Luksemburg oknem na świat

  • Jagoda Fryc
opublikowano: 08-05-2016, 22:00

Fundusze luksemburskie mogą pomóc krajowym powiernikom w ekspansji na rynki zagraniczne, a inwestorom pomogą w optymalizacji

Z pewnością każde krajowe towarzystwo funduszy inwestycyjnych marzy o podboju świata, ale nie wszystkie mają odwagę się do tego przyznać. W 2012 r. plany ekspansji zagranicznej snuło GO TFI, które strategiami opartymi na polskich małych i średnich spółkach chciało podbić serca i portfele nie tylko Polonii mieszkającej za granicą, ale też rodowitych Niemców i Szwajcarów. Apetyt powiernik miał umiarkowany, bo do trzech funduszy zamkniętych miał pozyskać 100-200 mln zł. Dziś już wiadomo, że po tej ambitnej wizji pozostały jedynie wspomnienia. Być może dlatego, że europejskie rynki produktów finansowych są już nasycone i nie jest łatwo wybić z tłumu, a — co ważniejsze — przejść przez skomplikowaną procedurę licencjonowania u tamtejszych regulatorów.

— Przez barierę natury formalnoprawnej Polak mieszkający za granicą i trzymający dziś pieniądze na niskoprocentowych lokatach w banku niemieckim, holenderskim czy szwajcarskim nie jest w stanie pójść do swojego agenta i poprosić o dokonanie zapisu w jego imieniu do polskiego funduszu. Usługodawcy w Polsce mają niedostosowane procedury, które powodują, że zagraniczna instytucja finansowa nie przeprowadzi takiej transakcji. Chodzi głównie o wymianę dokumentów, konieczność tłumaczenia przysięgłego całej dokumentacji i jej legalizacji, sporządzanie umów w ambasadzie itp. Polskie fundusze są w dodatku nieznane dla zagranicznych dystrybutorów — wylicza Maciej Waloszyk, dyrektor zarządzający Finexis, spółki zarządzającej i administrującej funduszami inwestycyjnymi z siedzibą w Luksemburgu.

Polonia inwestuje

Dlatego Finexis wyciąga do polskich TFI pomocną dłoń, oferując im usługę polegającą na wykorzystaniu luksemburskich funduszy, dzięki którym można ominąć procedury formalnoprawne. Fundusz utworzony w Luksemburgu pełniłby w tym wypadku rolę wehikułu, którego aktywa byłyby docelowo zainwestowane w całości w wybrany fundusz polskiego powiernika i dystrybuowany na zagranicznych rynkach.

— IFM Global Asset Management jest pierwszym polskim zarządzającym wykorzystującym luksemburski fundusz otwarty — mówi Maciej Waloszyk.

Na liście potencjalnych klientów Finexis są prywatne polskie TFI, które nie mają zaplecza za granicą w postaci dużych grup finansowych, a których produkty wyróżniają się dobrymi wynikami i ciekawą strategią. Takie fundusze mogłyby znaleźć zwolenników przede wszystkim wśród Polonii mieszkającej na stałe w krajach europejskich. Zresztą na takich inwestorów ma zamiar polować IFM.

— Ekspansja polskich TFI na zagranicznych rynkach jest trudna. Dostęp do dystrybutorów jest ograniczony, bo tamtejsze banki nie chcą sprzedawać polskich funduszy, ponieważ ich nie znają. Wolą dystrybuować produkty brytyjskie czy szwajcarskie. Do tego dochodzi potrzeba notyfikacji funduszy w zagranicznymurzędzie nadzoru. Dlatego rozwiązanie oparte na funduszach luksemburskich może być ciekawe — uważa Piotr Osiecki, prezes Altus TFI. Z nieco mniejszym optymizmem do tematu podchodzi Adam Dakowicz, prezes AgioFunds TFI, który przypomina, że pomoc w formalnościach i utworzeniu luksemburskiego funduszu to jedno, a jego dystrybucja to drugie.

Dzięki ustawie ZAFI, która unifikuje pojęcie funduszu alternatywnego, jak SIF, FIZ etc., wkrótce wszystkie będą traktowane jednakowo.

— Jeśli TFI nie ma rozpoznanego rynku dystrybucyjnego za granicą, to dostanie się do sieci sprzedaży jest bardzo trudne, mimo że pod kątem formalnym sprzedaż dotyczy luksemburskiego — a więc znanego tamtejszym pośrednikom — funduszu. Oczywiście potencjalnych klientów jest wielu, bo Polaków mieszkających za granicą są miliony. Niemniej, wielu z nich, pomimo że na stałe mieszka np. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, to jednak w jakimś stopniu porusza się po polskim rynku. Sami mamy kilku takich klientów. Jeśli chodzi o zagranicznych inwestorów, to nie sądzę, że znalazłby się wśród nich popyt na fundusze oparte na polskich aktywach. Oni preferują znane, globalne marki, jak Franklin Templeton czy BlackRock — studzi optymizm Adam Dakowicz.

Funduszowa optymalizacja

Wehikułów inwestycyjnych, tworzonych na zlecenie konkretnego inwestora jest dziś ponad 740, a w ich portfelach Polacy ulokowali 42 mld zł aktywów, co stanowi prawie jedną piątą rynku. Dane te nie obejmują jednak wszystkich podmiotów, bo część TFI nie ujawnia informacji o prywatnych funduszach. Produkty te najczęściej służą zamożnym inwestorom i właścicielom firm do optymalizacji podatkowej. Jeszcze do niedawna fundusze te przeprowadzały optymalizację za pomocą spółek komandytowo-akcyjnych (SKA). W 2014 r. spółki te zostały jednak opodatkowane. Luksemburg szybko wyczuł pismo nosem i wprowadził ich praktyczną kopię — SCSp, czyli société commandite spéciale, która dziś zastępuje SKA w polskich wehikułach optymalizacyjnych.

— Jest to dualny wehikuł, przez co nieco droższy w utrzymaniu, ponieważ trzeba zapłacić za FIZ i spółkę luksemburską — wyjaśnia Adam Dakowicz.

Są jednak spore szanse na to, że niebawem optymalizacja będzie prostsza i tańsza. Dzięki ustawie ZAFI, która unifikuje pojęcie funduszu alternatywnego, jak SIF, FIZ etc., wkrótce wszystkie będą traktowane jednakowo. Oznacza to, że FIZ będzie można zastępować luksemburskim SIF.

— Czekamy na pozytywną interpretację podatkową dla SIF, który jest odpowiednikiem polskiego FIZ. Dzięki temu klient będzie w stanie optymalizować swój biznes, wykorzystując jedną jurysdykcję, upraszczając kwestie organizacyjne. Dodatkowo luksemburskie SIF są dużo bardziej elastyczne od FIZ pod względem polityki inwestycyjnej, kwestii operacyjnych czy częstotliwości wycen — mówi Maciej Waloszyk. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu