MetLife szturmem wdarł się na podium

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2014-10-06 00:00

Po latach ubezpieczyciel wrócił do wielkiej trójki w życiówce i zapowiada podwojenie przychodów.

Ostatnie dwa lata to okres mocnych przetasowań w ubezpieczeniach życiowych. Wycofywanie się branży ze sprzedaży polisolokat spowodowało, że z rynku wyparowało astronomiczne 7 mld zł składki. Część firm schudła o połowę lub więcej. Na rynku są jednak takie, które wygrały na tym kryzysie. Jedną z nich jest MetLife (do maja MetLife Amplico), która dzięki niemu prawie podwoiła udział w rynku i po kilkunastu latach przerwy wróciła do grona trzech największych na rynku. Zamierza pozostać tam na stałe.

— Zgodnie ze strategią do 2017 r. zamierzamy co roku rosnąć średnio o 18 proc., licząc w składce urocznionej. Jeśli przeliczymy to na składkę brutto, to chcemy w tym czasie podwoić przypis, który wypracowaliśmy w ubiegłym roku — mówi Łukasz Kalinowski, prezes MetLife Polska.

Realny plan

Jego zdaniem, mimo rynkowych trudności plan jest realny. Na korzyść firmy przemawia to, że od lat regularnie rośnie w organiczny sposób. Kiedy w ubiegłym roku rynek życiowy stracił 14 proc., MetLife urósł o ponad 16 proc. (zebrał blisko 2 mld zł składki). Pierwsza połowa tego roku też była udana. MetLife zwiększył sprzedaż o 13 proc., podczas gdy cały rynek spadł o 11 proc.

— Firma stoi na kilku nogach. Jeśli w jednej sprzedaż jest słabsza, to pozostałe pomagają utrzymywać pozycję — tłumaczy prezes. Najważniejsza jest współpraca z bankami, która przynosi około połowy składki. Ubezpieczyciel nie obawia się skutków wydanej przez Komisję Nadzoru Finansowego rekomendacji U, która przeorze i na nowo ukształtuje rynek bancassurance.

Łukasz Kalinowski twierdzi, że firma jest przygotowana na wejście w życie nowych przepisów. Nie oczekuje też, że z powodu rekomendacji dojdzie o przetasowań na rynku. — Do momentu uporządkowania sytuacji ze sprzedażą polis banki nie będą podejmować gwałtownych ruchów. Spodziewam się, że

rynek bancassurance straci na wartości, a niektórzy ubezpieczyciele mogą z niego wypaść — uważa prezes MetLife Polska. Firma sprzedaje także polisy przez telefon (w ten sposób pozyskała już ponad 160 tys. klientów), przez sieć własną oraz pośredników. W ostatnim czasie wykonała sporo pracy, by mocniej zaistnieć w tym kanale.

— Na nowo intensyfikujemy współpracę z multiagentami. Skutecznie udało nam się wrócić do tego kanału, głównie dzięki nowym polisom z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi o otwartej architekturze. Będziemy też oferować fundusze innych firm — mówi prezes.

Ubezpieczyciel coraz mocniej stawia także na współpracęz dużymi brokerami. Ma to być ważny kanał sprzedaży ubezpieczeń grupowych dla firm. Na rozwój tej linii biznesowej MetLife zdecydował się dwa lata temu.

— To dosyć ograniczony rynek, na którym najczęstszym sposobem pozyskania klienta jest odebranie go innemu ubezpieczycielowi. To zaś kończy się na rywalizacji o to, kto zaproponuje niższą stawkę. A walka o cenę nas nie interesuje — mówi Łukasz Kalinowski.

Miejsce na pudle

MetLife ma się rozwijać wszystkich wymienionych obszarach, a jednocześnie zachować wysoką rentowność. Jest obecnie trzecim ubezpieczycielem życiowym nad Wisłą pod względem wypracowanegozysku (206 mln zł w 2013 r.) i chce nim pozostać. Wyprzedzają go Aviva i PZU Życie, ale zdaniem Łukasza Kalinowskiego ze względów strukturalnych są małe szanse, by inne towarzystwa życiowe dorównały tej trójce. Firma ma także apetyt na przejęcia.

— Choć do tej pory rozwijaliśmy się organicznie, to jesteśmy gotowi na przejmowanie innych ubezpieczycieli w Polsce. Mamy zespół, który ma doświadczenie w tym zakresie, bo uczestniczył w przejęciu spółek Avivy na Węgrzech, w Rumunii i Czechach. Jeśli pojawi się interesująca oferta, to uważnie się jej przyjrzymy — mówi prezes.