Menedżerowie czasowo występują bez nazwisk

Jacek Zalewski
opublikowano: 2002-07-09 00:00

Przeglądanie zszywek „PB” wywołuje refleksje. Od kilku lat na naszych czołówkach wielokrotnie goszczą najlepsi, najbardziej ambitni i kreatywni polscy biznesmeni. Podziwialiśmy m.in. menedżerski talent Krzysztofa Piotrowskiego, prezesa Stoczni Szczecińskiej, przedstawialiśmy ambitne plany Józefa Jędrucha, który na czele KFI Colloseum zamierzał przejąć Hutę Sendzimira, obliczaliśmy wirtualne bogactwo Romana Kluski, związane z giełdową hossą Optimusa.

Dzisiaj niektórzy bohaterowie pierwszych stron drukowani są w prasie dużo mniejszymi literkami i występują jako Krzysztof P., Józef J. czy Roman K. Okoliczności skrócenia ich nazwisk są znane dosyć ogólnie, w szczegółach zaś owiane są mgłą tajemnicy. I mogą w takim niedopowiedzeniu pozostawać jeszcze długo. Każdy, kto działa w Polsce w sferze gospodarki, doskonale wie, jak niejasne jest prawo i jak wiele w nim dowolnych interpretacji, które sprawiają, iż uniknięcie w działalności gospodarczej błędu i przekroczenia przepisów jest właściwie niemożliwe. Wielokrotnie już zdarzało się, że identyczne transakcje oceniane były całkowicie odmiennie przez różne urzędy skarbowe.

Nie mamy żadnych uprawnień do merytorycznego oceniania zarzutów stawianych niektórym znanym przedsiębiorcom przez organy ścigania oraz przesądzania o ich ewentualnej winie. Być może popełnili ewidentne przekręty, które doczekają się wyroków. Ale na razie równie prawdopodobna pozostaje działalność w granicach ryzyka gospodarczego lub wypełnianie luk, powstałych tylko i wyłącznie z winy prawodawcy.

Najbardziej zastanawia nagłość działania organów ścigania w sprawach znanych i toczących się od wielu miesięcy. 48-godzinne zatrzymanie często nie znajduje kontynuacji nie tylko w areszcie, lecz w zastosowaniu jakiegokolwiek innego środka zapobiegawczego! Czy zatem wypada aranżować — tylko w celu przedstawienia zarzutów — cały taki spektakl?