Mają oczy szeroko otwarte

Anna Dermont
28-11-2006, 00:00

Firma, która wyrosła z tradycji przedwojennego przemysłu optycznego, dobrze radzi sobie w XXI wieku.

Jak wiele przedsiębiorstw na Ziemiach Odzyskanych, także Hirschberger Optische Werke, produkujący szkła optycznego dla wojska, został przejęty przez Polaków. W 1945 r. zaczął działać jako Państwowa Wytwórnia Optyczna. Produkowała wyroby optyczne i techniczne, m.in. naczynia laboratoryjne, lustra, soczewki reflektorowe i sygnalizacyjne.

Punktem zwrotnym w historii Jeleniogórskich Zakładów Optycznych (JZO — nazwa przyjęta w 1969 r.) było opatentowanie w 1986 r. składu nowego szkła BKL, charakteryzującego się m.in. zmniejszoną przepuszczalnością promieniowania ultrafioletowego. Firma zaczęła produkcję soczewek okularowych filtrujących promienie UV. Ale w trzy lata później zaczęły się kłopoty.

— Zapotrzebowanie na szkło optyczne dla wojska gwałtownie spadło. Rząd wycofał zamówienia — straciliśmy głównego klienta, co doprowadziło do całkowitego wstrzymania produkcji tego szkła — mówi Jan Koprowski, dyrektor handlowy firmy.

Wówczas kadra zarządzająca zdecydowała, że zakład skupi się na produkcji dotąd marginalnej — soczewek okularowych.

Nowe — lepsze

— W 1994 r. władze spółki zaczęły opracowywać koncepcję utworzenia spółki pracowniczej i przejęcia w leasing mienia firmy państwowej — opowiada Jan Koprowski.

Plany weszły w życie w 1995 r. Firma zaczęła działać jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, której udziałowcami stali się pracownicy. Wprowadzone zmiany i rosnąca konkurencja wymagały obrania nowego kierunku produkcji i sprzedaży soczewek okularowych.

— Musieliśmy zadbać o to, by nasze wyroby sprostały nie tylko potrzebom zdrowotnym, ale także funkcjonalnym i estetycznym. Zaczęliśmy więc inwestować w nowoczesne technologie — wyjaśnia dyrektor handlowy.

Znają swoje miejsce

W rezultacie firma jako pierwsza w Polsce wprowadziła na rynek nowoczesne soczewki plastikowe, tzw. organiczne, oraz soczewki progresywne, przeznaczone dla osób w wieku powyżej 40 lat, gwarantujące perfekcyjne widzenie na każdą odległość.

Kolejne zmiany przyniósł rok 1997. Zakład zyskał nowoczesny kompleks uszlachetniania soczewek okularowych, obejmujący trzy pracownie — nanoszenia próżniowego powłok antyrefleksyjnych, utwardzania oraz barwienia chemicznego soczewek organicznych. Zwiększyło to jakość systemów zarządzania, którą w 1999 r. potwierdził certyfikat ISO 9002.

— Otrzymaliśmy go jako pierwsza firma w branży oftalmicznej w Europie Środkowo-Wschodniej — chwali się Jan Koprowski.

W 2001 r. firma znowu zmieniła nazwę — na JZO sp. z o.o. Dziś jest największym producentem soczewek okularowych w Polsce. Czemu to zawdzięcza?

— Szybki rozwój technologii w optyce, badania wad wzroku, zmiany stylu życia powodują, że musimy szukać nowych rozwiązań. Kilka lat temu na krajowym rynku dominowały soczewki bez uszlachetnień. Dziś klienci chcą kupować te, które gwarantują między innymi odporność na zarysowania i długie użytkowanie — tłumaczy Jan Koprowski.

W utrzymaniu mocnej pozycji na rynku pomagają też certyfikaty i prestiżowe nagrody. Firma ma ich około 40, m.in. godło Teraz Polska za soczewki okularowe uszlachetniane powłokami antyrefleksyjnymi, certyfikat ISO 9001:2000, tytuł Mister Eksportu 2003 za sukces w sprzedaży eksportowej oraz trzykrotny tytuł Gazeli Biznesu.

Tanie nie jest dobre

— Groźną konkurencją są dla nas przedstawicielstwa firm zagranicznych i światowych koncernów optycznych. Ich niskie ceny i szeroka sieć dystrybucji zagrażają producentom i optykom polskim. Problem to także tanie i szkodliwe dla oczu gotowe okulary, sprzedawane na przykład na bazarach — wymienia Jan Koprowski.

Dlatego polskie firmy powołały Stowarzyszenie Polskich Producentów na rzecz Ochrony i Korekcji Wzroku. Jego prezesem został Jan Nowak — szef JZO. Cel prosty — ograniczyć dostępność szkodliwych produktów na rynku.

— Gotowe okulary korekcyjne nie spełniają warunków indywidualnej korekcji, na przykład nie uwzględniają rozstawu źrenic. My wiemy, że stwierdzenie „dobrze w nich widzę” nie gwarantuje ani zdrowego widzenia, ani odpowiedniej korekcji wzroku. Dlatego edukujemy społeczeństwo — mówi Jan Koprowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Dermont

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rejestracja zamknięta / Mają oczy szeroko otwarte