Łowcy głów nauczyli się korzystać z sieci

Agata Hernik
07-04-2006, 00:00

Jak znaleźć dobrego pracownika? Wystarczy dać anons do gazety albo do internetowego serwisu z ofertami pracy. Proste? Nie całkiem.

Im wyższe stanowisko, tym trudniej znaleźć odpowiedniego kandydata. Zwłaszcza że wymagania pracodawców są niemałe.

Czego nie znajdą Google

Pracownicy o wysokich kwalifikacjach rzadko zamieszczają swoje oferty w sieci. Pracodawcy często nie informują w internecie, że szukają pracownika. Nikt nic nie wie, a poszukiwania trwają.

— Wiele firm unika, z różnych względów, otwartej informacji o wakacie. Wówczas pośrednik typu executive search pozostaje niezbędny, cokolwiek nie wydarzyłoby się w internecie. Dotyczy to zwłaszcza, choć nie tylko, stanowisk wyższych — mówi Paweł Gniazdowski, dyrektor generalny DBM Polska.

Konkurencja też wymaga pewnych mechanizmów obronnych. Firmy nie lubią, jak wykrada im się kadrę.

— Dane kontaktowe wielu osób nadal nie są dostępne w sieci. Niektóre firmy pilnie strzegą pracowników — mówi Marta Jastrzębska, konsultant Independent Group.

Żyłka łowiecka

Dlaczego dla pracy łowców głów internet i ogólnie ogłoszenia o pracy są tak mało istotnymi narzędziami? Bo wysokiej klasy specjaliści, menedżerowie i inni zajmujący wysokie stanowiska zazwyczaj nie szukają nowej pracy. Zadaniem „łowcy” jest ich odszukać.

— Przede wszystkim trzeba odróżnić firmy, które poszukują bezpośrednio, bez ogłoszeń, najczęściej na wysokie stanowiska — to są prawdziwi „łowcy głów”, od firm search & selection używających ogłoszeń czy internetu, szukających pracowników na wysokie, ale także i na średnie lub niższe stanowiska. W przypadku tej pierwszej grupy internet jest na razie przydatny w ograniczonym stopniu. Prawdziwy head-hunter poszukuje bowiem osób, które nie reagują na ogłoszenia i nie rejestrują się w internecie, bo wcale nie jest im źle tam, gdzie są. Dla drugiej grupy — search & selection — internet jest bardziej przydatny. Te firmy nastawiają się na wyszukiwanie kandydatów w każdy dostępny sposób, aktywnie poszukują informacji o ofertach, a sieć jest obecnie najszybszym sposobem dotarcia do nich — tłumaczy Gniazdowski.

Head-hunterzy lubią porównywać swoją pracę do polowania na grubego zwierza.

— W poszukiwaniach bezpośrednich docieramy do osób, które niekoniecznie myślą o zmianie pracy, często tę myśl dopiero w nich pobudzamy. Docieramy do kandydatów o interesujących naszych klientów kwalifikacjach, często bardzo unikatowych na rynku. To bardzo ukierunkowane działania, wymagające często wiele finezji i dyplomacji. Poza tym firmy doradcze będące dla kandydatów pierwszym kontaktem często pomagają w negocjacjach, badają motywacje kandydatów, a przede wszystkim oceniają ich dopasowanie do stanowiska i firmy klienta. Nasze usługi nie kończą się w chwili uzyskania odpowiednich z formalnego punktu widzenia życiorysów, ale w momencie wyłonienia z grupy osób, których zarówno doświadczenie, jak i profile kompetencyjne są spójne z oczekiwaniami zleceniodawcy. Firmy doradcze docierają do pracowników bezpośredniej konkurencji swoich klientów, a tego nie gwarantuje żadne ogłoszenie — mówi Katarzyna Berenda-Ratajczyk, dyrektor działu rekrutacji i selekcji w firmie Bigram Personnel Consulting.

— Innowacyjność, internet, nowe technologie nie wyeliminują całkowicie naszych usług, ponieważ zajmujemy się najważniejszą częścią każdej organizacji — ludźmi. Człowiek to delikatny, najbardziej wyrafinowany element struktury firmy. Upłynie dużo czasu, nim w rolę myśliwego wcieli się maszyna. Stopień skomplikowania ludzkiej psychiki jeszcze długo pozwoli człowiekowi cieszyć się zajęciem łowcy — dodaje Magdalena Kozłowska z firmy Conseiller Doradztwo Personalne.

Liczy się czas

Zlecając znalezienie odpowiedniego kandydata wyspecjalizowanej firmie, oszczędza się czas i sporo nerwów. Do rozmowy z potencjalnym pracodawcą dopuszczani są już wyłącznie kandydaci spełniający jego wymagania.

— Wybór kandydatów z setek bezpośrednio spływających aplikacji jest dla pracodawców uciążliwy. Przecież zajęciem tych firm jest handel, produkcja, działalność wydawnicza, a poświęcanie energii na selekcję trzech najlepszych spośród trzystu CV może być nieekonomiczne. Dlatego nie sądzę, aby wielu pracodawców decydowało się na przejecie tego zadania, zatem popyt na usługę selection pozostanie — tłumaczy Paweł Gniazdowski.

Warto też dodać, że internet nie zawsze jest w stu procentach wiarygodnym źródłem informacji. W gazetach zaś ukazują się setki ogłoszeń dziennie. Jak więc to ogarnąć?

— Internet znaczenie uprościł proces selekcjonowania ofert pracy osobom, które jej poszukują, jednak dla pracodawców zmienił niewiele… To gąszcz informacji często niesprawdzonych lub szczątkowych, z których zainteresowany często nie ma ani czasu, ani ochoty korzystać. Poza tym nadal potrzebne są rzetelne metody sprawdzenia kompetencji kandydata, określenia cech jego osobowości i ich dopasowania do danej organizacji. Korzystanie z usług łowców głów daje organizacji wiele korzyści, przede wszystkim skraca czas poszukiwania odpowiedniego kandydata i dostarcza wielu informacji przed podjęciem ewentualnych rozmów z kandydatem — tłumaczy Jolanta Filipczyk, konsultant firmy L. Grant Doradcy Zawodowi.

Internet ułatwił komunikację — to niezaprzeczalny fakt. Jednak czasem można odnieść wrażenie, że nawet za bardzo ją uprościł.

— Coraz łatwiejsza komunikacja sprawia, że w momencie ogłoszenia naboru pracowników firma boryka się z problemem napływu setek aplikacji i konieczności utrzymywania „gorącej linii telefonicznej” dla kandydatów. Wiele firm pragnie tego uniknąć i właśnie to stanowi ich motywację do zlecenia rekrutacji i selekcji kandydatów na dane stanowisko firmie doradztwa personalnego. Z drugiej strony coraz łatwiejsza komunikacja może powodować, że wiele osób dociera do interesujących ich ofert lub informacji o firmie samodzielnie. Niemniej ważne jest jednak umiejętne wykorzystanie tego typu wiedzy i „ścieżek dostępu” — dodaje Jolanta Filipczyk.

Broń obosieczna

Choć internet może być konkurencją dla tradycyjnej rekrutacji, to łowcy głów oswoili go, dostosowali do własnych potrzeb i wykorzystali do usprawnienia działalności.

— Nie stoimy obok, nie przyglądamy się leniwie zmieniającemu się otoczeniu — z internetu uczyniliśmy narzędzie do bycia doskonalszymi. Skróciliśmy procesy rekrutacji, rozszerzyliśmy dostęp do naszych usług i zdobywamy jeszcze więcej informacji o potencjalnych dobrych kandydatach. Internet w rękach łowców to autentyczna sieć do połowu wybitnych, zdolnych „ludzkich pereł”. Ci świadomi swojej wartości, umiejętności i kwalifikacji specjaliści, których poszukują firmy, nie zajmują się wertowaniem internetowych stron w celu znalezienia lepszej, pełnej nowych wyzwań pracy. Na to potrzeba czasu, a jego nigdy nie ma zbyt wiele — mówi Magdalena Kozłowska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Hernik

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Łowcy głów nauczyli się korzystać z sieci