Manta urosła i znów chce na parkiet

Polski producent elektroniki w ciągu trzech lat podwoił przychody i w 2019 r. chce wejść na giełdę. Planuje emisję na minimum 30 mln zł

Zeszłoroczna sprzedaż Manty przekroczyła 200 mln zł. Oznacza to, że obchodzący właśnie 20-lecie istnienia stołeczny wytwórca sprzętu RTV, AGD i IT w ciągu trzech lat podwoił przychody. Jeszcze w 2014 r. jego sprzedaż wynosiła nieco ponad 100 mln zł. Wyniki rosną więc szybko, choć nie aż tak, jak firma zakładała jeszcze na początku tej dekady. Plan mówił o osiągnięciu w 2014 r. aż 150 mln zł przychodów (i 12 mln zł zysku netto), a rok później 200 mln zł (i 16 mln zł czystego zysku). Te zapowiedzi były ogłaszane w związku z debiutem giełdowym, do którego przygotowywała się wtedy Manta. Jesienią 2013 r. spółka rozpoczęła nawet przygotowania do wejścia na główny parkiet GPW, co miało nastąpić w I połowie kolejnego roku. Bogdan Wiciński, prezes i założyciel przedsiębiorstwa, deklarował wtedy, że przed debiutem wartość firmy musi wzrosnąć do 100 mln zł. Manta miała pozyskać z giełdy ok. 30 mln zł, które planowała przeznaczyć na ekspansję zagraniczną, rozszerzenie oferty produktowej oraz rozwój działu R&D.Wiosną 2014 r. spółka przesunęła debiut na wrzesień-październik, a potem plan się rozmył i Manta ostatecznie na parkiet nie weszła.

Zobacz więcej

Bogdan Wiciński fot. Marek Wiśniewski

Drugie podejście

— Od 2013 r. zwiększyliśmy przychody ponaddwuipółkrotnie. Uczyniliśmy to bez kapitału pochodzącego z giełdy, czym udowodniliśmy, że taka droga rozwoju jest również możliwa — mówi Rafał Wilczopolski, szef marketingu w firmie Manta. Nie oznacza to jednak, że GPW to zamknięta karta i spółka porzuciła plany wejścia na parkiet. Przeciwnie, teraz do nich wraca. — Proces wchodzenia na giełdę jest skomplikowany i czasochłonny, wymaga gruntownych studiów strategicznych dotyczących zysków i strat, czy też ograniczeń płynących z bycia na giełdzie. Mimo to zdecydowaliśmy się na wejście na GPW. Terminem obowiązującym w tej chwili jest III kwartał 2019 r. — wyjaśnia Rafał Wilczopolski. Jak wyjaśnia prezes Bogdan Wiciński, jego firma przed wejściem na parkiet przeprowadzi emisję akcji, z której spodziewa się uzyskać co najmniej 30 mln zł. Pieniądze ściągnięte z rynku Manta chce przeznaczyć na podwyższenie kapitału obrotowego. Wabikiem dla inwestorów ma być szybki rozwój spółki. — W 2017 r. osiągnęliśmy ponad 10-procentowy wzrost sprzedaży, co przy rynku znajdującym się w stagnacji jest sporym sukcesem. Na ten rok zakładamy dalszy, dwucyfrowy wzrost przychodów. Jest to poparte konkretnym planem opartym przede wszystkim na nowych kategoriach produktowych — wyjaśnia Rafał Wilczopolski.

Od odtwarzacza do opiekacza

Manta była na początku działalności znana głównie jako producent odtwarzaczy DVD. Ten rynek szybko się jednak nasycił i wtedy firma przerzuciła się na dekodery DVB-T oraz tablety. Pięć lat temu na rynku pojawiały się pierwsze smartfony Manty, a później firma dorzuciła do oferty również różnego rodzaju akcesoria RTV i sprzęt audio. Manta była też pierwszą firmą, która rozpoczęła produkcję telewizorów 3D w Polsce. Zdaniem szefa marketingu, nawet na spadających rynkach, a do takich należą dziś i tablety, i odtwarzacze DVD, da się wciąż znaleźć nisze, w których możliwy jest wzrost. Najlepsze rezultaty dały jednak dwie najdynamiczniej rosnące kategorie, czyli telefony komórkowe oraz tzw. małe AGD.

— Wykorzystaliśmy szansę, którą przyniosła rosnąca pozycja kobiet w społeczeństwie. Panie są lepiej wykształcone niż mężczyźni, osiągają od nich lepsze wyniki zawodowe, ale często za sukcesem osobistym nie idzie sukces finansowy. Nasze produkty z serii Beauty wypełniają potrzebę dbania o siebie bez wydawania na to setek złotych — uważa dyrektor z Manty.

W najbliższym czasie, jeszcze w tym półroczu, przedsiębiorstwo chce na szeroką skalę wprowadzić do sprzedaży własne laptopy.

— Wiążemy z tym sprzętem ogromne nadzieje, ponieważ jest to kategoria wciąż bardzo potrzebna, ale w znaczącym stopniu „odpuszczona” przez korporacje komputerowe, np. japońskie, które w przeszłości oferowały te urządzenia. Ten obszar rynku zawsze stanowi szanse dla firm lokalnych,choćby takich jak nasza — mówi Rafał Wilczopolski. W tym roku firma chce wprowadzić na rynek aż pięć nowych dla siebie kategorii produktowych. O szczegółach nie chce jeszcze mówić.

Chiny są za drogie

Co ciekawe, ponad połowa produktów Manty powstaje w Polsce.

— W sektorze przemysłowym prowadzona jest obecnie tzn. produkcja modułowa, czyli gotowe wyroby składają się z części wytwarzanych przez wyspecjalizowane firmy. Tak jest i w naszym przypadku. Korzystamy z komponentów, które pochodzą — to typowe dla branży elektroniki użytkowej — przede wszystkim z krajów azjatyckich. Nasz sprzęt jest montowany z części, które nie ustępują jakością tym używanym przez największe koncerny międzynarodowe — zapewnia Rafał Wilczopolski.

Poza Polską Manta prowadzi też produkcję w Chinach. Dwa lata temu ogłosiła, że w ramach planu nazwanego „sky is the limit” stworzy tam także oddział R&D.Wydała na ten cel ponad 5 mln USD i obecnie chińska placówka badawcza pracuje przede wszystkim nad urządzeniami dla tzw. inteligentnego domu Manty. Państwo Środka nie wydaje się jednak już wymarzonym miejscem dla polskiej firmy.

— Kusząca jest zmiana tamtej lokalizacji produkcji na któryś z krajów tańszych niż Chiny. Jednak w naszym przypadku w ciągu najbliższego roku na pewno to nie nastąpi — dodaje szef marketingu firmy.

Manta zastanawia się też nad otworzeniem podobnego jak chiński oddziału R&D także poza Państwem Środka. Na razie jednak konkretnych planów nie chce ujawniać. © Ⓟ

OKIEM KONKURENCJI

Giełda to drogi pieniądz

MICHAŁ LESZEK, dyrektor marketingu w firmie Lechpol

30 mln zł, jakie chce pozyskać z rynku Manta, to nie są duże pieniądze jak na taki biznes, który prowadzi. Znacznie taniej i łatwiej można je dostać z banku. Mogą być dwa zasadnicze powody, dla których Manta decyduje się nie na dług, ale właśnie na giełdę. Pierwszy — nie może uzyskać pieniędzy z banku, bo wyczerpała już swoje możliwości kredytowe. Drugi — GPW ma być sposobem na wyjście obecnego właściciela z tego biznesu. Trudno mi powiedzieć, z którym z nich mamy tu do czynienia. Wiem, że Manta po bardzo słabym okresie, w którym miała straty, w zeszłym roku odbiła się od dna i — głównie dzięki sprzedaży telewizorów — zwiększyła sprzedaż. To faktycznie może być dobry moment na pozyskanie inwestorów giełdowych. Jednak nasza firma nie ma planów giełdowych. To za drogi i zbyt uciążliwy sposób na pozyskanie finansowania.

„OCZKO” MANTY:

Bogdan Wiciński sprzedał w 1998 r. udziały w sklepie ze sprzętem elektronicznym Ultimo i założył Mantę. 21 lat po tym chce spółkę wprowadzić na GPW.

[FOT. WM]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Manta urosła i znów chce na parkiet