Makrum ceni przyszłe zyski

Kamil Zatoński
26-06-2007, 00:00

RYNEK IPO To pierwszy na giełdzie dostawca dla sektora okrętowego

Od jutra konsorcjum 16 biur maklerskich przyjmuje zapisy na akcje Makrum, skierowane do drobnych inwestorów. Górną granicą zapisu jest 20 tys. sztuk, które po cenie maksymalnej są warte 106 tys. zł. Ci, którzy chcą więcej, mogą wziąć udział w transzy dużych inwestorów, gdzie dostępnych jest w sumie 5,6 z 8 mln oferowanych akcji. Tu indywidualnym o zdobycz może być jednak trudno ze względu na to, że walory w pierwszej kolejności przydzielane będą instytucjom i inwestorom, do których skierowane zostaną specjalne zaproszenia do udziału w procesie book buildingu.

Bydgoska spółka zajmuje się produkcją urządzeń okrętowych, dźwigów oraz ciężkich konstrukcji maszyn, przeznaczonych przede wszystkim dla górnictwa morskiego. Z oferty publicznej chce uzyskać maksymalnie 42,4 mln zł. Dzięki temu sfinansuje konsolidację branży. Podpisano już umowę przedwstępną na zakup majątku upadłej stoczni Pomerania (wartość transakcji to 18,7 mln zł). Na celowniku jest pięć kolejnych firm, ale zarząd emitenta nie zdradza, kiedy i na jakich warunkach mogłoby dojść do przejęć.

Strategia Makrum zakłada uzyskiwanie 70 proc. przychodów z produkcji dla sektora okrętowego. Udział eksportu może sięgnąć nawet 100 proc., bo spółka skupia się na rynkach zagranicznych, w tym głównie Norwegii. Skandynawowie mają 50-procentowy udział w rynku statków obsługujących wieże i platformy wiertnicze. Właśnie na tych klientów najbardziej liczy przyszły debiutant. By realizować większe zamorskie zlecenia, firma musi mieć jednak własną bazę magazynowo-załadunkową na nabrzeżu. Celem przejęć jest znalezienie takiej firmy, która dysponowałaby odpowiednim terenem pod budowę hali, gdzie montowane byłyby podzespoły maszyn i urządzeń produkowanych w Bydgoszczy. Tu z kolei spółka chce przenieść produkcję na obrzeża miasta, a grunty położone w centrum sprzedać (10 ha wyceniono na 100 mln zł).

Specyfiką branży, w której działa Makrum, jest duża kapitałochłonność (stąd wysokie zadłużenie, spółka w latach 2001-04 realizowała postępowanie układowe) oraz długi cykl produkcji, który w połączeniu z uzyskiwaniem przychodów w walutach obcych — głównie w euro — powoduje narażenie na ryzyko kursowe. Ograniczane jest transakcjami terminowymi, stosowaniem przedpłat i klauzul indeksacyjnych. Po stronie kosztów najistotniejsze są wydatki na wyroby i materiały hutnicze. Jeśli ich ceny będą rosnąć, to marże firmy w krótkim okresie będą się obniżać. Wśród rodzajów ryzyka spółka wymienia również uzależnienie się od kilku największych odbiorców. W 2006 r. aż 43 proc. przychodów pochodziło ze zleceń od grupy Rolls-Royce. Ewentualne zmniejszenie zamówień mogłoby mieć poważne skutki dla sytuacji finansowej firmy, ale zarząd uważa, że silna pozycja jako jedynego lub głównego poddostawcy są wystarczającą gwarancją trwałości współpracy. Z kolei wysokie koszty transportu mają zmniejszać zagrożenie konkurencją wytwórców z Azji czy południowej Europy.

Koniunktura w branży, w której działa Makrum, jest bardzo dobra, a konieczność wymiany znacznej liczby jednostek floty handlowej w połączeniu z rosnącymi potrzebami firm z sektora górnictwa morskiego (wymuszonymi m.in. wzrostem cen ropy) powoduje, że oczekuje się co najmniej kilku lat prosperity. Stąd dość ambitne prognozy wyników spółki, zakładające wzrost przychodów o 63 proc. w dwa lata i ośmiokrotne pomnożenie zysku netto. Przy proponowanych widełkach cenowych 3,60-5,30 zł wskaźnik cena do zysku dla prognozy na 2007 r. wynosi 26,2-38,6, a dopiero w 2008 r. spada do 16,6-24,4.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Makrum ceni przyszłe zyski