Wczoraj w USA wydarzyło wolumen był po prostu śmieszny. Powodem był pierwszy dzień konwencji Republikanów w Nowym Jorku. Kto mógł opuszczał to miasto już od piątku. Na początku dnia drożał ropa naftowa, ale potem wzrost zamienił się w duży spadek (szósty z kolei). Irak będzie eksportował ropę mimo ataków na rurociągi, a OPEC obiecuje zwiększenie dostaw. Dane makro też nie mogły mocno wpłynąć na rynek. Cieszył wzrost wydatków szczególnie, że ich spadek w poprzednim miesiącu był mniejszy niż wcześniej podano. Oczywiście niepokoi to, że dochody rosną bardzo wolno (najwolniej od listopada 2002), ale Amerykanie przyzwyczaili się do życia na kredyt. Najbardziej ciągnęły indeksy do dołu Microsoft i Intel. Ten pierwszy znowu przesunął (na 2006 rok) termin debiutu swojego nowego systemu operacyjnego. Jeśli zaś chodzi o Intela to spółka we czwartek ma konferencję na temat sytuacji w połowie kwartału i inwestorzy już się boją, że obniży prognozy. Można sobie wyobrazić, co się stanie, jeśli nie obniży albo podwyższy. Indeksy spadły mimo końcówki miesiąca („window dressing”), więc teoretycznie świadczy to o dużej słabości rynku, ale w tak nadzwyczajnej sytuacji spadkowa sesja jest całkowicie do pominięcia.
Dzisiaj najważniejsze będą dane makro z USA. Indeks Chicago PMI zazwyczaj jest traktowany jako zapowiedź tego, co niedługo pokażą indeksy ISM. Uważam, że korelacja jest ostatnio bardzo słaba, ale gracze wydają się tego nie zauważać, więc reakcja może być dosyć poważna. Oczekiwany jest spory spadek indeksu, co jest pozytywem dla rynku. Jeśli bowiem spadek będzie nieco mniejszy lub go nie będzie to zaskoczeni inwestorzy będą akcje kupowali. Po prostu uwierzą, że gospodarka wkrótce przestanie buksować w miejscu. Podobna może być reakcja na indeks zaufania konsumentów podawany przez Conference Board. Co prawda ostatnio inwestorzy reagują bardzo słabo na dane o nastroju konsumentów, ale wszystko do czasu. Prognozy też mówią o spadku, więc zasada „nie jest tak źle jak prognozowano” i tutaj będzie obowiązywała. Gdyby jednak indeks gwałtownie spadł (bardzo mało prawdopodobne) to tym razem rynek zareaguje bardzo negatywnie. Dzisiaj jest ostatni dzień kwartału i nadal trwa konwencja Republikanów. Z tego wynika, że aktywność rynku będzie niewielka i nawet, gdyby dane były złe to najbardziej prawdopodobne jest, że dużej reakcji nie zobaczymy.
Ciekawa była nie poniedziałkowa, a piątkowa sesja na naszym rynku. Jednak zarówno w piątek jak i wczoraj trwała walka na KGHM, TP i PKN i nie było widać agresywnej podaży na szerokim rynku, mimo że w Eurolandzie indeksy lekko się korygowały. Co bardzie istotne, gdyby rzeczywiście zanegowany sygnał kupna miał być potraktowany poważnie, to w piątek, po takiej przejściowej sesji jaka miała miejsce we czwartek, indeksy powinny były spaść, a jednak wzrosły. Sytuacja techniczna też się w piątek poprawiła, bo indeks cenowy przełamał szczyty, a WIG znowu wrócił nad opór. Z tego wniosek, że istnieje bardzo duża szansa, iż rzeczywiście rynek ruszy na północ. Wczoraj jednak był mały problem. W Wielkiej Brytanii było święto, a jeśli dodało się do tego mało aktywny Nowy Jork to nie można było liczyć na dużą aktywność inwestorów zagranicznych. Na giełdach europejskich handel też był bardzo ograniczony. W tej sytuacji GPW z założenia powinna była ugrzęznąć w marazmie. Nic dziwnego, że indeksy osuwały się. Jednak obrót nie był tak mały jak można było się obawiać, a to bardzo cieszy. Uważam, że za rynek zabrały się większe kapitały i wkrótce zobaczymy ich wpływ na indeksy. Można sobie zadać pytanie, dlaczego te kapitały pozwoliły na spadek po decyzji RPP i wczoraj, ale odpowiedź jest prosta – chodzi o odebranie akcji najbardziej nerwowym inwestorom. Sesja nie ma wielkiego znaczenia prognostycznego – czekamy na wzrost obrotów.