MBA wiele zmienia na lepsze

PROF. WITOLD BIELECKI rektor Akademii Leona Koźmińskiego
opublikowano: 2013-04-22 00:00

Komentarz rekotora Akademii Koźmińskiego

Pierwsi absolwenci studiów MBA w Polsce rozpoczęli naukę w 1989 r. na fali rodzącej się wolności gospodarczej. Pierwszy kurs MBA według amerykańskiego standardu kształcenia menedżerów wprowadził do Polski prof. Andrzej Koźmiński, który wcześniej wykładał na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Te studia miały przygotować menedżerów do gospodarki wolnorynkowej, bo wówczas takich osób w naszym kraju praktycznie nie było, a najwyższe posady w firmach polonijnych, które były zwiastunem wolnego rynku, zajmowali ekspaci.

Co dziś robią dyrektorzy Mery Pnefal, Polkoloru czy Zakładów Kasprzaka — bo tak głównie wyglądał skład tej pierwszej nitki MBA? Dochodzą do nas informacje, że sprawdzają się jako menedżerowie zarówno w firmach prywatnych, jak i w sektorze publicznym. Spora grupa, podobnie jak ci z HBS, założyła własne firmy.

Generalnie potwierdza się zarówno w Polsce, jak i na świecie jedna zasada: MBA wiele zmienia w życiu zawodowym absolwentów — i to na lepsze. Dotyczy to zarówno tej bardzo nietypowej nitki MBA z 1989 roku, jak i dzisiejszych absolwentów — a dyplom MBA w Akademii Leona Koźmińskiego od tego czasu uzyskało już ponad 3000 osób. Awansują w pracy, mają większą skłonność do zakładania własnych firm i do ryzyka, co wynika z większego poczucia własnej wartości. Bywa, że zmieniają zawód, np. z inżyniera na kontrolera finansowego. Stają się też bogatsi, bo potrafią profesjonalnie zarządzać własnym majątkiem, inteligentnie inwestować, ale także wiedzą, jak negocjować podwyżki.

Pewnie w życiu rodzinnym są mniej skłonni do kompromisów, stąd wśród harvardczyków tyle rozwodów, ale nie ma co ukrywać: MBA to studia dla twardzieli. Trzeba mieć charakter i umieć stawiać sobie dalekosiężne cele, żeby w ogóle zdecydować się na ich podjęcie.