Made in Poland rośnie w siłę

Światowe kryzysy, spowolnienie w Chinach czy brexit wrażenia na nich nie robią. Eksporterzy napędzają gospodarkę, a państwo obiecuje, że jeszcze pomoże

Gdy w kryzysie cała europejska gospodarka się kurczyła, Polska jako jedyna mogła pochwalić się wzrostem. Gdy inwestycje nad Wisłą siadły, a konsumpcja rozczarowywała, to ciężar utrzymania PKB nad kreskę wzięli na siebie eksporterzy. Gros rozwoju w kryzysowych latach trzeba zapisać na ich konto i chociaż chude lata nasza gospodarka ma już za sobą, to krajowy biznes sprzedający swoje towary i usługi za granicę nie zwalnia tempa.

Sukcesywny wzrost…

Liczby robią wrażenie. W ciągu ostatniego ćwierć wieku nominalna wartość naszego eksportu zwiększyła się grubo ponad 2 tys. proc. Na początku XXI wieku jego udział w PKB oscylował na poziomie ok. 20 proc., dzisiaj jest to ponaddwukrotnie więcej i wciąż rośnie. Wśród firm zatrudniających ponad 50 pracowników co druga sprzedaje owoce swojej pracy za granicę.

Dzięki ekspansji produktów made in Poland udało nam się w ubiegłym roku osiągnąć historyczną nadwyżkę w handlu zagranicznym, która sięgnęła według danych GUS imponujących 2,3 mld EUR. W tym roku perspektywy wyglądają równie optymistycznie. Co ciekawe, Polski biznes ma powody do eksportowej dumy nie tylko dlatego, że urósł mocno razem z wolnym rynkiem, ale też dzięki temu, że cały czas podnosi swoją wartość dodaną.

Wśród firm zatrudniających ponad 50 pracowników co druga sprzedaje owoce swojej pracy za granicę.

Kiedy żegnaliśmy gospodarkę centralnie planowaną, krajowe przedsiębiorstwa były niekonkurencyjne, nierentowne, źle zarządzane i bez odpowiedniego know- -how pozwalającego podbijać nie tylko zagranicę, ale nawet krajowy rynek. Na początku lat 90. ponad jedną piątą naszego eksportu stanowiły surowce, których sprzedaż nie dawała zbyt wiele zarobku firmom, a gospodarce rozwojowego impulsu. Dzisiaj surowce stanowią nieco ponad 5 proc. sprzedaży za granicę i coraz częściej możemy pochwalić się dostarczaniem lepszej jakości towarów. Nadal są to głównie półprodukty, więc nie łapiemy się do pierwszej ligi światowych eksporterów, ale zmiana jest na plus. Warto zwrócić też uwagę, jak szybko odwrócił się wektor naszego handlu zagranicznego. Przez lata PRL oczywiście gros dóbr wytwarzanych nad Wisłą trafiało na Wschód, jednak transformacja pozwoliła firmom z sukcesem przestawić się na interesy z Zachodem. Dzisiaj nasz eksport do Unii Europejskiej (UE), głównego partnera handlowego, stanowi ponad 80 proc. całej sprzedaży zagranicznej. Szczególnie mocne więzy łączą nas z sąsiadem zza Odry, gdzie trafia już przeszło 27 proc. owoców rąk pracy krajowych firm. Zajmujące drugiej miejsce Czechy mają zaledwie 6,6 proc. udziału w eksportowym torcie.

…i nowe otwarcie

Zdaniem nowej ekipy rządzącej, jest jeszcze miejsce na większy sukces eksportowy. Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju, w swojej gospodarczej strategii mocno stawia na wspieranie międzynarodowych ambicji polskiego kapitału. Nie chodzi jedynie o proste fundowanie biznesowi biletu na misję gospodarczą pod różnymi szerokościami geograficznymi, ale stworzenie nowej infrastruktury wsparcia ze strony państwa. Diagnoza resortu rozwoju wskazuje, że jednym z kluczowych wyzwań, przed jakim stoją eksporterzy, jest potrzeba dywersyfikacji rynków zbytu.

Tym bardziej że mocno uzależniliśmy się od handlu z Unią, a społeczeństwo europejskie starzeje się tak szybko, że popyt z tego kierunku będzie z czasem słabł. Dlatego rządzący obiecują pomoc w przetarciu szlaków handlowych w nowe miejsca. Pod skrzydłami Polskiego Funduszu Rozwoju na powstać specjalna agencja, która będzie wspierała przedsiębiorców w eksporcie i ekspansji zagranicznej. Gra jest warta świeczki, bo firmy handlują w coraz bardziej egzotycznych miejscach.

Do takich już nie należy Daleki Wschód, bo interesy z Chinami to dla wielu chleb powszedni, a najodważniejsi ruszają na Antypody czy na wielkie rynki obu Ameryk. Eksperci firmy doradczej Grant Thornton obliczyli, że w czasie kryzysu nasz eksport do Brazylii urósł o ponad 20 proc. — ponaddwukrotnie mocniej niż do Włoch. W tym czasie sprzedaż do UE zwiększyła się o przeszło połowę, a do Australii i Oceanii eksport urósł o 86,2 proc. Chociaż pod względem wartości jeszcze długo nic nie zdetronizuje w naszych statystykach Starego Kontynentu, to dynamiki robią wrażenie i pokazują, że eksportowy ekspres jedzie coraz szybciej i dociera coraz dalej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu