Przypadek zadecydował, że zaczęli produkować i sprzedawać atestowane szafy do przechowywania dokumentów.
Przedsiębiorstwo GOBI powstało w 1987 roku. Przez pierwsze dwa — trzy lata firma próbowała swoich sił w różnych dziedzinach. Zajmowała się sprowadzaniem sprzętu komputerowego, projektami graficznymi, reklamą, a nawet renowacją zabytków. Nikt wtedy nie przypuszczał, że wkrótce będzie kojarzona z metalowymi meblami i kasami pancernymi. A pomysł podsunęło samo życie.
— Jeden z naszych akcjonariuszy miał mały rodzinny warsztat rzemieślniczy wytwarzający sejfy. Jemu dobrze szła produkcja, my umieliśmy znaleźć nabywców. Z miesiąca na miesiąc sprzedaż rosła — wspomina Hanna Dylawerska, wiceprezes zarządu gdańskiej firmy.
Kolejnym momentem zwrotnym w działalności były targi, na których Grzegorz Dylawerski, szef marketingu, prywatnie mąż pani Hanny, nawiązał kontakt z producentami szaf biurowych.
— Do sejfów postanowiliśmy dołączyć metalowe meble. Nieoczekiwanie z czasem to one zdominowały naszą ofertę — mówi Dylawerski.
Informacja pod kluczem
Znalezienie niszy rynkowej zapewniło firmie szybki rozwój. Ma osiem oddziałów: w Trójmieście, Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Lublinie, Łodzi, Katowicach i w Krakowie. Dzięki rozbudowanej sieci dystrybucji z łatwością dociera do klientów z najdalszych zakątków Polski. Współpracuje z niemal wszystkimi bankami w kraju. Z produktów i usług przedsiębiorstwa korzystają także instytucje administracji publicznej, samorządy, policja, prokuratura, Ministerstwo Obrony Narodowej, o zwykłych biznesmenach nie wspominając.
— Mimo silnej konkurencji wygrywamy przetargi. Mamy pełne ręce roboty, a zamówień byłoby jeszcze więcej, gdyby wzrosła u nas kultura ochrony informacji — uważa szef marketingu GOBI.
Ustawa o ochronie danych osobowych i przepisy o prowadzeniu tajnych kancelarii dyscyplinują sposób obchodzenia się z informacjami personalnymi. Dostęp do nich mogą mieć tylko osoby uprawnione. Banki i korporacje międzynarodowe ściśle przestrzegają zasad. Gorzej wygląda to w małych firmach — oceniają Dylawerscy.
Najważniejsi są ludzie
Właściciele GOBI, pytani o perspektywy rozwoju spółki, przytaczają japońską sentencję: „Przyszłość twojego biznesu leży w rękach ludzi, których zatrudniasz”. Starają się pozyskać jak najlepszych handlowców. I — zaznaczają — nie wyciskają z nich ostatnich potów, jak to się dzieje w wielu innych przedsiębiorstwach. Szefostwo dba, by nikt nie siedział w firmie do późna albo w weekendy. Nie zdarza się też, by ktoś pracował drugi czy trzeci rok bez urlopu.
— Efektywny pracownik to wypoczęty pracownik. Nie chcemy, żeby podczas rozmowy z klientem sprzedawca zachowywał się jak zmęczony zawodnik, któremu nie chce się biegać za piłką — tłumaczy Grzegorz Dylawerski.
O skuteczności decydują również kwalifikacje personelu. Dlatego GOBI chętnie wysyła ludzi na szkolenia, płaci za kursy językowe, a nawet funduje studia. Co ciekawe, wzbudziło to kiedyś podejrzenia kontroli skarbowej.
— W pewnym momencie tyle młodych osób uczyło się na koszt firmy, że pani ze skarbówki próbowała odkryć w tym jakiś przekręt. Nawet potwierdzenia przelewów na uczelnie nie do końca ją przekonały — śmieje się Grzegorz Dylawerski.
Inwestowanie w ludzi jednak się opłaca.
— Widać to po coraz lepszych wynikach finansowych — nie ma wątpliwości szef marketingu GOBI.



