Matras w pętli śledztw

07-12-2017, 22:00

Kilka prokuratur sprawdza, czy Jerzy Kowalewski, prezes i większościowy akcjonariusz Matrasa, nie dopuścił się licznych przestępstw

Kilka dni temu ujawniliśmy, że to, co zostało po Matrasie, czyli kilkadziesiąt księgarni z prawie pustymi półkami, najpewniej wydzierżawią podmioty związane z Empikiem. To, dlaczego po niedawnym wiceliderze rynku dystrybucji książki zostało tak mało, wyjaśniają organy ścigania. Z ustaleń „PB” wynika, że w sprawie Matrasa śledztwa prowadzi kilka prokuratur. Na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów.

NIE MOJA WINA:
Zobacz więcej

NIE MOJA WINA:

Jerzy Kowalewski, prezes i większościowy akcjonariusz Matrasa, odpiera wszystkie zarzuty wierzycieli. Winą za obecne kłopoty sieci księgarni obarcza Krzysztofa Gołębia, byłego już zarządcę sądowego spółki, który twierdzi, że zarzuty są absurdalne. PIOTR BŁAWICKI — SE — EAST NEWS

Sieć powiązań

Pierwsze ze śledztw, dotyczące m.in. działania na szkodę wierzycieli i udaremniania ich zaspokojenia oraz udzielania zarządcy sądowemu spółki nieprawdziwych informacji, od 26 października 2017 r. prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście. Zawiadomienie złożył Krzysztof Gołąb, były już zarządca sądowy Matrasa, który zrezygnował z funkcji pod koniec września. Główny jego zarzut dotyczy umowy tzw. cash poolingu, na mocy której finansami Matrasa od końca 2016 r. zarządzała spółka Mat Finance (MF). To firma z kapitałem 5 tys. zł, założona we wrześniu 2016 r. przez prawnika od lat pracującego dla Jerzego Kowalewskiego, prezesa i większościowego akcjonariusza Matrasa.

Prezesem MF jest Krzysztof Strójwąs, wieloletni znajomy szefa Matrasa, a właścicielem — firma Korexo, kontrolowana i zarządzana przez innych współpracowników Jerzego Kowalewskiego. W połowie 2017 r. umowa cash poolingu, na wniosek Krzysztofa Gołębia, została rozwiązana. Jak się jednak okazało później — pieniądze z utargów księgarni nadal trafiały nie tam, gdzie powinny, czyli na konta Matrasa, ale na rachunki MF. Jerzy Kowalewski tłumaczył to tym, że MF konwojował gotówkę z księgarni i po potrąceniu sobie opłat za tę usługę resztę pieniędzy „systematycznie” przekazywał do Matrasa. Krzysztof Gołąb nie ma wątpliwości, że było to bezprawne, a rzekoma „systematyczność” według zarządcy polegała na tym, że przekazywano jedynie tyle, ile szef Matrasa chciał zapłacić „wybranym wierzycielom”.

Kasa dla wybranych

W trakcie trwającej od kwietnia sanacji sieć księgarni nie płaciła prawie nic dostawcom książek i firmom wynajmującym jej lokale, a pieniądze systematycznie otrzymywali m.in. prowadzący działalności gospodarcze członkowie rodziny Jerzego Kowalewskiego czy jego współpracownicy. Ze złożonych w sądzie zestawień płatności Matrasa za okres sanacji wynika, że poza wynagrodzeniami pracowników spółki największe kwoty wypływały do różnych firm związanych z Jerzym Kowalewskim, przede wszystkim MF i Books Logistics (BL).

Ostatnia to spółka prowadząca magazyn Matrasa, którą zarządza Krzysztof Kiwerski, 88-letni teść szefa Matrasa. Krzysztof Gołąb podkreśla, że na działalność tych firm „bezpośredni lub pośredni wpływ miał i ma Jerzy Kowalewski”. Potwierdza to mejl od byłej już dyrektor finansowej Matrasa, w którym przyznawała, że „wszystkie płatności są autoryzowane przez Prezesa Kowalewskiego, który bezpośrednio udziela dyspozycji osobom mającym dostęp do kont bankowych co do płatności, przelewów, podziału środków i ich przesunięć”.

W zawiadomieniu do prokuratury Krysztof Gołąb wspomina też o kontrowersjach, związanych ze sprawą zwrotów książek dla wydawców, których Matras nie jest właścicielem (chodzi o pozycje oddane „na przechowanie” oraz takie, za które sieć miała płacić po ich sprzedaży). Zgodnie z poleceniem zarządcy zwroty te kilka miesięcy temu zostały uruchomione, ale szybko wstrzymane, po tym jak BL zażądał zapłaty kilkuset tysięcy złotych za świadczone usługi. Zdaniem Krzysztofa Gołębia, „istnieje przypuszczenie, że ze względu na bliskie powiązania rodzinne działanie BL było podyktowane porozumieniem z władzami Matras”, tym bardziej że Jerzy Kowalewski „wielokrotnie dał zarządcy do zrozumienia, że faktycznie sprawuje kontrolę nad BL”.

Podejrzenie oszustwa

17 listopada 2017 r. śledztwo w sprawie nieprawidłowości w Matrasie wszczęła też Prokuratura Okręgowa w Warszawie. — Prowadzone jest na wniosek jednego z dostawców w dwóch sprawach: ograniczenia zaspokojenia roszczeń wielu wierzycieli w sytuacji grożącej spółce niewypłacalności poprzez zawarcie niekorzystnej umowy tzw. cash poolingu oraz niewydania dokumentacji firmy zarządcy sądowemu — informuje Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. W okresie od lutego do listopada 2017 r. jeszcze pięciu innych pokrzywdzonych wierzycieli Matrasa zawiadomiło Prokuraturę Rejonową Warszawa-Ochota.

— Materiały ze wszystkich pięciu zawiadomień zostały połączone do wspólnego prowadzenia. Postępowanie dotyczy różnych nieprawidłowości w działaniu spółki Matras i spółek z nią powiązanych. Chodzi m.in. o podejrzenie oszustwa, czyli doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wydawnictw poprzez wprowadzenie ich w błąd co do zamiaru wywiązania się ze zobowiązań finansowych — informuje Katarzyna Dobrzańska, szefowa Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota.

W ostatnich miesiącach, na wniosek jeszcze innych dostawców spółki, Matrasem zajmowała się też Prokuratura Rejonowa w Pruszkowie. Umorzyła jednak postępowania (na razie nieprawomocnie) i odesłała wierzycieli sieci na drogę postępowania cywilnego. Tyle że w trybie procesu sądowego odzyskanie czegokolwiek od Matrasa, wciąż formalnie znajdującego się w sanacji (postępowanie o jej umorzeniu jest nieprawomocne), jest niemożliwe. Zresztą nie tylko od Matrasa…

Poręczenie od bankruta

Obecne problemy sieci zaczęły się w połowie 2016 r. Już wtedy duża część wydawców, ze względu na duże zaległości w płatnościach, wstrzymała dostawy książek. Po paru miesiącach je wznowiła, bo za zobowiązania Matrasa poręczyła inna spółka, zarządzana i kontrolowana przez Jerzego Kowalewskiego — Konsmetal SA. To firma sprzedająca sejfy i kasy pancerne, produkowane przez jeszcze inną spółkę ze „stajni Kowalewskiego” — Konsmetal sp. z o.o. Po zaledwie 2-3 miesiącach Matras znów przestał jednak płacić i wydawcy wezwali do realizacji poręczeń Konsmetalu. Kiedy wezwania okazały się nieskuteczne, poszli do sądu, gdzie uzyskali nakazy zapłaty.

Sukces? Tylko formalny. Konta bankowe Konsmetalu okazały się puste, a ponadto zajęte na rzecz innych wierzycieli i urzędu skarbowego. Nic nie dały też zajęcia wierzytelności czy udziałów w spółce córce. Kiedy komornik chciał wejść do biur Konsmetalu z nadzieją, że tam coś zajmie, okazało się, że… firma zmieniła siedzibę na pokój w prywatnym mieszkaniu. Na drodze sądowej Jerzy Kowalewski początkowo próbował składać zarzuty do nakazów zapłaty, twierdząc, że wezwania do realizacji poręczeń są wadliwe, a żądania bezzasadne. Później jednak zmienił taktykę. Poinformował sąd, że… nie jest już prezesem Konsmetalu, bo zrezygnował, a ponieważ był jedynym członkiem zarządu, to spółki nie ma kto reprezentować i sprawy sądowe powinny być zawieszone.

— Wszyscy czujemy się oszukani przez pana Kowalewskiego — mówią zgodnie szefowie kilku wydawnictw, z którymi rozmawialiśmy. Czy tak samo oceni to prokuratura? O tym zdecydują wyniki śledztwa, prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową Warszawa-Ochota. Jej szefowa Katarzyna Dobrzańska przyznaje, że sprawa poręczeń Konsmetalu jest jednym z wątków prześwietlanych przez śledczych.© Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Matras w pętli śledztw