Mają jałowe sukcesy

Jarosław Sobkowski
opublikowano: 16-05-2006, 00:00

Ocalili tysiące osób. Nie są ratownikami, ale produkują artykuły, bez których nie sposób nieść pomoc.

Przedsiębiorstwo Yavo z Bełchatowa w Łódzkiem produkuje wyroby medyczne — jednorazowe aparaty do przetaczania krwi i płynów infuzyjnych, przedłużacze do pomp infuzyjnych oraz chirurgiczne materiały szewne, czyli prościej mówiąc nici z igłami do szycia ran.

— Zajęło nam to kilka lat prób i doświadczeń, zanim w 2003 r. uruchomiliśmy produkcję szwów niewchłanialnych. Kolejne kilkanaście miesięcy potrzebowaliśmy, aby ruszyła linia do wytwarzania wchłanialnych — mówi szefowa produkcji Agnieszka Jersak.

Dzieło przypadku

— Dokładnie piętnaście lat temu dwójka prawników założyła Yavo, wówczas hurtownię leków. Zaczynali od dwóch pracowników, dziś mają ich ponad stu. Zmienił się profil firmy — mówi Bartłomiej Majer, rzecznik prasowy firmy.

Artykuły medyczne zaczęli produkować trochę przez przypadek.

— Znajomy lekarz przyniósł przyrząd do przetaczania krwi i płynów infuzyjnych. Zapytał, czy moglibyśmy coś takiego importować, bo w szpitalach brakuje. Napis na opakowaniu aparatu informował, że produkowany jest w ówczesnej Jugosławii. Pomyśleliśmy, że kupimy je. Tak trafiliśmy do producenta. Po kilku latach współpracy zaproponował uruchomienie produkcji w Polsce — opowiada Majer.

W 1995 r. przedsiębiorstwo odkupiło budynek szwalni od upadającego Zakładu Przemysłu Bawełnianego w Bełchatowie i zmodernizowało na potrzeby produkcji aparatów infuzyjnych. Później powstała sterylizatornia. Właśnie trwają prace przy kolejnej rozbudowie, wciąż w tym samym miejscu.

— Nasz prezes, Wojciech Kaczmarek, trzyma się maksymy, którą kiedyś usłyszał: tak długo będziesz odnosił sukcesy, jak długo będziesz mógł ogarnąć firmę wzrokiem — podkreśla Majer.

Gazeli skok

Przez kilka pierwszych lat działalności produkcyjnej przedsiębiorstwa jej wyroby trafiały głównie na eksport, do krajów byłego ZSSR.

— Tak było do 1998 r., kiedy załamał się rynek wschodni. Odtąd nie sprzedaliśmy tam ani jednego przyrządu. Skoncentrowaliśmy się na kraju — mówi rzecznik.

Proces produkcji można zobaczyć jedynie na fotografiach, choć odbywa się zaledwie piętro niżej miejsca, w którym rozmawiamy.

— Przestrzegamy surowych norm czystości mikrobiologicznej. Specyfika produkcji wymaga odpowiednich procedur i zachowania. Zdobycie certyfikatów, które pozwalają nam prowadzić działalność, wymagało wielu wysiłków i konsultacji klinicznych — wyjaśnia Bartłomiej Majer.

Yavo zatrudnia głównie osoby dobrze przygotowane do wytwarzania aparatury medycznej.

— Wyższe wykształcenie ma 60 proc. osób pracujących przy produkcji. Są to m.in.: chemicy, mikrobiologowie, lekarze. Jest nawet chirurg oraz kosmetolog — wylicza Majer.

Firma współpracuje z kilkoma krajowymi klinikami, które dokonują oceny jej wyrobów.

— Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej współpracy. Informacja, czego się po nas oczekuje, pozwala podnosić jakość produktu. A trzeba przyznać, że wciąż wzrastają oczekiwania wobec Yavo. Do tego stopnia, że zwiększamy produkcję o 40 procent. Kolejny gazeli skok — szczyci się rzecznik firmy, która jest naszą Gazelą Biznesu.

W środku Polski

Przyszłość firmy to nie tylko wzrost produkcji.

— W planach jest zbudowanie sieci dystrybucyjnych: w Hiszpanii, Niemczech, Anglii, Włoszech i Turcji. Rozszerzamy asortyment. W kraju również jest sporo do zrobienia, a znakomite położenie w środku Polski uwalnia nas od konieczności posiadania magazynów pośrednich — wyjaśnia Bartłomiej Majer.

Jak mówi, przedsiębiorstwo poradziło sobie także z dalekowschodnią konkurencją.

— Produkty chińskie były tańsze, lecz gorsze jakościowo. Zmuszeni byliśmy znaleźć oszczędności i w obecnej chwili przewyższamy ich wyroby jakością, a cenowo dorównujemy. To także zasługa takiej polityki zarządu, że w naszym przedsiębiorstwie prawie wszyscy odpowiadają co najmniej za dwie czynności. Dyrektor jest jednocześnie radcą prawnym, asystentka zajmuje się niektórymi sprawami kadrowymi, a w chwili wolnej drukuje etykiety. Ja odpowiadam za sprzedaż eksportową i muszę znaleźć czas na kontakty z mediami — śmieje się Bartłomiej Majer.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Sobkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy