Mamy 600 tys. wolnych miejsc pracy

  • Jacek Kowalczyk
08-01-2013, 00:00

Gdyby odpowiednio przeszkolić bezrobotnych, co trzeci od ręki znalazłby pracę. To tylko teoria, ale warto próbować

Bezrobocie zatacza w Polsce coraz szersze kręgi. Jak podało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, w grudniu stopa bezrobocia wzrosła z 12,9 do 13,3 proc. Na koniec roku bez zatrudnienia było 2,14 mln osób — to najwyższy poziom o tej porze roku od 2006 r. Nie ma w Polsce pracy? Nic bardziej mylnego. Jak wynika z badania Uniwersytetu Jagiellońskiego (UJ) na zlecenie Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, w naszym kraju niemal stale wolnych jest około 600 tys. stanowisk. I wielu przedsiębiorców nie może ich zapełnić.

Zatrudnię od zaraz

Zespół ekonomistów UJ w ramach projektu badawczego Bilans Kapitału Ludzkiego od trzech lat bada grupę 16 tys. pracodawców. Raz do roku pyta ich, czy i ilu pracowników obecnie poszukują. Okazuje się, że niezależnie od pór roku i wahań koniunktury gospodarczej rekrutację prowadzi w Polsce 16-17 proc. pracodawców.

— Jeśli rozciągnąć wyniki uzyskane w tej grupie badanych na całą polską gospodarkę, okazuje się, że w momentach, w których prowadzone było badanie, pracodawcy potrzebowali do pracy około 600 tys. pracowników. Co ważne, liczba ta była w latach 2010-12 dość stabilna — tłumaczy prof. Jarosław Górniak z UJ.

Czyli w Polsce — przynajmniej w teorii — jest obecnie tyle miejsc pracy, że od zaraz można by nimi obdzielić prawie jedną trzecią bezrobotnych. Dlaczego tak się nie dzieje? Bo bezrobotni w przytłaczającej większości nie spełniają oczekiwań pracodawców. — Mamy do czynienia z sytuacją, w której z jednej strony bezrobocie jest wysokie, a z drugiej — około trzech czwartych pracodawców, którzy oferują wolne miejsca pracy, narzeka, że nie może znaleźć odpowiednich pracowników — mówi prof. Jarosław Górniak.

Za daleko

Jak twierdzą eksperci, są trzy główne powody, dla których pracodawcy mają problemy z obsadzaniem stanowisk. Po pierwsze, duża część osób zarejestrowanych w urzędach pracy to bezrobotni tylko na papierze. Albo wcale nie szukają pracy, albo mogliby pracować, ale mają wygórowane oczekiwania i odrzucają wszystkie oferty zatrudnienia.

— Według naszych badań, co czwarty bezrobotny to w rzeczywistości osoba bierna zawodowo, czyli z wyboru pozostająca poza rynkiem pracy — mówi prof. Jarosław Górniak. Po drugie, problemem jest często zwykła logistyka. Wielu potencjalnych pracowników mieszka zbyt daleko od oferowanego miejsca pracy, a nie są tak zdeterminowani, żeby dla pracy zmienić miejsce zamieszkania.

— Mobilność pracowników to od lat problem naszego rynku pracy. Osoby z regionów o wysokim bezrobociu mogłyby znaleźć pracę w uprzemysłowionych regionach, a mimo to z różnych powodów nie decydują się na przeprowadzkę. Fala emigracji po wejściu do Unii Europejskiej pokazała, że chętniej jeździmy za pracą na Wyspy Brytyjskie, niż przeprowadzamy się do innego miasta w kraju — mówi Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup.

Trzecim, najczęstszym i najważniejszym powodem, dla którego bezrobotni nie wypełniają istniejących w Polsce wakatów, jest jednak to, że osoby te zwykle po prostu nie mają odpowiednich kwalifikacji. Czyli nie mają takich umiejętności, jakich poszukują pracodawcy.

— Choć bezrobocie w Polsce jest wysokie, cały czas istnieje duża grupa pracodawców, którzy mają problem z rekrutacją pracowników. Potrzebują kandydatów o konkretnych kwalifikacjach, a wśród bezrobotnych nie mogą ich znaleźć — mówi Agnieszka Walter, dyrektor generalna Kelly Services.

Według badań ManpowerGroup, problem ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników ma w Polsce około 40 proc. pracodawców. — Firmom najtrudniej znaleźć inżynierów, wykwalifikowanych pracowników fizycznych, kierowców, techników, handlowców i informatyków. To są zawody, w których trzeba wykazać się konkretnymi umiejętnościami, a tych na rynku, zwłaszcza wśród bezrobotnych, brakuje — mówi Iwona Janas.

Ponad 600 tys. wakatów daje jednak do myślenia i pokazuje, że polska gospodarka ma sporą rezerwę siły roboczej. Gdyby odpowiednio dopasować kwalifikacje bezrobotnych do ofert pracy, można by znacząco zredukować zatrudnienie, co zwiększyłoby konsumpcję, w górę poszłyby inwestycje, a gospodarka doznałaby mocnego przyspieszenia.

— Należy tak zmienić system kształcenia — zarówno wyższego, jak i zawodowego — by absolwenci i bezrobotni mieli właśnie takie umiejętności, jakich poszukują pracodawcy. Nie chodzi tylko o kwalifikacje zawodowe — np. umiejętność spawania — ale też tzw. kompetencje miękkie, np. zdolność komunikacji czy pracy w zespole — mówi Iwona Janas.

Jak zaznacza prof. Jarosław Górniak, aktywizacja bezrobotnych to trudna i długotrwała reforma, ale warto ją wprowadzać.

— Nie łudźmy się — liczba bezrobotnych zależy głównie od tego, jaka jest koniunktura w gospodarce, a nie jaki mamy system kształcenia czy jak działa nasze pośrednictwo pracy. Ale odpowiednio prowadzona polityka zatrudnienia może choć trochę łagodzić negatywne tendencje w gospodarce — mówi ekonomista UJ.

OKIEM EKSPERTA

W zamkniętym obiegu

MONIKA ZAKRZEWSKA

ekspert PKPP Lewiatan

Na polskim rynku pracy cały czas jest spory ruch. Nawet jeśli firmy nie tworzą miejsc pracy, często doświadczają rotacji — jedni pracownicy odchodzą i trzeba na ich miejsc znaleźć nowe osoby. Rekrutacji jest więc wiele. Problem w tym, że mamy do czynienia z zamkniętym kołem. W tej rotacji biorą udział głównie osoby, które mają już pracę albo niedawno ją straciły. Tymczasem bezrobotnym bardzo trudno jest wejść do tego obiegu. Nie spełniają oczekiwań pracodawców, bo nie mają wymaganych kwalifikacji ani doświadczenia. To skutek przede wszystkim tego, że polski system kształcenia przygotowuje młode osoby do zawodów, które zupełnie nie są pracodawcom potrzebne. Produkujemy rzesze humanistów, nie zastanawiając się, ilu z nich ma szanse na znalezienie pracy. Na szczęście, powoli się to zmienia. Wreszcie np. wprowadzony został system monitoringu losów absolwentów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Mamy 600 tys. wolnych miejsc pracy