Telewizje poradziły sobie z żałobą i powodzią. Ich biura reklamy kontynuują kilkuprocentowe wzrosty obrotów.
Na papierze rynek reklamy telewizyjnej w Polsce zdaje się być w szczycie hossy. Według danych cennikowych, przychody reklamowe głównych stacji w pierwszym półroczu wyniosły 4,7 mld zł. Były tym samym o 20 proc. wyższe niż w 2009 r. Jednak po uwzględnieniu rabatów nie jest już tak różowo, choć wciąż na plusie.
— W rzeczywistości rynek reklamy telewizyjnej wzrósł w pierwszym półroczu o dwa, trzy procent — mówi Michał Kaliński, zastępca dyrektora biura reklamy Telewizji Polskiej.
Podobnie oceniają skalę wzrostu inni menedżerowie z biur reklamy czołowych stacji. Analitycy, których przepytał "PB", też nie zmieniają swoich prognoz i obstają między 3 a 7 proc. wzrostu na koniec 2010 r. I wcale niekoniecznie podzielają opinie kolegów z branży reklamowej, że obrotom na tym rynku mocno zaszkodziła kwietniowa żałoba narodowa.
— Prognozuję wzrosty całego rynku na poziomie 5 proc., ale np. giełdowy TVN powinien zachować się nieco lepiej. Czas żałoby tak naprawdę dla tej stacji mocno nie zaciążył na wynikach, bo większość udało się odrobić — uważa Waldemar Stachowiak, analityk Ipopema Securities.
Eksperci są przekonani, że maj i czerwiec dla TVN był niezły. Stacja przedłużyła wiosenną ramówkę, utrzymała wyższe udziały w rynku. Pomogło większe zainteresowanie mediami z powodu powodzi i wyborów. Mocnym czynnikiem neutralizującym pozycję TVN były na pewno piłkarskie mistrzostwa świata. Te, zdaniem ekspertów, spowodowały, że w TVN i Polsacie na czas mundialu znacząco zwiększył się udział kobiecej widowni. Męska na miesiąc odpłynęła do TVP.