Małe dzieła sztuki

Nie liczą nadgodzin spędzonych na poszukiwaniach i studiowaniu meandrów każdego tematu. To nie są godziny płatne — to inwestycja. Nic dziwnego, że przy takim zaangażowaniu twórców projektowanie znaczków pocztowych to dziedzina, w której Polacy odnoszą sukcesy.

Znaczek pocztowy służy dobrze od prawie dwustu lat, chociaż przydaje się już coraz rzadziej. Wciąż jednak wielu ludziom sprawia niemałą przyjemność, także — a może zwłaszcza — tym, którzy nad nim pracują. Ale nadal najmniej przyjemne jest jego... lizanie.

Instrukcja

„Mały papierowy prostokąt przyklejany do koperty (pocztówki, paczki) służący jako środek uiszczenia opłaty za usługi pocztowe (np. usługę przesyłki)” — taką definicję znaczka pocztowego zawiera internetowy Wikisłownik. Można dodać, że gdy wartość przesyłki jest większa, niekiedy trzeba nakleić więcej niż jeden znaczek. I na tym mniej więcej kończy się wiedza przeciętnego Kowalskiego o znaczkach pocztowych. Nic dziwnego, technologiczny postęp powoli wypiera tradycyjne usługi pocztowe. Nadal są jednak ludzie, którzy w tych kilku centymetrach kwadratowych widzą znacznie więcej. Mogą opowiadać o nich długo, z pasją i namaszczeniem, z jakim inni opowiadają np. o malarstwie. Bo znaczki to właśnie sztuka. Sztuka, w której Polacy są bardzo dobrzy. Tylko w poprzednim roku rodzime projekty zdobyły trzy ważne nagrody. Znaczek wydany z okazji 100-lecia przyznania Nagrody Nobla Marii Skłodowskiej-Curie przez Pocztę Polską i Pocztę Szwedzką uznano za najlepszy grawerowany znaczek Unii Europejskiej. Inny, wydany wspólnie z pocztą watykańską, a dotyczący beatyfikacji Jana Pawła II, zdobył nagrodę św. Gabriela za najpiękniejszą filatelistyczną formę sztuki o tematyce sakralnej. A znaczek pachnący jałowcem i przedstawiający żubra uznano za najpiękniejszy na świecie na 42. Międzynarodowym Konkursie Sztuki Filatelistycznej w Asiago — co w branży jest uznawane za filatelistycznego Oskara.

Sukces Prudentiala

Tomasz Głodowski jest zatrudniony w dziale filatelistyki Poczty Polskiej od 1987 r. Razem z Ewą Zych, koleżanką z działu, pracuje przy tworzeniu znaczków. To dość skomplikowane. Plan emisji zatwierdza minister administracji i cyfryzacji. Głównym celem jest zaspokojenie potrzeb poczty, a dopiero w drugiej kolejności potrzeb kolekcjonerskich. Wszystko zaczyna się jednak od pomysłu. A te spływają z całego świata. Ostateczną decyzję podejmuje komisja.

— Często o wyborze tematyki decydują przypadające akurat rocznice czy ważne wydarzenia. Spora część znaczków dotyczy właśnie takiej tematyki. Poza tym szukamy interesujących i nietuzinkowych pomysłów, bo wiele tematów jest bardzo wyeksploatowanych — opowiada Tomasz Głodowski. Ewa Zych z uśmiechem dodaje, że czasem pracownicy zaangażowani w projekt stawiają na swoim. Tak było na przykład ze znaczkiem na rocznicę Powstania Warszawskiego, który przedstawiał Prudential trafiony pociskiem.

Trzeba było o niego walczyć. Opłaciło się to późniejszym uznaniem znawców. — Wszystkim nie można dogodzić. W przypadku znaczka z żubrem i pachnącego jałowcem wiele osób narzekało — a to, że taki sobie, a to, że żubr ma tylko dwie nogi. A później znaczek zdobył najważniejszą nagrodę — komentuje Tomasz Głodowski. Praca działu filatelistyki nie kończy się na ustaleniu tematu. Na dobrą sprawę to dopiero początek. Potem trzeba spędzić godziny w bibliotekach, na przeczesywaniu informacji, ikonografii, zdjęć, na rozmowach ze specjalistami, nawet negocjacjach.

— Kiedy chcemy wykorzystać jakieś zdjęcie, to rozmowy dotyczą też ceny. Jedni bardzo chętnie się godzą, z innymi trzeba negocjować dłużej — mówi Tomasz Głodowski. Artyści, którzy pracują nad projektem graficznym znaczka, dostają od biura filatelistyki w zasadzie wszystkie niezbędne materiały.

— Nowe rzeczy, jakich się dowiadujemy, ludzie, jakich poznajemy, i fascynujące historie, jakie słyszymy, a o których mało kto wie, świetnie rekompensują czas spędzony na wyszukiwaniu informacji. I trudno się przy tym nudzić — kwituje Ewa Zych. To jednak bardzo stresująca praca. Nie chodzi tylko o terminy, ale o podpis składany na dokumencie decydującym o druku. Trzeba sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, bo chodzi przecież o kilka milionów znaczków.

— Jeśli coś już zostanie wydrukowane, to koniec. Poza tym niektórzy artyści lubią sobie robić żarty, na co też trzeba uważać — dodaje Tomasz Głodowski. Artyści żartownisie potrafią np. dorzucić na znaczku jakiś słabo widoczny napis. Na jednym z projektów autor umieścił pewien osobisty tekst. Musiał projekt poprawić.

Ucho igielne

Jeszcze pod koniec lat 80. było wielu artystów, którzy potrafili zaprojektować znaczki. Specjalizowali się w konkretnej tematyce. — Wiadomo było, do kogo się zwrócić, gdy chodziło o faunę i florę, a do kogo, gdy chodziło o sport. Po transformacji systemowej, kiedy trzeba było zacząć stosować prawo zamówień publicznych, decydująca stała się cena — zauważa Tomasz Głodowski. Udało się to zmienić. Teraz przy wyborze twórcy poza ceną bierze się pod uwagę wartość artystyczną projektu, która decyduje o ewentualnym zamówieniu. Pojawił się jednak inny problem — brak artystów. Bo znaczek to specyficzna forma, z którą nie każdy sobie radzi. Są tacy, którzy tworzą wspaniałe plakaty, ale znaczki kompletnie im nie wychodzą.

W Polsce artystów, którzy potrafią tworzyć znaczki, można policzyć na palcach jednej ręki — kwituje Tomasz Głodowski. Jednym z nich jest Marzanna Dąbrowska, projektantka zatrudniona w biurze promocji i marketingu Poczty Polskiej.

— Odkąd pamiętam, marzyłam o projektowaniu znaczków. Nazywane są przecież małymi dziełami sztuki. Choć w Poczcie Polskiej nie ma stanowiska projektant znaczków, to podejmując tu pracę, miałam nadzieję, że prędzej czy później uda mi się taką szansę dostać. Nie było to łatwe. Musiałam do swoich kompetencji i zdolności artystycznych przekonać osoby decyzyjne — wspomina projektantka. Stworzyła już kilkadziesiąt znaczków. Przeliczając, rocznie spod jej ręki wychodzi kilka projektów. Wiele zyskało uznanie kapituł międzynarodowych konkursów filatelistycznych. Jest autorką wspomnianych znaczków „Beatyfikacja Papieża Jana Pawła II” i związanego z rocznicą przyznania Nagrody Nobla Marii Skłodowskiej-Curie.

— Projektowanie jest moją ogromną pasją, która pomaga mi w pracy. To dzięki niej mogę realizować swoje projekty z takim powodzeniem. Nie liczę tysięcy nadgodzin spędzonych na poszukiwaniach i studiowaniu meandrów każdego tematu. Równolegle myślę nad tym, co chcę wyrazić i jak to zrobić. Potem realizuję projekt — tłumaczy Marzanna Dąbrowska. Obecna technologia daje ogromne możliwości twórcom. Artystka wyjaśnia, że technika czy technologia nie są jednak najważniejsze.

— Proces twórczy wymaga czasu. Staram się więc nie ulegać niebezpiecznej „łatwości” technologicznej, ale w swojej pracy twórczej wykorzystuję wszystkie możliwe środki wyrazu artystycznego — od tradycyjnego malarstwa przez fotografię do technik komputerowych. Jest jeden warunek: muszą służyć tematowi. Każdy znaczek wymaga innej techniki, innego spojrzenia. Inne emocje towarzyszą mi podczas projektowania znaczków, z którymi jestem związana emocjonalnie — myślę tu choćby o emisji „Beatyfikacji Papieża Jana Pawła II”.

Co ciekawe, zupełnie inne emocje wyzwala na przykład projektowanie znaczków rytowanych — twierdzi Marzanna Dąbrowska. Dodaje, że to bardzo szlachetna technika, którą w dobie multimediów i świata wirtualnego filateliści nadal cenią.

— Wcale mnie to nie dziwi. Jest w tym coś magicznego. Może to przez ten skomplikowany ryt, który wymaga czasem kilku miesięcy pracy — zastanawia się Marzanna Dąbrowska. Przykładem dość czasochłonnego znaczka jest emisja z okazji 100-lecia Nagrody Nobla z chemii dla Marii Skłodowskiej-Curie. Marzanna Dąbrowska pracowała nad tym projektem kilka miesięcy, drugie tyle powstawał ryt Piotra Naszarkowskiego.

— Jestem szczęściarą. Pracowałam przy powstawaniu znaczków o przeróżnych tematach i zapewniam, że za każdym razem była to ciekawa podróż w nieznane. W mojej pracy cudowne jest to, że poznaję bardzo interesujących ludzi, jestem świadkiem niesamowitych zdarzeń, historii i zbiegów okoliczności. Tym, co odkryję, poznam, przeżyję, chcę dzielić się z innymi. Już dziś cieszę się na samą myśl o kolejnej podróży — uśmiecha się Marzanna Dąbrowska.

Cenne znaczki

Treskilling Yellow

Znaczek szwedzkiego rządu z 1855 r. W 1996 r. osiągnął na aukcji cenę 2,3 mln dol. To najdroższy znaczek świata.

Post Office Mauritius

Pierwszy znaczek Mauritiusa z 1847 r. (wówczas kolonia brytyjska) wydrukowano z błędem: Post Office zamiast Post Paid. W 1993 r. kopertę z dwoma takimi znaczkami sprzedano za 3,8 mln dol., co czyni ją najdrożej sprzedaną pozycją filatelistyczną.

Odwróceni bokserzy

Polski znaczek wyemitowany przy okazji olimpiady w 1956 r. W 2009 r. na nowojorskiej aukcji jego cena wywoławcza wyniosła 15 tys. dol.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAFAŁ FABISIAK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Małe dzieła sztuki