Miasto światła

Karolina Guzińska
13-02-2009, 00:00

Świetlisty anioł miał

SZWAJCARIA Pomnik Umierającego Lwa w Lucernie Mark Twain uznał za "najsmutniejszy i najbardziej poruszający kamień świata".

Świetlisty anioł miał

wskazać osadnikom miejsce

pod budowę kaplicy św.

Mikołaja, patrona rybaków,

w Lucernie. Dlatego nazywa

się ją miastem światła.

Lucerna, rozłożona na zachodnim brzegu jeziora Czterech Kantonów, po obu stronach rzeki Reuss, wyrosła z rybackiej wioski założonej w czasach rzymskich przy szlaku handlowym przez Alpy do Austrii i Włoch. Rozrastała się od XIII w. Z czasów średniowiecza pozostało urocze centrum w okolicach Weinmarkt i Kornmarkt, zachwycające kolorowymi fasadami domów.

Wodna wieża z ciasta

W wiekach średnich Lucerna stała się miastem mostów, a w 1400 r., jako jedyny ośrodek europejski, szczyciła się czterema przeprawami. Dwie z nich: drewniany zadaszony most Kapliczny (Kapellbrücke), wzniesiony około 1300 r., i Hof, wzniesiony w 1250 r., zniszczony w 1834 r., stanowiły część fortyfikacji miejskich. Strzegąca mostu Kaplicznego ośmiokątna wieża wodna pozostaje symbolem miasta — z pamiątek w kształcie wieży godne polecenia są smaczne biszkoptowe ciasteczka. Niegdyś wieża służyła jako miejskie archiwum, skarbiec i więzienie.

Drugi drewniany most Lu-cerny — Plewny (Spreuer-brücke), z 1408 r., w XVII w. ozdobiono malowidłami przedstawiającymi taniec śmierci, pędzla Caspara Meglingera. Trójkątne panele z obrazami umieszczono również pod dachem mostu Kaplicznego — w 1614 r. Heinrich Wägmann przedstawił na nich sceny z historii kraju i regionu. Niestety, w sierpniu 1993 r. pożar strawił większą część mostu wraz z malowidłami. Odbudowano go rok później, lecz pod spadzistym dachem zawisły reprodukcje.

Turystyczną atrakcją pozostaje zwiedzanie murów miejskich (Museggmauer), najeżonych basztami (Schirmer, Männli i Zytt z najstarszym miejskim zegarem), na które można się wdrapać. Długie na 850 m fortyfikacje chroniły miasto od północy. Na południowym brzegu rzeki wznosi się zaś najstarsza baroko- wa świątynia Szwajcarii — kościół Jezuitów, konsekrowany w 1677 r. Godne polecenia są też inne budowle sakralne — choćby kościół Franciszkanów, uznany za jeden z najpiękniejszych zabytków gotyckich w kraju, czy katedra — najważniejszy kościół renesansowy w Szwajcarii.

Piłat spowity chmurami

W tym niewielkim mieście co krok spotyka się jakieś muzeum. Choćby słynne Muzeum Transportu (Verkehrshaus), gromadzące 3 tys. eksponatów: pociągi, samochody, symulatory lotu czy urządzenia interaktywne. Mieści także planetarium, kino IMAX i Swiss Arenę — ogromną podłogową mapę kraju.

Warto też zwiedzić Kolekcję Rosengarten, gromadzącą późne prace Pabla Picassa — to hojny dar dla Lucerny od przyjaciela artysty marszanda Siegfrida Rosengarta. Do kolekcji włączono ponadto dzieła takich mistrzów, jak: Marc Chagall, Juan Miró, Paul Cezanne i Paul Klee. Jej częścią pozostaje Muzeum Picassa, przybliżające osobę artysty, m.in. na 200 fotografiach Davida Douglasa Duncana, ukazujących artystę przy pracy i w wolnych chwilach w jego domu w Cannes.

W mieście, które od 1938 r. gości Międzynarodowy Festiwal Muzyki Klasycznej, nie mogło zabraknąć muzeum Ryszarda Wagnera — jednej z licznych sław, która zdobyła pobliski szczyt Pilatus (2120 m n.p.m.). Legenda głosi, że góra wzięła nazwę od Poncjusza Piłata — ponoć jego duch nawiedza ten szczyt. Bardziej prozaiczni wywodzą ją z łaciny — od słowa: pilateus, czyli pokryty chmurami. Na szczyt wjeżdża zbudowana przed ponad stuleciem kolejka zębata, pokonująca największą stromiznę świata (miejscami nachylenie wynosi 48 proc.).

Trzy kolejne atrakcje Lucerny znajdują się blisko siebie: Panorama Bourbaki — ogromne (1100 mkw.) malowidło przedstawiające poruszające sceny z wojny francusko-pruskiej: internowanie w Szwajcarii francuskiej armii wschodniej pod dowództwem generała Bourbaki zimą 1871 r. W pobliżu rozciąga się zaś Ogród Lodowcowy (Gletschergarten), odkryte w 1872 r. polodowcowe młyny, czyli wielkie okrągłe studnie skalne sprzed 20 mln lat. Częścią ekspozycji jest muzeum (m.in. ze szkieletem dinozaura) oraz wieża widokowa, z której rozciąga się piękny widok na miasto otoczone ma-jestatycznymi Alpami.

Tuż przy wejściu do Ogrodu Lodowcowego zobaczy się wykuty w skale pomnik Umierającego Lwa (Löwendenkmal), upamiętniający tysiąc szwajcarskich gwardzistów poległych w 1792 r. w obronie Ludwika XVI i jego rodziny. Monument dłuta słynnego Duńczyka Bertela Thorvaldsena (1819 r.) wywarł ogromne wrażenie na amerykańskim prozaiku Marku Twainie.

Rekordy Guinnessa

Malowniczość miasta doceniła już angielska królowa Wiktoria. Dzięki niej w XIX w. w Lucernie rozkwitła turystyka. Hotel, w którym zatrzymywała się dostojna turystka, wciąż przyjmuje gości. To niejedyny zabytkowy hotel w mieście — zachowało się jeszcze kilka wystawnych obiektów wzniesionych przed 1900 r. Były potrzebne — era statków parowych na jeziorze Czterech Kantonów rozpoczęła się w 1836 r., a w 1859 r. kolej połączyła miasto ze światem. Esteci nie pozostaną obojętni na tchnące nostalgicznym urokiem zabytkowe hotele, zwrócone frontem ku jezioru.

Jeden z nich, hotel Montana, wzniesiony w 1910 r. i zaadaptowany w stylu art déco, gości w księdze rekordów Guinnessa — a to za sprawą najkrótszej na świecie, bo pokonującej trasę długości zaledwie 82 m, kolejki linowo-terenowej. Bezpłatnie wwozi gości wprost z promenady nad jeziorem do hotelowego lobby. Warto się nią przejechać — hotel Montana słynie z czwartkowych jam sessions oraz z imponującej kolekcji whisky. Mają nawet dwie z trzech dostępnych w Szwajcarii — i kosztujących fortunę (tysiąc franków za 40 ml) butelek Black Bowmore.

To nie koniec śladów Lucerny w księdze rekordów Guinnessa — miasto, pełne butików znanych szwajcarskich projektantów i sklepów jubilerskich, w którym organizuje się dla chętnych (głównie z Arabii Saudyjskiej) "wycieczki zakupowe" z przewodnikiem, słynie z domu towarowego Bucherer, z najdłuższym na świecie zegarem kulkowym sprytnie włączonym w mechanizm schodów ruchomych. Tę właśnie atrakcję uhonorowano wpisem do księgi.

Bucherer — otwarty nawet w niedziele — kusi ponad 3 tys. modeli zegarów i zegarków (o cennej biżuterii nie wspominając). Kogo nie stać na roleksa za 50 tys. franków, może sobie sprawić na pamiątkę swatcha za 100 franków, rustykalny zegar z kukułką za 135 franków, scyzoryk marki Victorinox albo szwajcarską czekoladę. Musi tylko wjechać na ostatnie piętro — z pamiątkami dla turystów.

Wieczny śnieg

Zwiedzanie Lucerny byłoby niekompletne bez atrakcji na świeżym powietrzu. Po pierwsze — przejażdżka statkiem po jeziorze otoczonym poszarpanymi alpejskimi szczytami. Statki wożą turystów i mieszkańców miasta od 1835 r. W liczącej 20 jednostek flocie kompanii SGV znajduje się nawet kilka oryginalnych parowców z początku ubiegłego stulecia. Do wyboru jest wiele krótszych i dłuższych rejsów. W tym romantyczne, jak Sunset Cruise — rejs parowcem ku zachodowi słońca. Podczas dwugodzinnej podróży statek zawija do kilkunastu maleńkich, uroczych portów, a pasażerowie rozkoszują się wyśmienitą kolacją i widokami. Wciskające się między górskie masywy zatoczki przypominają norweskie fiordy, a fantazyjnie powyginana linia brzegowa ukazuje za każdym zakrętem nowy malowniczy krajobraz.

Miłośnicy skoków narciarskich mogą się wybrać do Engelbergu, oddalonego od Lucerny zaledwie o godzinę jazdy pociągiem (składy kursują co godzinę). To całoroczny górski kurort z imponującą skocznią. Zdobycie Titlis (3020 m n.p.m.), najwyższego szczytu w regionie jeziora Czterech Kantonów, pozwala cieszyć się 45-minutową przejażdżką kolejką linową (kilka stacji po drodze), a przede wszystkim śnieżnym parkiem. Czynnym przez cały rok. Dowozi do niego, na lodowiec, wyciąg krzesełkowy Ice Flyer, a na miejscu turysta znajdzie mnóstwo urządzeń do zjeżdżania: dmuchanych kół, plastikowych listków, krzesełek na płozach itd. Igraszki na śniegu sprawiają frajdę zwłaszcza latem — gdy świeci słońce, a temperatura na dole przekracza 20 stopni. Jeden warunek: trzeba dopaść zabawek, zanim zawładną nimi wycieczki z Indii lub z Rosji. Bo potem czeka się i czeka godzinami, zanim rozbawiony i przemoczony tłum znudzi się zjeżdżaniem.

Kolejne atrakcje Titlis to lodowa jaskinia podświetlona wielobarwnymi reflektorami, którą zwiedza się w rytm wybranej przez siebie muzyki i, oczywiście, obiad spożywany 3 tys. m n.p.m. — przy ładnej pogodzie na tarasie wysokogórskiej restauracji.

W lecie można sobie urozmaicić powrót do Engelbergu, wypożyczając — na stacji kolejki Gerschnialp — kask i trottbike: skrzyżowanie roweru z hulajnogą. I po krótkim przeszkoleniu zjechać do miasteczka, rozkoszując się ciszą i urodą alpejskich lasów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Miasto światła