MBA, EMBA i IMBA - jak rozróżnić typy?

Sebastian Ogórek
opublikowano: 2006-08-29 00:00

Studia MBA stworzono specjalnie z myślą o menedżerach, by mogli usystematyzować swą biznesową wiedzę. Z naciskiem na praktykę...

Pierwsze studia Master of Business Administration (MBA) powstały ponad sto lat temu w Stanach Zjednoczonych. Postęp technologiczny wpływał na dynamiczny rozwój gospodarki. Powstające koncerny potrzebowały technicznie wykształconych menedżerów. Stąd pomysł, by absolwentów kierunków technicznych nauczyć zarządzania. Jednak prawdziwy sukces studia MBA święciły po II wojnie światowej. W Polsce po raz pierwszy zorganizowano je na początku lat 90.

Brak prawa

Obecnie studia nazywane MBA to nie zawsze to samo. W Polsce brak prawnych uregulowań sprawia, że uczelnie nazywają tak swoje studia podyplomowe — choć program nauczania nie spełnia wymogów tradycyjnych MBA. Często takie studia nazywane są „typu MBA”.

— Tak naprawdę, o tym, czy dane studia rzeczywiście są MBA, decyduje rynek, czyli szefowie działów HR. Doskonale orientują się w wartości dyplomów MBA. Podobne kłopoty z formalną akceptacją na lokalnych rynkach dyplomu sygnowanego MBA ma większość krajów. O ile się orientuję, własny standard MBA (łącznie z rosyjską nazwą), stworzyli jedynie Rosjanie — mówi prof. dr hab. Witold Bielecki, szef studiów MBA w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego.

Zazwyczaj programy „typu MBA” wprowadzają uczelnie, które nie mają własnego systemu kształcenia, a współpracują z zagranicznymi. Aby więc odróżnić prawdziwe od podrobionych powstały standardy — amerykański i angielski.

— W zakresie merytorycznym (zestaw tzw. przedmiotów korowych) są one podobne. Różnią się wymogami formalnymi. W standardzie amerykańskim wymagane jest zdanie testu GMAT. Bada on predyspozycje menedżerskie oraz zdolności logicznego rozwiązywania problemów. Projekt końcowy jest realizowany jako praca grupowa prezentowana i broniona przed komisją — tłumaczy prof. Bielecki.

Nieco inaczej na MBA patrzy się w Europie.

— W standardzie brytyjskim natomiast na wstępie pisze się tzw. esej na wskazany temat, a projekt końcowy pisany jest indywidualnie i recenzowany bez obrony — dodaje prof. Bielecki.

Studia MBA to także specyficzny sposób rekrutacji. Są podyplomowe, trzeba więc mieć oprócz tytułu magistra (za granicą często wystarczy licencjat) i wykazać się dodatkowymi atutami — przede wszystkim kilkuletnim doświadczeniem na kierowniczym stanowisku. Zazwyczaj minimum to trzy lata, ale zdarza się, że uczelnia wymaga sześciu lat pracy. To także pozwala odróżnić prawdziwe studia MBA od tych „typu”. Zdarza się, że doświadczenie jest ważniejsze niż... dyplom magistra.

— Przyjęliśmy kilku studentów, którzy nie mieli tytułu magistra, a mimo to chcieli studiować. Mieli za to bogate doświadczenia menedżerskie. Oczywiście po studiach nie mogliśmy wydać im dyplomu — przyznaje prof. Witold Orłowski, dyrektor Szkoły Biznesu na Politechnice Warszawskiej.

Praktyka, mniej teorii

Studia MBA odróżnia też sposób nauczania.

— Robi się je z myślą o osobach, które mają już doświadczenie. Przekazujemy więc im wiedzę, która ma praktyczne zastosowanie — mówi prof. Orłowski.

— Celem tego rodzaju studiów jest nie tyle przekazanie teorii, ile pogłębiona analiza działalności biznesowej firmy. Wiedza z zakresu rachunkowości, zarządzania, finansów, marketingu jest przekładana na praktykę. Każde zajęcia pozwalają na znalezienie jej zastosowania. A doświadczenie innych studentów to okazja do poszerzenia horyzontów — przekonuje Paweł Płuciennik z Adecco Polska, firmy zajmującej się doradztwem personalnym.

Oprócz wykładów dużo jest więc ćwiczeń, laboratoriów, a nawet komputerowych gier strategicznych. Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej co roku wysyła swoich studentów do Francji, gdzie ze studentami innych uczelni mierzą się w grze Glob Start. Symuluje ona globalny rynek. Każda grupa studentów obejmuje w swoje władanie wirtualną firmę i zarządza nią przez kilka wirtualnych lat. Wygrywa ten, kto podejmował najlepsze decyzje z zakresu inwestycji w technolgię, reklamy, cen produktów itp.

Może być muzyk

Taki sposób prowadzenia zajęć powoduje, że studenci MBA nie muszą mieć skończonych wcześniej studiów z zakresu zarządzania. Zdarza się, że kończy je osoba która ma dyplom Akademii Muzycznej. W Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej uczy się Dorota Staszewska, wielokrotna mistrzyni świata w windsurfingu, która wcześniej ukończyła stosunki międzynarodowe. W Stanach Zjednoczonych zdarza się jednak, że studia MBA mają sprecyzowaną, konkretną branżę i np. przyjmują tylko osoby związane z medycyną czy ubezpieczeniami.