Marzył o czterech kołach

Anna Dermont
opublikowano: 2007-04-18 00:00

Należał do pokolenia, które w latach 70. mogło tylko pomarzyć o własnym aucie. A jednak na tych marzeniach zbudował własną firmę.

Gazela Biznesu Hurtownia Motoryzacyjna Gordon

Należał do pokolenia, które w latach 70. mogło tylko pomarzyć o własnym aucie. A jednak na tych marzeniach zbudował własną firmę.

Mężczyźni marzą o samochodach. Mali o autku zabawce, którym można pochwalić się w piaskownicy. A trochę starsi? Ci, co nie dorobili się jeszcze własnych czterech kółek, śnią o małym samochodziku, który bez trudu zaparkuje w zatłoczonym mieście. Ci, co takie autko mają, marzą o samochodzie rodzinnym na weekendowe wypady, a właściciele aut rodzinnych marzą o superbryce, za którą oglądają się długonogie blondynki.

Są też tacy, którzy na lodowej tafli marzeń zbudowali niezły biznesowy zamek — jak Jacek Gordon, prezes Hurtowni Motoryzacyjnej Gordon.

— W latach 70. samochód był tylko marzeniem. O tym marzeniu godzinami rozmawiałem z kolegami z podwórka. Jednak po kilkunastu latach, w trakcie których chwytałem się takich zajęć, jak np. recykling czy sprzedaż i wypożyczanie kaset wideo, doszedłem do wniosku, że czas poszukać czegoś stałego. Wróciłem do moich motoryzacyjnych fantazji. Widziałem, jak zaczynają się one u wielu kolegów urzeczywistniać, jak Polacy zapadają na tę chorobę ludzkości, którą jest motoryzacja. Uznałem, że rodzi się dobry biznes i trzeba w to wejść — wspomina Jacek Gordon.

W 1992 r. otworzył swój pierwszy interes.

Zaczęło się skromnie

Jak na firmę motoryzacyjną przystało, siedzibą stał się garaż właściciela. Może do dziś byłby to tylko taki przydomowy biznes, gdyby nie dobrze przemyślany plan działania.

— Strategia była prosta, jednak w tamtych czasach bardzo nowatorska. Dowoziliśmy towar dwoma fiatami 126p bezpośrednio do klienta — postawiliśmy na sklepy i warsztaty samochodowe. Części kupowaliśmy w krajowych fabrykach, od rzemieślników, a często od konkurencyjnych hurtowni motoryzacyjnych, gdzie zalegał na półkach, czekając na klienta — mówi założyciel firmy.

Jacek Gordon z uśmiechem wspomina zdziwienie pierwszego klienta, który usłyszał, że zamówiony towar firma dostarczy we wskazane miejsce. W latach 90. taka polityka sprzedażowa była stosowana chyba tylko przez sprzedawców pizzy. Biznes się kręcił — od klienta do klienta. Firma Jacka Gordona zaczęła zyskiwać popularność. Przełom w jej rozwoju zbiegł się ze zmianą motoryzacyjnego krajobrazu Polski.

— Na początku sprzedawaliśmy wyłącznie części do fiata 126p. Jednak obserwując, jak na polskich drogach pojawia się coraz więcej samochodów zachodnich, zaczęliśmy przestawiać firmę na sprzedaż części zamiennych właśnie zachodnich marek — mówi Jacek Gordon.

Szybko okazało się, że było warto. W latach 90. z roku na rok z polskich ulic znikały fiaty 125 i 126, trabanty i wartburgi. Ich miejsce zajęły renaulty, volkswageny i mercedesy. Z czasem apetyty kierowców na zachodnie auta rosły, a wraz z nimi firma.

— Zaczęliśmy jeździć na targi motoryzacyjne do Frankfurtu i Paryża. Tam nawiązaliśmy pierwsze kontakty z zachodnimi producentami — dodaje Jacek Gordon.

Nowe, większe, lepsze

W połowie lat 90. domowy garaż zaczął pękać w szwach.

— Zamówienia napływały lawinowo. Dziennie realizowaliśmy ich około setki. Dziś mamy ich każdego dnia kilka tysięcy, ale wtedy to było naprawdę wiele. Konieczna stała się przeprowadzka. Najpierw do dzierżawionego magazynu, potem, w 1998 r., do nowiutkiej siedziby w Zamości koło Bydgoszczy. Obok postawiliśmy też magazyn o powierzchni 1,4 tys. mkw. — wspomina Jacek Gordon.

Potem poszło z górki. W październiku 2003 r. hurtownia uruchomiła swój pierwszy oddział w Toruniu. Na 700 mkw. w ciągłej sprzedaży ma tutaj około 30 tys. pozycji. Pod koniec 2004 r. pojawiły się kolejne oddziały w Inowrocławiu, Grudziądzu, Kwidzynie, Bydgoszczy, a w 2005 r. w Koninie, Bydgoszczy, Włocławku, Stargardzie Gdańskim i w Gdańsku.

Dziś sieć sprzedaży obejmuje 28 punktów w całym kraju. Klienci mogą w nich kupić części 60 krajowych i 140 zachodnich producentów, a także akcesoria oraz kosmetyki samochodowe. Jest także wyposażenie warsztatowe, m.in. podnośniki, testery diagnostyczne, urządzenia do dystrybucji i wymiany oleju, sprawdzania geometrii kół, części do klimatyzacji samochodowej, sprzęt myjący i narzędzia firm takich, jak: Bosch, King Tony, Italcom, Magneti Marelli, Beta, Variant (Gazela Biznesu) czy Werther.

— Największy procent sprzedaży to części eksploatacyjne — precyzuje właściciel hurtowni Gordon.

Konsekwentne realizowanie zamierzeń daje rezultaty.

— Kiedy działalność firmy połączy się z marzeniami i wyczuciem praw rynku, to fortuna może uśmiechnąć się szeroko. Grunt to solidna i kompleksowa obsługa klientów, jak najlepsza logistyka oraz sympatyczna atmosfera w pracy — mówi Jacek Gordon.

W realizacji tych założeń pomagają inwestycje w nowe programy sprzedaży i obsługi magazynu oraz szkolenia pracowników. W 2005 r. firma wydała około 1,3 mln zł na program magazynowo-księgowy, w 2006 kolejny milion na unowocześnienie systemów informatycznych. A co widzi Jacek Gordon, zaglądając w przyszłość?

— Rozbudowany, nowoczesny magazyn centralny pod Bydgoszczą i nowe oddziały firmy. Chciałbym też, aby klienci zawsze widzieli w nas solidnego partnera, fachowca, który zna się na rzeczy. I aby pracownicy utożsamiali się z firmą, w jej sukcesie widzieli swój sukces i trzymali się tego samego motta co ja — „firma forever”! A że załoga jest bardzo młoda, samochodów na drogach przybywa, to wierzę, że przed nami długie, dobre lata — mówi z uśmiechem Jacek Gordon.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót

Możesz zainteresować się również: