Maślana górka cenowa topnieje

Nagłówki o drożejącym maśle to przeszłość. Teraz pnie się mleko w proszku, więc masłu… wolno tanieć.

Masło znowu gości w mediach — branżowy portal IEG Vu informuje, że polskie podrożało po raz pierwszy od połowy maja i — zamiast być najtańsze na kontynencie — dogoniło w ostatnich tygodniach ceny na Zachodzie.

Wszystko w normie

Wyliczanka „drogo, drożej, masło” powoli się jednak dezaktualizuje, bo masło... tanieje. Pewne odchylenia od tego trendu to zaś normalne ruchy cenowe — twierdzi ekspert.

— Ceny masła w UE spadają, a stawki w Polsce są powiązane z unijnymi i światowymi. U nas też widać wyraźny spadek, również w ujęciu rok do roku. To, że cena raz na jakiś czas odchyla się od unijnej, nie jest niczym szczególnym, podobnie jak to, że potem zmierza do średniej, czyli np. stawek z zachodu Europy — komentuje Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole.

Tłumaczy, że masło jest produktem jednorodnym — dla nabywcy nie ma różnicy, czy kupuje polskie czy duńskie, jeśli oba mają te same parametry.

— Jeśliby więc przez dłuższy czas cena w Polsce była niższa od unijnej, to wszyscy kupowalibyu nas i cena by rosła aż do zrównania. Nie dzieje się więc nic nietypowego — twierdzi ekonomista.

Za ciekawą uważa natomiast sytuację na globalnym rynku — masło tanieje, a jednocześnie rosną ceny odtłuszczonego mleka w proszku, które powstaje przy jego produkcji.

— Relacja tych dwóch produktów zmierza w kierunku stanu z 2016 r., czyli sprzed wielkich podwyżek cen masła — zaznacza Jakub Olipra.

Zdaniem Edwarda Bajki, szefa Spomleku, dotychczas maślano-mleczne stosunki cenowe były mocno zachwiane.

— Proszek był bardzo tani, a masło drogie z powodu przekonania nabywców, że proszku jest bardzo dużo. W uproszczeniu można powiedzieć, że gdy proszek jest bardzo tani, trzeba drogo sprzedać masło, żeby zapłacić dostawcom za mleko — wyjaśnia Edwarda Bajko.

Teraz proszek zaczął drożeć, więc masło zyskało przestrzeń do obniżek.

— Problem w tym, że wzrost cen proszku nie kompensuje spadku cen masła, którego doświadcza branża, więc sytuacja przetwórców nie jest korzystna — twierdzi szef Spomleku.

Wabik na klienta

Polscy przetwórcy od lat powtarzają, że są w zasadzie bezradni w kwestii cen, bo dyktuje je światowy rynek, a oni muszą się dostosować. Stawki uzyskiwane przez producentów nie zawsze jednak wprost przekładają się na ceny na sklepowej półce.

— Masło stało się wabikiem na konsumenta, zwłaszcza że o wielkim wzroście jego cen pisały wszystkie media. Od kilkunastu miesięcy sieci handlowe prześcigają się więc w kolejnych promocjach, uznając, że klient przyjdzie po masło, a przy okazji zrobi inne zakupy — mówi Edward Bajko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy