Ponad jedna czwarta niewielkich przedsiębiorstw jest skłonna czekać dwa tygodnie, a nawet miesiąc na opłacenie faktury — wynika z sondażu EGB Finanse przeprowadzonego na grupie 200 mikroi małych firm. Co dziesiąta firma akceptuje wydłużenie tego okresu powyżej miesiąca. Zaledwie 30 proc. mikro- i małych przedsiębiorców reaguje od razu po terminie płatności wyznaczonym na fakturze, a co szesnasty badany nie robi nic, by odzyskać należne pieniądze.

Mniej tolerancyjne wobec nierzetelnych kontrahentów w porównaniu z mikrofirmami są małe firmy. Chętniej podejmują one działania zmierzające do odzyskania wierzytelności już w ciągu 14 dni po upływie terminu (tak robi 58 proc. małych firm i 40 proc. mikro-). Jak zauważa Krzysztof Matela, prezes EGB Finanse, może to wynikać z faktu, że firmy zatrudniające od 10 do 50 pracowników mają większe możliwości, jeśli chodzi np. o wyodrębnienie oddzielnego działu kontrolującego rozliczenia albo dedykowania takim czynnościom konkretnych pracowników.
Ponadto badanie dowodzi, że na ogół przedsiębiorcy aprobują działania podobne do tych, które sami podejmują,ponieważ 30 proc. z nich płaci za usługi czy produkty dostarczane przez kontrahentów w ciągu dwóch tygodni po upływie terminu. Jednak część firm przyznaje, że o zapłacie za fakturę wcale nie decyduje wyznaczona na niej data — 25 proc. firm pieniądze przelewa wtedy, kiedy ma wolną gotówkę, uregulowała już swoje najpilniejsze potrzeby (m.in. wobec skarbu państwa, pracowników, banków itd.) czy rozliczyła się z dostawcą upominającym się o należność.
— Tego typu zachowanie może niekorzystnie wpływać zarówno na bieżącą kondycję finansową przedsiębiorców, jak i na gospodarkę, przyczyniając się do upowszechniania zjawiska spirali zadłużenia — zauważa Krzysztof Matela.