Nieczytelna sanacja Matrasa

opublikowano: 25-05-2017, 22:00
Obserwuj w MójPB:

Wydawcy donoszą na sieć księgarni do prokuratury, a jej relacje z firmami związanymi z Jerzym Kowalewskim prześwietli nowy zarządca

Od otwarcia postępowania sanacyjnego Matrasa mija miesiąc, a druga pod względem wielkości sieć księgarni w Polsce ma kolejnego zarządcę — Piotra Głodka zastąpił Krzysztof Gołąb. Pierwszy zrezygnował, bo — jak tłumaczy w piśmie do sądu — „nie dysponuje zespołem osób posiadających merytoryczną wiedzę i kompetencje wystarczające do poprowadzenia tak dużego i skomplikowanego postępowania restrukturyzacyjnego”.

Zobacz także
PENTA NIE POCZYTA W MATRASIE:
PENTA NIE POCZYTA W MATRASIE:
Składając wniosek o sanację, Jerzy Kowalewski przekonywał sąd, że u drzwi Matrasa czeka inwestor — fundusz Penta Investment, kontrolujący konkurencyjny Empik. Pytany, czy toczą się jakieś rozmowy z tym lub innym inwestorem, nie odpowiada nic. I trudno się dziwić. O jakąkolwiek transakcję w obecnych warunkach będzie bowiem piekielnie trudno.
Marek Wiśniewski

Z ustaleń „PB” wynika, że Piotr Głodek miał trudne relacje z Jerzym Kowalewskim, prezesem i pośrednio większościowym akcjonariuszem Matrasa. Zarządzenia byłego już zarządcy (o wydanie dokumentów czy przekazanie informacji) wykonywano ze zwłoką lub w sposób niepełny.

— Bez komentarza. Odsyłam do mojego następcy — tylko tyle usłyszeliśmy od Piotra Głodka. Krzysztof Gołąb to jeden z najbardziej znanych syndyków i doradców restrukturyzacyjnych w kraju. Prowadził upadłości Stolarki Wołomin czy Warszawskiej Wytwórni Wódek Koneser, a obecnie jest m.in. syndykiem SKOK Kujawiak i zarządcą giełdowego Actiona.

— Na razie zabezpieczam majątek Matrasa. Jest za wcześnie na jakikolwiek komentarz — ucina Krzysztof Gołąb. Jerzy Kowalewski zapewnia, że informacje o problemach w relacjach z byłym już zarządcą są nieprawdziwe. W aktach postępowania wciąż nie ma jednak jego oświadczenia o wydaniu zarządcy majątku i dokumentów spółki.

Co więcej, o „ignorowaniu” i wykonywaniu zarządzeń „w sposób dowolny i wybiórczy” Piotr Głodek informował sąd już przed ogłoszeniem sanacji spółki, gdy był tymczasowym nadzorcą. Jerzy Kowalewski długo nie podawał m.in. aktualnego salda rachunków bankowych spółki, a kiedy to zrobił, wyszło na jaw, że choć Matras kont ma wiele, to łącznie jest na nich około… 10 tys. zł.

„Optymalna” płynność

Okazuje się, że finansami Matrasa od kilku miesięcy zarządza spółka Mat Finance. To ona zbiera pieniądze ze sprzedaży książek, wykonuje przelewy za ich dostawy czy też reguluje zobowiązania pracownicze. Mat Finance to spółka z kapitałem 5 tys. zł, założona we wrześniu 2016 r. przez prawnika od lat pracującego dla Jerzego Kowalewskiego. Od stycznia 2017 r. jej właścicielem jest firma Korexo, kontrolowanaprzez innego współpracownika szefa Matrasa. Prezesem Mat Finance jest Krzysztof Strójwąs, również wieloletni znajomy Jerzego Kowalewskiego.

W przeszłości był m.in. prezesem firmy realizującej remont budynku, w którym mieścił się Traffic Club, kiedyś największy w kraju salon z książkami i multimediami, prowadzony przez szefa Matrasa. Wykonawcy remontu Traffic Clubu twierdzili, że Krzysztof Strójwąs był jedynie człowiekiem-słupem, podstawionym przez Jerzego Kowalewskiego, co zdawał się potwierdzać on sam. Zeznając w prokuraturze, nie wiedział bowiem, kto jest głównym udziałowcem kierowanej przez niego spółki.

Jaka jest jego rola w Mat Finance? Nie chciał tego wyjawić, odmawiając rozmowy z „PB” na jakikolwiek temat. Prezes Matrasa wyjaśnia, że Mat Finance „realizuje zarządzanie finansami grupy Matras, co umożliwia optymalizację płynności w całej grupie”. — Tzw. cash pulling jest powszechnie stosowanym rozwiązaniem — tłumaczy Jerzy Kowalewski. Chodzi zapewne o system pozwalający spółkom z grupy kapitałowej na zarządzanie ich płynnością przez jedno konto, należące do tzw. pool leadera. Tyle że Mat Finance nie należy do grupy Matrasa, a o „optymalizacji płynności” trudno mówić. Matras ma ponad 1100 wierzycieli, którym winny jest 116,4 mln zł. Wśród poszkodowanych są nie tylko wydawcy książek czy inni kontrahenci, ale też ZUS, fiskus i pracownicy.

Książki w prokuraturze

Ci ostatni na forach internetowych wymieniają się informacjami o kolejnych zamykanych księgarniach, zaległościach w płaceniu wynagrodzeń czy brakach towarowych.

Te ostatnie wynikają z kondycji finansowej Matrasa, ale również z tego, że wydawcy żądają, by spółka zwracała im książki, których nie jest właścicielem. Z akt postępowania sanacyjnego wynika, że tylko jedno wydawnictwo — Prószyński — domaga się od Matrasa zwrotu 150 tys. książek o wartości około 2,8 mln zł.

Z ustaleń Piotra Głodka natomiast — że część wydawców nie ograniczyła się do wzywania do zwrotu towaru, ale zawiadomiła też prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przez prezesa Matrasa przestępstwa zaboru ich mienia i jego bezprawnej sprzedaży. Jerzy Kowalewski zapewnia, że „dla wszystkich dostawców, którzy złożyli wypowiedzenia umów, towar jest wywoływany do zwrotu”, „procedura wywołania zwrotu jest realizowana natychmiast po wypowiedzeniu”, a „towar jest zwracany do magazynu i kolejno do dostawców”. Przyznaje także, że „zwrotów było dużo, ale nie wszystkie łączyły się z wypowiedzeniami umów”.

— Aby naświetlić skalę operacyjną, proszę zauważyć, że np. jeden z wydawców to ponad 300 tys. egzemplarzy do odszukania w księgarniach i magazynie, następnie do spakowania i wysłania. Dlatego też proces jest rozłożony w czasie. Operacje te następują kolejno, zgodnie z możliwościami logistycznymi firmy, co może budzić niezadowolenie dostawców — mówi Jerzy Kowalewski, zapewniając, że na dziś „wszystkie towary z wypowiedzeń są wywołane do zwrotu”.

Sieć powiązań

Wydawcy, z którymi rozmawialiśmy, nie wierzą w te zapewnienia. Ich zaniepokojenie budzą też inne działania Jerzego Kowalewskiego. Choćby to, że w ostatnich miesiącach około 30 księgarni zostało przekazanych nowo powołanej spółce Księgarnie Matras sp. z o.o. Matras ma w niej zaledwie 1 proc. udziałów, 99 proc. należy do spółki Księgarnie Matras SA. W tej natomiast sieć księgarni ma połowę akcji, ale zwykłych, a drugą połowę stanowią akcje uprzywilejowane.

Wątpliwości wydawców wzbudza też cel założenia w grudniu 2016 r. spółek Matras. com, Matras Centrum i firm Matras Region o numerach od 1 do 4. Ich właścicielem nie jest bowiem Matras, ale jego właściciel, czyli spółka Nowe Powierzchnie, kontrolowana przez Jerzego Kowalewskiego. Z akt postępowania wynika też, że sieć księgarni w 2015 r. wydała 12 mln zł na prawa do znaku towarowego Traffic Club, choć marka, pod jaką działał wcześniejszy biznes Jerzego Kowalewskiego, ponad rok wcześniej skończyła żywot w niesławie — budynek Traffic Clubu musiał przejmować komornik. Co więcej, inne spółki związane w różnoraki sposób z biznesmenem widnieją na liście wierzycieli Matrasa. Jest na niej m.in. właściciel Mat Finance, czyli Korexo (z wierzytelnością na 4,2 mln zł), ale też Common Case (6,7 mln zł), Books Logistics (4,2 mln zł), Konsmetal (0,3 mln zł) i Storage (13,4 mln zł).

Na rzecz tej ostatniej spółki Matras ustanowił też zastaw na towarach na 25,7 mln zł, przy czym z dokumentów przedstawionych przez Jerzego Kowalewskiego wynika, że stało się to po 28 lutego 2017 r. (w zestawieniu zastawów na ten dzień Storage jeszcze nie widniał). Jak ujawniliśmy wcześniej — prawie wszystkie aktywa trwałe i obrotowe Matrasa są zabezpieczone (głównie na rzecz upadłego SK Banku), a zastawy opiewają łącznie na 189,6 mln zł. Uwzględniając je, cały majątek sieci księgarni Piotr Głodek oszacował na 2,72 mln zł. W raporcie uznał, że Matrasa nie stać nawet na bankructwo (koszty postępowania upadłościowego to bowiem co najmniej 6,9 mln zł).

— Wcześniejszy raport wskazywał, że spółkę stać na upadłość. Ostatni nie, ale trzeba wziąć pod uwagę, że powstał już po złożeniu wniosku o sanację. Sąd uznał, że wniosek sanacyjny jest zasadny, i wyraził zgodę na otwarcie postępowania. Z tą decyzją nie wypada polemizować. Ważne jest, że inaczej wycenia się wartość towaru w sanacji, a inaczej w upadłości, wszystko zależy od przyjętych szacunków — komentuje Jerzy Kowalewski.

Prawie wszystkie aktywa trwałe i obrotowe Matrasa są zabezpieczone (głównie na rzecz upadłego SK Banku), a zastawy opiewają na 189,6 mln zł. Uwzględniając je, cały majątek sieci księgarni były zarządca oszacował na 2,72 mln zł. W raporcie uznał, że Matrasa nie stać nawet na bankructwo.

Bankructwa i kontrowersje

Szef i większościowy akcjonariusz Matrasa interesy zaczął robić w PRL: w 1986 r. założył firmę Konsbud, która szybko stała się potentatem handlu hurtowego — w 1991 r. wykazała astronomiczne obroty rzędu 200 mln zł. Jerzy Kowalewski chciał mieć więcej kapitału i wziął kredyty o wielkiej wówczas wartości 7,9 mln USD, które miały pójść na uruchomienie produkcji butelek, napojów i palarni kawy. Nie poszły. Urząd Ochrony Państwa i prokuratura ustaliły, że pieniądze trafiły na konta należących do biznesmena zagranicznych spółek i jego nowe projekty, m.in. uruchomienie Domu Handlowego Arka i zakup akcji ŁDA Invest. Po pięcioletnim śledztwie sąd wydał wyrok już na pierwszej rozprawie. Powód? Przed startem procesu Jerzy Kowalewski zobowiązał się, że spłaci bankom 15 proc. długów Konsbudu, czyli 6,7 mln zł. To dlatego prokuratura zgodziła się na ugodę. W jej efekcie za wykorzystanie kredytów niezgodnie z przeznaczeniem, przekroczenie granic ryzyka gospodarczego i kilka naruszeń prawa dewizowego Jerzy Kowalewski skazany został na 30 tys. zł grzywny (wyrok od dawna jest zatarty). Podobnie jak Konsbud kończyły inne spółki związane z szefem Matrasa, choćby Miejskie Przedsiębiorstwo Robót Wodociągowych i Kanalizacyjnych (MPRWiK) i Przedsiębiorstwo Budowy Sieci Cieplnych (PBSC). W 1998 r. obie kupiła od Warszawy ŁDA Invest. Giełdowa spółka zapowiadała połączenie obu firm i stworzenie silnej grupy. Po kilku latach PBSC upadła, MPRWiK nie, ale tylko dlatego, że… nie było jej na to stać. Tylko na papierze funkcjonuje też sama ŁDA Invest i Traffic Club. W 2013 r. salon z książkami i multimediami wyeksmitowano z budynku, za który przez lata nie płacił. Znajdującemu się w tym samym budynku Domowi Handlowemu Arka (jeden z beneficjentów kredytów Konsbudu) „udało się” zbankrutować — doszło do tego w 2010 r.

SPROSTOWANIE

Nieprawdziwa jest informacja, że Piotr Głodek miał trudne relacje z Jerzym Kowalewskim oraz że zarządzenia o wydanie dokumentów czy przekazanie informacji były wykonywane ze zwłoką lub w sposób niepełny lub w sposób dowolny i wybiórczy. Relacje były poprawne. Zarządzenia wykonywano zgodnie z wymogami i bez zwłoki na tyle, na ile było to możliwe przez 6 dni współpracy.

Nieprawdziwa jest informacja: Jerzy Kowalewski długo nie podawał m. in. aktualnego salda rachunków bankowych spółki. Wszystkich informacji Spółka udzielała na bieżąco.

Nieprawdziwa jest informacja, że Krzysztof Strójwąs był jedynie człowiekiem - słupem, podstawionym przez Jerzego Kowalewskiego. K. Strójwąs nie był „człowiekiem słupem” i nie był podstawiony

Nieprawdziwa jest informacja, że K. Strójwąs nie wiedział kto był głównym udziałowcem spółki. K. Strójwąs wiedział, kto był głównym udziałowcem.

Nieprawdziwa jest informacja, że powodem wydania wyroku na pierwszej rozprawie było zobowiązanie J. Kowalewskiego do spłaty bankom 15% długów Konsbudu. To była ugoda sądowa, ale nie była zawarta dlatego, że J. Kowalewski zobowiązał się spłacić.

Nieprawdziwa i nieścisła jest informacja, że spółki Miejskie Przedsiębiorstwo Robót Wodociągowych Kanalizacyjnych (MPRWiK) i Przedsiębiorstwo Budowy Sieci Cieplnych (PBSC) były związane z szefem Matrasa. Spółki te nie były związane z J. Kowalewskim, swoje udziały w ŁDA Invest J. Kowalewski sprzedał przed wejściem spółki na giełdę.

Jerzy Kowalewski (adres do wiadomości redakcji)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane