Nikt nie potrzebuje Rolls-Royce’a. Tak mówią przedstawiciele brytyjskiej marki, opowiadając o programie personalizacji Bespoke. Bespoke oznacza: zrobiony na wymiar, pod gust klienta. Kiedy ma się kilkaset tysięcy euro do wydania na samochód, to nawet najbardziej wyszukane elementy wyposażenia z katalogu przestają cieszyć, bo może je mieć każdy. Dlatego Rolls-Royce oferuje klientom możliwość zindywidualizowania auta. Od prostych dodatków, np. inicjałów wyszytych na tapicerce przez nietypowe zestawienia kolorystyczne karoserii i tapicerki po wykonane na zamówienie elementy wyposażenia, które nie figurują w cenniku.









Wonności Wschodu
Przedstawiciele Rolls-Royce’a nie lubią liczb. Bardzo nie lubią. Gdyby nie unijne przepisy, które nakazują producentom ujawniać dane techniczne samochodów, nie podawaliby nawet mocy silnika (kiedyś mówiono po prostu adekwatna, dziś 460 KM brzmi niemal wulgarnie). Ale o cenach elementów w programie Bespoke po prostu trudno mówić, bo często nikt wcześniej nie zamówił takiego lakieru lub elementu wyposażenia. Na przykład jeden klient zażyczył sobie lakieru, w którym zamiast metalicznych drobin miały się pojawić szklane. Da się to zrobić, ale samochód musi zostać polakierowany poza normalną zmianą, a sprzęt do lakierowania trzeba będzie poddać konserwacji. Nie wszystkie jednak życzenia da się spełnić.
Na przykład klient z Bliskiego Wschodu zamówił samochód z motywem oud (drzewo agarowe wykorzystywane w produkcji arabskich perfum). Oprócz elementów wnętrza z tego drzewa chciał też… palić w aucie kadzidło. Na to Rolls-Royce się nie zgodził, ale za to w schowku zamontował specjalnie zaprojektowany uchwyt na fiolki z perfumami. Rolls-Royce wyjaśnia, że nie godzi się na modyfikacje, które zagrażałyby życiu lub zdrowiu klientów, co wynika z przepisów o bezpieczeństwie. Poza tym nie zezwala na modyfikacje elementów w okolicach logo marki i maskownicy chłodnicy. Fetysz taki.
Tłumaczy to tradycją, co klienci zwykle przyjmują do wiadomości. Inny przypadek, w którym Rolls-Royce odstąpił od wykonania zamówienia klienta, to bagażnik lodówka. Nie lodówka w bagażniku, ale cały bagażnik jako lodówka. Inżynierowie stwierdzili, że nie są w stanie zaprojektować rozwiązania, które spełni standardy marki.
— Być może niektóre rozwiązania zadowoliłyby klienta, ale jeśli nie zadowalają nas, nie podejmujemy się ich wykonania — mówi Gavin Hartley, odpowiedzialny za program Bespoke.
Motto
Wybierz najlepsze rozwiązanie i usprawnij je! — to zdanie wypowiedział kiedyś Henry Royce i firma do dziś się do niego stosuje. Program Bespoke pozwala klientom wyrazić samych siebie. Czasem przez ekstrawaganckie materiały wykończeniowe, innym razem przez drobne, bardzo osobiste elementy. Zdarza się, że to Rolls-Royce proponuje coś, co ujmie potencjalnych klientów. Na przykład seria Bluebird nawiązuje do historii Sir Malcolma Campbella, który w latach 30. ubiegłego wieku bił rekordy prędkości. Miał na koncie rekordy na lądzie, w wodzie i powietrzu pojazdami napędzanymi silnikami Rolls-Royce’a. Na jego cześć powstał Rolls-Royce Phantom Drophead Coupe Bluebird (Rolls-Royce nie nazywa samochodu po prostu kabrioletem, a mój przewodnik Jim to w pracy James). Zainspirowany teatralną sztuką Sir Campbell nazywał wszystkie swoje pojazdy Bluebird (ptak z rodziny drozdów o niebieskim upierzeniu).
Jeśli nawet cały pojazd nie był w kolorze niebieskim, to miał niebieskie motywy. W Rolls-Royce Phantom Drophead Coupe Bluebird oprócz motywu ptaka na ciągnącym się wzdłuż karoserii pasku (specjalista, dawniej artysta malujący szyldy lokalnych pubów, maluje pasek ręcznie półtorej godziny z jednej strony) pojawia się też ptak na metalowej wstawce na niewidocznej zwykle części uchwytu do zamykania drzwi.
Do tego specjalnie dla tego modelu zaprojektowano niebieski lakier i żółto-niebieskie elementy na zegarach w miejscu, gdzie normalnie pojawia się kolor czerwony (to nawiązanie do wskaźników na łodzi motorowej Sir Campbella).
Nawet elementy silnika pomalowane są na niebiesko. Uchwyty na napoje z banalnego elementu wyposażenia zmieniono w techniczne dzieła sztuki. Wybierz najlepsze rozwiązanie i usprawnij je! Wprawdzie samochodu nie zaprojektowano na indywidualne życzenie, ale to ciekawy przykład, jak limitowana edycja może zachęcić klienta do zakupu lub zamówienia własnego projektu. Orientacyjnie Bluebird kosztuje o około pół miliona złotych więcej niż standardowy Phantom Drophead Coupe (czyli 1,7 mln zł… w standardzie).
Wyprodukowano w Polsce
Program Bespoke pozwala klientom uzasadnić wydanie kilkuset tysięcy euro na zakup samochodu. To często nagroda za dobre wyniki firmy, udany interes. Nikt nie potrzebuje Rolls-Royce’a, ale posiadanie takiego samochodu to przyjemność. A przyjemność klienta odbija się na wynikach firmy. Wprawdzie Rolls-Royce nie zdradza, ile zarabia na samochodach, ale właściciel marki — Grupa BMW — nie ma powodów, by narzekać na poczynioną kilkanaście lat temu inwestycję. Od otwarcia fabryki w Goodwood w 2003 r. sprzedaż skoczyła z 300 do ponad 4 tys. egzemplarzy w 2014 r. W zeszłym roku każdy Phantom i 80 proc. Ghostów miało jakiś element z programu Bespoke.
W 111-letniej historii marki Rolls-Royce obecni są także Polacy. Po pierwsze, wśród 1,2 tys. pracowników zatrudnionych w Goodwood 20 proc. stanowią obcokrajowcy, w tym nasi rodacy, których można spotkać na liniach montażowych, przy wyszywaniu wzorów na skórzanej tapicerce czy przy pasowaniu drewnianych elementów wykończeniowych. To wysokiej klasy specjaliści, z którymi Rolls-Royce nie chce się rozstawać. Po drugie, podczas wycieczki po fabryce natknąłem się na wózek z polskimi napisami. Rzuciłem okiem na stojące na wózku chłodnice. A na nich naklejki: Made in Poland.