Matras to wydmuszka

16-05-2017, 22:00

Według Jerzego Kowalewskiego, prezesa sieci księgarni, miała być ona warta 300 mln zł. Nadzorca sądowy wycenia ją na… 100 razy mniej

Tuż przed weekendem majowym sąd otworzył postępowanie sanacyjne Matrasa, drugiej co do wielkości sieci księgarni w Polsce. Tym samym oddalił groźbę jej upadłości i dał szansę na zawarcie układu z wierzycielami. Pozornie decyzja ta powinna ucieszyć Jerzego Kowalewskiego, prezesa i pośrednio większościowego akcjonariusza Matrasa i jego kontrahentów. Brutalna prawda o kondycji finansowej spółki jest jednak taka, że… nie stać jej nawet na upadłość!

NIE MA SIĘ CZYM CHWALIĆ:
Zobacz więcej

NIE MA SIĘ CZYM CHWALIĆ:

Do dziś Jerzy Kowalewski, prezes i większościowy akcjonariusz Matrasa, nie ujawnił wyników spółki za 2016 r. Trudno się dziwić tej wstrzemięźliwości. Niewielki, ale stabilny wzrost przychodów i czystych zysków z ostatnich lat zmienił się w duży, ponad 35-procentowy, spadek na poziomie sprzedaży i gigantyczną, sięgającą około 30 mln zł, stratę netto.około 30 mln zł, stratę netto. [FOT. EAST NEWS]

Tłum wierzycieli

Po otwarciu sanacji Jerzy Kowalewski w specjalnym oświadczeniu zapewniał, że głównym jej celem będzie „poprawa wyników finansowych oraz spłata zadłużenia względem kontrahentów”. Z akt postępowań o ogłoszenie sanacji (autorstwa Matrasa) i o ogłoszenie upadłości (autorstwa wydawnictw i spółek windykacyjnych), do których dotarliśmy, wynika jednak, że może to być typowa „mission imposible”. I co ciekawe, nie podejmie się jej szef Matrasa.

Sąd nie przychylił się bowiem do wniosku o pozostawienie mu możliwości zarządzania firmą i wyznaczył niezależnego zarządcę sądowego Piotra Głodka. Z wniosku o restrukturyzację wynika, że Matras ma aż 1145 wierzycieli, którym winien jest 116,4 mln zł. Jerzy Kowalewski przyznaje, że spółka „znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej” i „czasowo utraciła zdolność do wykonywania swych wymagalnych zobowiązań”.

Zdaniem Piotra Głodka, który do momentu otwarcia sanacji był też tymczasowym nadzorcą spółki w postępowaniach o ogłoszenie upadłości, jest dużo gorzej. W jego sprawozdaniu dla sądu można przeczytać m.in., że „Matras od co najmniej początku 2016 r. jest dłużnikiem niewypłacalnym”, który „nie jest w stanie zaspokoić bieżących i przeterminowanych zobowiązań”.

Wśród poszkodowanych wierzycieli są nie tylko wydawcy książek czy dostawcy artykułów papierniczych i multimediów, ale też galerie handlowe i inni wynajmujący lokale pod księgarnie, samorządy, firmy transportowe czy energetyczne oraz bank Credit Agricole. Co więcej, od miesięcy Matras nie płaci w terminie nawet należności publiczno-prawnych: składek na ZUS (4,2 mln zł) i PFRON (285 tys. zł) oraz podatku PIT od pracowników (980 tys. zł). Na dzień składania wniosku o restrukturyzację zalegał też z pensjami dla pracowników (na ponad 1,33 mln zł).

Gros zastawów

Zdaniem Piotra Głodka, cały majątek Matrasa, oszacowany na potrzeby jego szybkiej likwidacji w postępowaniu upadłościowym, prawdopodobnie nie przekracza kwoty 27,3 mln zł. A jego zobowiązania, uwzględniając nawet ich pomniejszenie o wartość towarów sprzedawanych w systemie „płatne po sprzedaży” i tych, które można zwrócić dostawcom, to co najmniej 96,1 mln zł.

W rzeczywistości różnica między majątkiem a długami spółki jest jednak jeszcze większa. Prawie wszystkie aktywa trwałe i obrotowe firmy są bowiem zabezpieczone zastawami rejestrowymi, opiewającymi łącznie na 189,6 mln zł! Ich największym beneficjentem jest upadły SK Bank. W ten sposób zabezpieczył dwa kredyty na łącznie 92 mln zł, jakich udzielił spółce Nowe Powierzchnie, za pośrednictwem której Jerzy Kowalewski kontroluje Matrasa. Uwzględniając te zastawy, cały majątek sieci księgarni Piotr Głodek oszacował na… 2,72 mln zł.

Tymczasem koszty ewentualnego postępowania upadłościowego to co najmniej 6,9 mln zł. Jego wniosek jest druzgocący: „Gdyby ogłosić upadłość dłużnika, to zdaniem tymczasowego nadzorcy sądowego spółka nie dysponowałaby wystarczającym majątkiem na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego”. Tymczasem kiedy w połowie 2016 r. w mediach pojawiły się informacje o zaległościach Matrasa w stosunku do wydawców, Jerzy Kowalewski zapewniał „PB”, że to przejściowe trudności i już w 2017 r. sieć księgarni będzie warta około 300 mln zł.

Czynniki zewnętrzne

Szef Matrasa winę za to zrzuca na karb „zdarzeń niezależnych” i „czynników zewnętrznych”. Pisze o wymuszonym zmianami prawnymi wycofaniu ze sprzedaży podręczników szkolnych (co zmniejszyło przychody spółki w 2016 r. o 31 mln zł), „niesprzyjających” artykułach prasowych o kłopotach finansowych firmy, a także drastycznej formie zakończenia współpracy ze spółką Muza (przy pomocy komornika temu wydawnictwu udało się przejąć z rachunków Matrasa ponad 3 mln zł).

Podstawowe „zdarzenie niezależne” to jednak konieczność przejęcia od „zewnętrznego podmiotu” budowy nowego centrum magazynowo-logistycznego. Miało ono być finansowane z kredytów z SK Banku, wartych łącznie 28,2 mln zł, ale plany pokrzyżował upadek tej wołomińskiej instytucji.

W rezultacie, jak napisał Jerzy Kowalewski, Matras był zmuszony do dokończenia tej inwestycji z własnych środków obrotowych, co kosztowało aż 25 mln zł. O jaki „zewnętrzny podmiot” chodzi? W połowie 2016 r. Jerzy Kowalewski przyznał w „PB”, że to spółka Common Case (CC), która wzięła z SK Banku kredyt wart 6 mln zł. I zapewniał, że CC „nigdy nie był ze mną powiązany w rozumieniu przepisów, ponieważ ani ja, ani spółki ze mną powiązane nie posiadały w nim co najmniej 20 proc. udziałów”.

Tymczasem „PB” ustalił, że to Matras płacił za akt założycielski CC, a w zarządzie i radzie nadzorczej tej spółki zasiadali i zasiadają wieloletni współpracownicy i znajomi szefa Matrasa. A co najważniejsze — aż ¾ kapitału założycielskiego CC, czyli 75 tys. zł, wpłacono z rachunku JK Novum Technology, czyli… działalności gospodarczej, prowadzonej przez Jerzego Kowalewskiego. Kiedy zapytaliśmy o to biznesmena, obiecał sprawę sprawdzić i wyjaśnić, ale tego nie zrobił.

Przy tej okazji warto wspomnieć, że SK Bank, którego działalność prześwietla prokuratura, kredytował biznesy szefa Matrasa na dużo większą skalę. Jak ujawniliśmy w ubiegłym roku — do firm powiązanych formalnie i nieformalnie z Jerzym Kowalewskim trafiło łącznie prawie 250 mln zł. Matrasa przed problemami, jak widać, to nie obroniło.

Biznesy, długi i kontrowersje

Problemy finansowe Matrasa nie są pierwszymi problemami w karierze biznesowej Jerzego Kowalewskiego. Interesy zaczął robić jeszcze w PRL: w 1986 r. założył firmę Konsbud, która na przełomie lat 80. i 90. stała się potentatem w handlu hurtowym, ale już w 1992 r. straciła płynność. Kilka lat później obecny prezes Matrasa został prawomocnie skazany za przekroczenie granic ryzyka gospodarczego, kilka naruszeń prawa dewizowego i wykorzystanie kredytów niezgodnie z przeznaczeniem. Wyrok dawno się zatarł i zgodnie z prawem Jerzy Kowalewski jest osobą niekaraną. Po Konsbudzie biznesmen angażował się w kilkadziesiąt innych spółek, z których najbardziej znane to Konsmetal (producent kas pancernych i sejfów), giełdowa ŁDA Invest czy Traffic Club, jeszcze kilka lat temu największy w kraju salon z książkami, prasą i multimediami. Duża część z tych kilkudziesięciu firm zbankrutowała, zostawiając po sobie długi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Matras to wydmuszka