Menedżerów PZU czekają obniżki płac

Łukasz Świerżewski
opublikowano: 2002-04-04 00:00

Nowy zarząd PZU chce, aby płace podstawowe kadry zarządzającej towarzystwa zostały ograniczone do wysokości pensji zarządu, które są limitowane ustawą kominową. Mimo nieciekawej sytuacji na rynku pracy spółka może stracić część menedżerów.

W centrali PZU od kilkunastu dni tematem kuluarowych rozmów są sprawy płac i nowych ofert pracy na rynku ubezpieczeniowym. Wszystko za sprawą zmiany zasad wynagradzania, proponowanych przez powołany półtora miesiąca temu zarząd towarzystwa.

— Prezes Zdzisław Montkiewicz powiedział niedawno, że nikt w spółce nie powinien zarabiać więcej od niego. Tymczasem jego wynagrodzenie podlega ustawie kominowej. Zarabiający znacznie więcej menedżerowie najwyższego szczebla wzywani są więc przez kierownictwo, które proponuje im pensje niższe o kilkadziesiąt procent — opowiada jeden z dyrektorów w PZU.

— Naszą intencją jest, by wynagrodzenie podstawowe menedżerów kształtowało się na poziomie nie przewyższającym płac członków zarządu. Nie wyklucza to jednak dodatkowego wynagradzania tych ludzi przez ocenę ich osiągnięć, pozycji rynkowej oraz wkładu w budowanie wyników firmy — twierdzi Anna Garwolińska, rzecznik PZU.

Dysproporcje między oferowanym a poprzednim wynagrodzeniem mogą być ogromne. Zgodnie z projektem prospektu emisyjnego towarzystwa, wynagrodzenie kadry kierowniczej centrali PZU nie jest objęte regulaminem wynagrodzeń, lecz są negocjowane. Składa się ono z pensji zasadniczej i ustalanej indywidualnie premii. Na takich zasadach spółka ściągała do siebie — z pomocą headhunterów — wysoko wykwalifikowanych specjalistów z rynku. Ich płace nierzadko przekraczają 20 tys. zł brutto. Choć kontrakty menedżerskie objęte są ścisłą tajemnicą, w opinii pracowników spółki kominy płacowe w PZU są ogromne. Tymczasem zgodnie z ustawa kominową, wynagrodzenie prezesa i członków zarządu spółki akcyjnej z ponad 50-proc. udziałem SP nie może przekraczać sześciokrotności średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Daje to obecnie nieco ponad 14 tys. zł brutto miesięcznie.

Restrukturyzacja zatrudnienia polega też na likwidacji części etatów.

— Likwidowane są stanowiska dobrze opłacanych dyrektorów zarządzających i przenoszeni są oni do funkcji dyrektora. Ograniczona też została liczna dotychczas grupa doradców prezesa — opowiada inny pracownik PZU.

Wszystko to ma pozwolić na redukcję kosztów (spółka nie oszacowała jeszcze skali oszczędności).

— Duża grupa menedżerów szuka nowego miejsca pracy. Powstają też nieformalne grupy, które gotowe są wspólnie przejść do konkurencji — twierdzi nasz rozmówca.

Władze PZU zdają sobie sprawę, że najlepsi specjaliści mogą szukać korzystniejszych ofert na rynku.

— Chodzi o stworzenie czytelnych zasad wynagradzania pracowników wysokiego szczebla. W przypadku kluczowych dla spółki specjalistów będą się jednak zdarzały odstępstwa od tej reguły — twierdzi Anna Garwolińska.

Zmiany zasad wynagradzania nie objęły jeszcze PZU Życie, drugiej co do wielkości spółki w grupie PZU.

Okiem eksperta

Fachowcy się cenią

Ograniczenia płac w PZU mają sens, bo jest to spółka z większościowym udziałem Skarbu Państwa. Stosowanie ustawy kominowej w tak konkurencyjnej branży, jak ubezpieczenia może jednak spowodować utratę z trudem pozyskanych fachowców. Takich ludzi PZU pozyskiwało z rynku, więc te osoby zarabiają według stawek rynkowych. Podjęcie ryzyka ich utraty może oznaczać, że nowy zarząd ma inne priorytety niż transformacja archaicznego kolosa w nowoczesną firmę.

Andrzej Maciejewski

szef firmy doradztwa personalnego Kienbaum Polska