Podróż za podróżą. Tylko w jednym miesiącu: Turcja, Indie, Holandia. Lotniska, hotele, taksówki. Tempo! W końcu: powrót do domu… A tu: goście!
- Tak często bywa. Ale przecież nie jestem zaskoczony, goście zazwyczaj są zapraszani – tłumaczy z uśmiechem reżyser.
Gościna ma swoje zobowiązania. Trzeba wpisać się do księgi i uwiecznić wizytę autografem.
- Kiedy będę stary i głód zapuka do drzwi, będę wyrywał wasze wpisy i sprzedawał na aukcjach – powtarza żartem młodym z Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, którą co roku zaprasza na trzydniowe warsztaty humanistyczne.
A zatem: podpis. To nie wszystko. Trzeba jeszcze pozostawić zdjęcie legitymacyjne. A kiedy to grupa: stanąć do zbiorowego portretu. Zemsta na urzędnikach i czasach, kiedy do każdej wizy należało złożyć własną fotografię?
- Jestem filmowcem, lepiej pamiętam twarze niż nazwiska. Zresztą przez nasz dom przewinęło się tysiące ludzi. Nie ma szans, bym po latach przywołał czyjś wygląd z pamięci. A zdjęcia to znacznie ułatwiają – praktycznie objaśnia Zanussi.
Na początku
Księga powiązana jest z pierwszym własnym domem Zanussiego na warszawskim Żoliborzu. Towarzyszy mu od początku. Długo o niego zabiegał. W końcu kupił - na spółkę z Kazimierzem Kordem. Dyrygent wziął parter, Zanussi - piętro i poddasze. Remont trwał pięć lat. „No, Krzysztofie, a jednak wygrałeś. Sylwek” – wpisał prof. Sylwester Porowski, jeden z pierwszych gości, przyjaciel ze studiów na krakowskiej fizyce, dziś światowej sławy specjalista od niebieskiego lasera. I nadal częsty gość, przyjaciel domu.
- Taką księgę miała nasza kuzynka, czego jej w dzieciństwie zazdrościłem. Mieszkała w niewielkim pokoju, ale kiedy czytało się jej księgę, nagle przed oczami pojawiał się tłum ludzi. Ale patent ze zdjęciami jest mój własny – zaznacza Zanussi.
Wpisy
Kilka nazwisk. Hanna i Bronisław Geremkowie, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, Jerzy Turowicz, Margarette von Trotta, Scott Wilson, Barbara i Wojciech Kilarowie, Milva, Zbigniew Lew- Starowicz…
- Jeśli kogoś przegapiłem, to przy kolejnym spotkaniu egzekwowałem wpis na kartce i wklejałem. Proszę też o dosyłanie zdjęć, jeśli ktoś akurat nie ma ich przy sobie. Opornym powtarzam potem prowokująco: „Jak mam ufać twoim słowom, skoro nie przysłałeś zdjęcia”? – relacjonuje Zanussi.
Krzysztof Materna przestraszył się nie na żarty. Po wizycie wpisał: „Dawno już nic nikomu nie wysłałem. Jeśli wyślę zdjęcie, zwyciężę siebie”. Zwyciężył. Jego zdjęcie widnieje obok setek innych.
A po co?
Księga domu Elżbiety i Krzysztofa Zanussich to nie tylko miła pamiątka do przeglądania w miękkim fotelu przy kominku. To symbol pewnej postawy życiowej. Bycia razem z innymi.
- To dla mnie bodziec, dzięki któremu mogę się utrzymać w swoim człowieczeństwie. Niełatwo to robić samemu – mówi całkiem serio, choć odrobinę patetycznie Zanussi.
Co powoduje, że człowiek w obłędnym wirze rozmaitych zajęć bierze sobie na głowę jeszcze prowadzenie tak gościnnego domu? Organizuje warsztaty dla młodzieży, seminaria filmowe, sprowadza grupy z całej Polski i świata. Niektóre regularnie, rok w rok. Szkoła Wyższa Przymierza Rodzin, młodzież z Bytomia, Jeleniej Góry, studenci Wydziału Mechatroniki Politechniki Warszawskiej, uczniowie Liceum Humanistycznego z Mińska, obóz z Celestynowa. Węgrzy, Litwini, Białorusini, Ukraińcy…
W filmie dokumentalnym Krzysztofa Tchórzewskiego o Zanussim (pod tytułem „Niepokój”) główny bohater ciągle gdzieś gna. Przez kraje, konferencje, festiwale, spotkania. Wykorzystuje swój czas do cna. I ofiarowuje go innym.
- Nie przesadzajmy z tą ofiarą... Sam wiele korzystam z tych spotkań i wizyt. Nie chcę żyć w izolacji, w samotności, za murami. Skoro mam szansę na kontakt z ludźmi, no to korzystam z tego. Daje mi to dużo radości – tym razem o motywach reżyser mówi bardziej po prostu.
Ostatni rzut oka na księgę. Wpisy w językach z wszystkich kontynentów (odnotujmy pierwszy, na jaki trafiliśmy: Yamada Masaki - tylko co on napisał?).
- Cokolwiek napisał, zakładam, że zrobił to szczerze – śmieje się Zanussi. I nie odpuszcza:
- Proszę przysłać zdjęcie legitymacje. Oto koperta zwrotna z moim adresem.
Ślady na kartach
Daniel Olbrychski
A w pokoju gościnnym proszę wmontować mi na wszelki wypadek drążek.
Piotr Szulkin
Kto późno przychodzi, temu Zanus wynagrodzi.
Artur Barciś
Kiedy wszedłem do tego domu – coś mnie kopnęło. Patrzę – zaszczyt!
Krzysztof Kieślowski
Zmień lampy w stołowym, popraw półki w gabinecie.
Mikołaj Kozakiewicz
No więc obejrzałem nareszcie jaskinię lwa.
Jerzy Skolimowski
Odnotujmy urodę tej daty: 11.11.1981. Poza tym 1 $ = 8000 zł, a pan i ja jesteśmy bezrobotni.
Ewa i Edward Wende
W tym domu wolałbym raczej zostać niż z niego wychodzić. Na szczęście ten, kto wychodzi, ma pewne szanse, żeby wrócić.



