Magia kampanii wyborczej

Adam Sofuł
opublikowano: 11-09-2007, 00:00

Przez niemal dwa lata politycy obecnej ekipy rządowej twierdzili, że znaczący wzrost nakładów na służbę zdrowia jest niemożliwy, podwyżka składki na ubezpieczenie zdrowotne będzie trudna do wprowadzenia, a podwyżki dla lekarzy już były. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że to refren powtarzany również przez poprzednie rządy. Wystarczyła jednak perspektywa wyborów, by wszystkie te problemy okazały się błahostką. Premier Jarosław Kaczyński twierdzi, że nakłady na służbę zdrowia wzrosną w przyszłym roku o 11 mld zł, a minister Zbigniew Religa bez zmrużenia oka zapowiada wzrost składki na ubezpieczenie zdrowotne do 13 proc. Minister jest już gotowy, by siąść do rozmów o podwyżkach dla lekarzy. Czary.

Magia kampanii wyborczej rozwiązała finansowe problemy służby zdrowia. Przynajmniej na dzielące nas od wyborczej niedzieli sześć tygodni. Dodatkowe pieniądze — 3,5 mld zł — mają pochodzić z przesunięcia środków z Funduszu Świadczeń Gwarantowanych (ciekawe skądinąd, czy ów fundusz jest rzeczywiście taki bogaty). Nie ma więc mowy o systemowym i regularnym zasileniu systemu ochrony zdrowia dodatkową gotówką, lecz o jednorazowym zastrzyku. Zwiększenia przychodów służby zdrowia na stałe trzeba poszukać gdzie indziej. I rząd poszukał tam, gdzie wiedział, że znajdzie — w podwyżce składki na ubezpieczenie zdrowotne. Ma ona rosnąć o 1 proc. rocznie, poczynając od 2009 r., aż do 13 proc. Mocno wątpliwe, czy w związku z podwyżką składki będzie można większą niż dotychczas jej część odliczyć od podatku. Wygląda na to, że to by było na tyle, jeśli chodzi o zapowiedzianą także od 2009 r. obniżkę podatku dochodowego. Podatki będą obniżone, ale podatnicy nie zapłacą mniej.

To nie są obietnice wyborcze, tylko konkretne projekty

ustaw — przekonywali wczoraj premier i minister. Świetnie, ale kto te ustawy uchwali. Obecny Sejm skrócił swoją kadencję i nie zdąży tego zrobić. Następny jest wielką niewiadomą. W tej sytuacji nawet projekt ustawy nie jest o wiele bardziej realny niż wyborcza ulotka. Bardziej niepokojące od tego, co zostało powiedziane, jest jednak to, o czym Jarosław Kaczyński i Zbigniew Religa nie mówili. A nie mówili o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych, sieci szpitali, koszyku świadczeń gwarantowanych. Nie mówili o tym, jak sprawić, by system ochrony zdrowia był bardziej efektywny, mówili jedynie o tym, by był bogatszy. Taka jest logika kampanii wyborczych, że w ich trakcie nie mówi się o rzeczach niepopularnych, lecz jedynie obiecuje dodatkowe pieniądze. Prawdziwy dramat polega jednak na tym, że po wyborach o obietnicach się zapomina, a o koniecznych reformach nie przypomina. Byle do następnej kampanii, gdy w magiczny sposób politycy znajdą rozwiązanie problemów, z którymi bezskutecznie zmagali się przez całą kadencję.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu