Mam prostą historię

Karol Jedliński
24-05-2007, 00:00

Kiedy nie stać cię na dekoracje za miliony, zaczynasz kombinować pod prąd. Bo „Wszystko” mimo wszystko, trafi na duży ekran.

Film to najważniejsza ze sztuk — przekonywał, za Leninem, producent Hochwander, jeden z bohaterów „Misia”. Coś ważnego dla kultury zazwyczaj kosztuje nie tylko dużo autorskiego wysiłku, lecz także pieniędzy.

— Więc wbij sobie w ten twój oszczędny, kierowniczy, filmowy łeb: pieniądze należy zdobywać legalnie, a nie lewymi kombinacjami — przekonywał Hochwandera Ochódzki.

Wypowiadał te słowa w czasach, kiedy nawet telegraf do Londynu trudno było nadać. Zapewne dziś polecałby innowacyjny marketing, choćby w sieci. Właśnie tak swoje marzenie o pracy dyplomowej w postaci filmu na profesjonalnej taśmie, pokazywanego na dużym ekranie, zaczął realizować Artur Wyrzykowski. Jako producent i reżyser założył stronę w internecie — wszystko.net — tam promuje swój film i zbiera na niego pieniądze. Brakuje jeszcze jakieś 20 tys. zł, żeby dokończyć projekt.

— Jeśli coś się nie udaje, to nie oznacza tylko, że świat jest zły. Determinacja i ciężka praca pozwalają zrealizować cel — zaznacza.

Dyplom z ironii

Mówi, że jego film ma być „mistrz”, więc zagrał va banque. Taśma profeska, 16 mm, zawodowi aktorzy, postprodukcja na najwyższym poziomie. Jedyny, maleńki problem, czyli kosztorys zamykający się gdzieś w okolicach 50 tys. zł. W porównaniu z filmami, gdzie w kilka godzin dogasają zgliszcza po dekoracjach wartych miliony, to pestka. Ale dla debiutanta, szukającego sposobu na obronienie dyplomu w Warszawskiej Szkole Filmowej Bogusława Lindy i Macieja Ślesickiego, wyzwanie nie lada.

— Rozesłałem ponad dwieście ofert do możliwych sponsorów, najważniejszych firm w Polsce. Większość nawet nie odpowiedziała — podkreśla Artur Wyrzykowski.

W tym samym czasie dopinał projekt, mający go wyróżnić w gąszczu młodych twórców węszących za kawałkiem filmowej taśmy. „Wszystko” to prosta historia o miłości, z wątkami autobiograficznymi. Komedia nieromantyczna, z dużą dawką ironii.

— W polskim kinie powstaje dużo dramatów o cierpiących ludziach. Brakuje mi dobrych, optymistycznych, ciepłych filmów. Ale nie głupich, niczym nasze ostatnie superprodukcje — przekonuje młody reżyser.

Jest więc pewne nieszczęśliwe, z pozoru, uczucie. Bohater niepotrafiący zdobyć serca kobiety jego życia.

— Jest naiwny i nieporadny, z mocno wyidealizowanym podejściem do miłości — opisuje Artur Wyrzykowski.

Stawia na pozytywne emocje zamiast rechotu.

— To mój pierwszy tak duży film i jednocześnie świetna szkoła reżyserii, produkcji. Zanim zrobię długi, profesjonalny film, chciałem nauczyć się warsztatu, pracy na profesjonalnym planie z profesjonalistami. Stąd moje parcie na taśmę — zaznacza.

„Wszystko” ma go wybić ponad przeciętność, pokazać jego talent.

Cześć. Pomóż

Liczy na to, że po zaplanowanym na koniec czerwca premierowym pokazie w warszawskim kinie Muranów zgłosi się do niego któryś z dystrybutorów z propozycją. Żeby tak na przykład dołączyć „Wszystko” do którejś z wielkich kinowych produkcji, jako suport.

Wykombinował sprytnie: internauci plus media. Jednocześnie zaskakuje decydentów i szuka rozgłosu w mediach. Podczas zeszłorocznego Camerimage w Łodzi rozdawał wizytówki, koszulki, nagabywał, zachęcał do wsparcia filmu. Tam pierwszy raz usłyszała o nim Agnieszka Odorowicz, dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (PISF), która zarządza ponad 100 mln zł przeznaczanymi na wsparcie polskiej kinematografii. W końcu przyznała mu 20 tys. zł nagrody.

„Cześć. Pomóż mi zrobić film” — napisał na oficjalnej stronie internetowej produkcji. Poniżej wciąż rosnący licznik, który zmierza ku 35 tys. zł, głównie dzięki PISF, ale też wsparciu od ponad 250 internautów. Jest także angielska wersja strony. Wpłaty zaczynają się od 10 złotych, dolarów, euro. Pieniądze płyną głównie z Polski, ale również z Wielkiej Brytanii czy z Danii.

— Niektórzy zainwestowali we mnie ponad tysiąc złotych. Wszyscy dostaną płytę z gotowym filmem i zostaną wymienieni w napisach końcowych — cieszy się reżyser.

Oby tylko ten ostatni warunek nie wydłużył zanadto filmu.

Łazienka za darmo

Kilkumiesięczna obsuwka oznaczała, że zdjęcia zrobili dopiero w połowie maja, w przyszłym tygodniu planują dokrętki. Na stronie internetowej wymienia kilkunastu partnerów i sponsorów, lecz ich pomoc zwykle polega na tym, że oferują usługi taniej albo pozwalają kręcić na przykład scenę w łazience za darmo. Dobrą promocję w mediach zrobił PISF, coraz więcej osób zaczyna kibicować produkcji „Wszystko”, oglądalność strony w sieci sięga kilku tysięcy dziennie.

— Mógłbym zrobić film kompletnie amatorski, za grosze, cyfrową kamerą i z kumplami w roli aktorów, ale wierzę, że stać mnie na profesjonalny obraz, a to więcej kosztuje — uważa Artur Wyrzykowski.

Nie porwał się bynajmniej na wielkie kino i czołówkę polskiego box office. Ma historię do powiedzenia i zmieści ją w dwudziestu minutach ruchomego obrazu i dźwięku. Choć wytyka mu się nikłe doświadczenie, to oprócz zapału stawia na zawodowstwo.

— Terrorysta z kamerą — śmieją się niektórzy z jego współpracowników.

W sieci udostępnił m.in. szczegółowy storyboard z rozrysowanym niemalże każdym ujęciem i pełny scenariusz. Są zdjęcia z planu, będą trailery i plakat promujący film.

Jagoda nie kombinuje

— Na planie unikam kompromisów. Rzeźbimy tak długo, aż będzie dobrze. Czuję komfort, bo jako producent sam decyduję, co mogę zrobić, a na co mnie nie stać — zaznacza.

Główną rolę kobiecą gra Marta Żmuda-Trzebiatowska, najbardziej znana jako Jagoda z serialu „Magda M”.

— Moja nowa bohaterka nie jest do niej podobna. Nie kombinuje, nie uwodzi perfidnie — przekonuje młoda aktorka, pojawiająca się na małym ekranie także w „Kryminalnych” czy w „Na dobre i na złe”.

Partneruje jej m.in. Antoni Pawlicki, będący w obsadzie aktorskiej w „Katyniu” Wajdy czy w głośnym „Z odzysku” Fabickiego. Do tego dochodzi główny bohater męski, czyli Mateusz Banasiuk, ostatnio występujący w „Kto nigdy nie żył…” w reżyserii Andrzeja Seweryna. Dzięki profesjonalnej obsadzie dobre sceny gwarantowane. Niekoniecznie rozbierane, ale wspierane za to suchymi z pozoru dialogami.

Chłopak:

Gdzie sól?

Matka:

(po chwili ciszy, cały czas prasując)

Po co ci sól. Jedz.

Chłopak:

Kochasz mnie?

Matka:

(dalej prasuje)

Co?

Chłopak:

O co ja zapytałem przed chwilą?

Matka:

Nie wiem. Nie gadaj tyle, bo ci wystygnie. n

Dobry film? — „Duża Ryba” Tima Burtona — uważa Artur Wyrzykowski. Ten amerykański reżyser nakręcił „Rybę” cztery lata temu. Oprócz tego znany jest z „Soku z żuka” czy „Gnijącej panny młodej”. Charakterystyczna w jego twórczości jest fascynacja animacją i gotykiem, gdzie cienie krzyżują się z poskręcanymi drzewami. „Duża Ryba” na podstawie powieści Daniela Wallace’a opowiada o synu wracającym w rodzinne strony, by zaopiekować się umierającym ojcem. A ten przez lata rozsiewał o sobie opowieści niezwykłe. Syn zaczyna szukać prawdziwej wersji młodości ojca, znajdując historię, gdzie prawda miesza się z fikcją. W rolach głównych: Ewan McGregor, Albert Finney i Billy Crudup.

Artur Wyrzykowski jest jednym z założycieli stowarzyszenia Kompilacja Warszawska. Na stronie kompilacja.pl piszą sami o sobie: „Jesteśmy młodzi, zdolni, kreatywni. Odpalamy ludziom bomby atomowe w głowach”. Gromadzą miłośników filmu, fotografii, teatru i muzyki. Organizują festiwale i akcje teatralne, filmowe oraz kulturalne.

Na stronie kompilacja.pl można znaleźć trzy wcześniejsze filmy Artura Wyrzykowskiego. „Takie życie” to jego 6-minutowy debiut fabularny. „Opowieść o kwiecie polskiej młodzieży z czasów, gdy szerokie spodnie budziły oburzenie emerytów i rencistów” — głosi opis filmu. Kolejne to „Z kamerą w krainie głupoty” i krótki, ale dynamiczny „Madness”.

W internecie niektórzy zbierali pieniądze np. na studia. Amerykanin Alex Tew dorobił się w ten sposób fortuny. W sierpniu 2005 r. uruchomił stronę The Million Dollar Homepage, gdzie za jednego dolara sprzedawał każdy z miliona pikseli dostępnych na stronie. Po miesiącu zarobił ponad 135 tys. dolarów. W styczniu zeszłego roku wystawił na aukcji ostatnie wolne tysiąc pikseli, które zlicytowano za 38 tys. dolarów. Dziś strona przypomina kolorowy biuletyn z napisami w stylu Poker on Line czy liśćmi marihuany. Doczekała się też licznych naśladowców, takich jak onemilliondollarpage.com, którzy jednak nie powtórzyli sukcesu pierwowzoru. A Alex Tew spokojnie kontynuuje studia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Mam prostą historię