Magazyn dotrze do pięciu nowych krajów

Renata Zawadzka
opublikowano: 1999-10-05 00:00

Magazyn dotrze do pięciu nowych krajów

Pierwsze wydanie polskiej edycji „National Geographic” przywitano niezwykle uroczyście. W pomieszczeniach restauracji Bistrot i w otaczającym ją ogrodzie zebrał się tłum gości: tych, których wyprawy przysporzyły sławy im samym i krajowi, a także znanych postaci ze świata nauki, sztuki i polityki.

Jeszcze cztery lata temu magazyn wydawany przez Towarzystwo National Geographic był dostępny tylko w języku angielskim. Pierwsi w 1995 r. dostąpili zaszczytu posiadania własnej edycji Japończycy. Trzy lata później pojawiły się wydania latynoamerykańskie, włoskie oraz greckie i izraelskie. Dokładnie 111 lat po wydaniu pierwszego numeru magazynu, w efekcie umów licencyjnych zawartych przez wydawnictwo G+J RBA, ukazały się edycje: polska, niemiecka i francuska.

— Z tym pomysłem nosiliśmy się od kilku lat, ale dopiero w tym roku udało nam się wspólnie z hiszpańską firmą wydawniczą RBA Publicaciones przekonać naszego amerykańskiego partnera o sensowności tej inicjatywy. Uzyskaliśmy wyłączność na wydawanie albumów, książek, map, oraz kaset wideo w Polsce, Niemczech i Francji — opowiada Gerd Shulte-Hillen, prezes zarządu G+J, wiceprezes zarządu Bertelsmann AG.

— Dopiero teraz doszliśmy do wniosku, że jesteśmy na tyle dobrzy, by wejść na polski rynek — dodaje kokieteryjnie — John F. Fahey JR., prezes Towarzystwa National Geographic.

O tym, że są dobrzy, świadczy 40 milionów czytelników amerykańskiego wydania iÉ 25 tys. prenumeratorów, których zdobyto w Polsce podczas Wystawy Fotografii National Geographic. Dziś jest ich już znacznie więcej.

Każdy reporter pracujący dla magazynu, posługując się obrazem, opowiada o czymś, co ma pobudzić wyobraźnię czytelników. Do uzyskania 20 zdjęć zużywa niekiedy ponad dwa tysiące rolek filmu. Jednym z najlepszych jest Polak Tomasz Tomaszewski, pełniący funkcję generalnego konsultanta polskiej edycji.

— Bez względu na mutację językową, to jest ciągle to samo pismo. Będą się w nim ukazywały fotografie tych samych autorów, także moje. Zresztą nigdy nie odmawiam współpracy z polskimi wydawcami pod warunkiem, że nie zmienią charakteru zamieszczonej fotografii. „National Geographic” to gwarantuje — zapewnia Tomasz Tomaszewski.

ŚWIAT + POLSKA: Siła „National Geographic” polega na ponadnarodowym charakterze. Jednak w polskiej edycji będziemy regularnie poświęcać ponad 20 stron rodzimej tematyce — zapowiada Dariusz Raczko, naczelny redaktor polskiego wydania „National Geographic” (na zdjęciu po prawej z Tomaszem Tomaszewskim).

CUDOWNE ROZMNOŻENIE: Wydanie tych trzech nowych edycji oznacza dotarcie „National Geographic” aż do pięciu krajów — w tylu bowiem języki: polski, francuski i niemiecki, są w codziennym użyciu — mówi Gerd Shulte-Hillen, wiceprezes zarządu Bertelsmann AG.

NIEZWYKŁA OKAZJA: To wspaniale, że mogliśmy się tu spotkać z Markiem Kamińskim. Zwykle brak na to czasu, choć mieszkamy tak blisko siebie — mówi pani Maja, małżonka Jana Marcina Węsławskiego, polarnika, konsultanta ds. oceanografii w polskiej edycji „National Geographic” (na fotografii obydwoje towarzyszą Markowi Kamińskiemu — w środku).

UDANA IMPREZA: To niepospolite czasopismo zasłużyło na tak świetnie zorganizowaną imprezę promocyjną — mówi Jerzy Bogusz, wiceprezes Discovery Travel.

MAMY SWOICH: Być może przyjdzie czas na zaistnienie na łamach magazynu rodzimych sław, np. Marka Kamińskiego, Elżbiety Dzikowskiej czy Andrzeja Zawady (na fotografii wszyscy troje stoją w środku w towarzystwie Sławomira Bawarskiego, prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Podróżników Globtroter, po lewej, i Krzysztofa Góralczyka, prezesa Sport Touristu, po prawej).

POWODZENIA: Paweł Piskorski, prezydent Warszawy, pogratulował sukcesu autorom.