, że jest projektowana na 240 km/h. W Polsce pojedziemy trasą Rail Baltica znacznie wolniej — na razie modernizujemy odcinki linii, na których pociągi rozpędzą się do 160 km/h.
Łotysze mają nadzieję, że w przyszłości będziemy w stanie osiągnąć przynajmniej 200 km/h. Nie jest to wykluczone. „PB” pisał niedawno, że w PKP Polskich Liniach Kolejowych powstał zespół mający wytypować linie pilotażowe, na których prędkość będzie podnoszona do 200 km/h.
Trasa Warszawa — Białystok jest na tej liście. Rail Baltica ma także być lokomotywą rozwoju lotniska w Rydze. Chodzi nie tylko o multimodalny transport towarów, ale także szybki dojazd do Rygi pasażerów pociągiem z Europy i możliwość przelotów do wielu państw. Z Rygi jest już bezpośrednie połączenie do Nowego Jorku, a w tym roku zostaną uruchomione loty do Chin.
Wiza startupowa
Łotysze liczą nie tylko na współpracę transportowo-logistyczną. Zapraszają też polskich przedsiębiorców z innych branż. Inese Šulžanoka, kierująca łotewską agencją inwestycji i rozwoju, zachęca: firmę można założyć już w jeden dzień, a stawki podatkowe należą do najniższych w Europie (CIT wynosi 15 proc.). Guntars Krēsliņš, przedstawiciel łotewskiej agencji wspierającej start-upy, informuje, że na dwumilionowej Łotwie działa ich 300 (w znacznie większej Polsce jest 2,7 tys. start-upów).
Liczy na napływ przedsiębiorczych naukowców i biznesmenów, którzy będą otwierać innowacyjne firmy. Zachętą ma być m.in. preferencyjny podatek, nieco przekraczający 250 EUR na zatrudnionego. Łotewskie władze dyskutują też o wprowadzeniu tzw. wizy startupowej, ułatwiającej pobyt i działalność przedsiębiorcom,którzy nad Bałtykiem chcą rozwijać innowacyjne pomysły.
Biznes może też liczyć na granty i dotacje. Polskie władze odpowiadają podobną ofertą. Paweł Chorąży, wiceminister rozwoju, twierdzi, że zmienione zostaną przepisy o strefach ekonomicznych, by zachęcić do lokowania się w nich firmy technologiczne. Tomasz Pisula, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, zaprasza łotewskie firmy do współpracy z polskimi i wspólnego inwestowania na rynkach trzecich.
Bezpieczeństwo cyfrowe
Łotysze już przedstawiają projekty, które chętnie zaoferują klientom z Polski i innych krajów. To głównie rozwiązania i usługi informatyczne. Łotwa słynie z cyfryzacji. Jak twierdzi Inese Šulžanoka, każdy mieszkaniec ma dostęp do internetu. Jeden z najciekawszych projektów łotewskich dotyczy bezpieczeństwa danych pasażerów, ich zbierania i przekazywania służbom, w celu przeciwdziałania zagrożeniom terrorystycznym.
Dyrektywę regulującą te zagadnienia przyjęły w kwietniu 2016 r. unijne władze, a kraje członkowskie mają dwa lata na jej wdrożenie. Łotwa dzięki grantom realizowała projekt pilotażowy i udało jej się opracować system zgodny z unijnymi przepisami, który chętnie będzie eksportować.