Michał D. mocno podpadł Zasadzie

opublikowano: 06-10-2019, 22:00

Prokuratura bada, czy inwestor znany z afery Optimusa próbował wyprowadzić wielomilionowy majątek ze spółki jednego z najbogatszych Polaków

Przeczytaj tekst i dowiedz się:

  • Którą spółkę Sobiesława Zasady próbował przejąć Michał D.
  • W jaki sposób zamierzał to zrobić
  • Co na zarzuty odpowiada Michał D.

W czerwcu 2019 r. ujawniliśmy, że Michał D., główny bohater tzw. afery Optimusa, usłyszał zarzuty karalnej niegospodarności na prawie 20 mln zł i prania pieniędzy w związku z działalnością spółki z grupy Mostostalu Export. Napisaliśmy też, że jako kluczowy bohater pojawia się w innym dużym śledztwie — dotyczącym próby wrogiego przejęcia firmy telekomunikacyjnej Softnet Group (o obu sprawach więcej w ramkach). Okazuje się, że to nie wszystkie problemy kontrowersyjnego inwestora. Stołeczna prokuratura sprawdza, czy w bezprawny sposób nie próbował przejąć kontroli nad Erabudem, spółką z pokaźnym portfelem nieruchomości, której udziałowcem jest 89-letni Sobiesław Zasada, były rajdowiec, a dziś jeden z najbogatszych Polaków.

Pożyczka od konkubiny

Erabud, założony w 1996 r., zajmował się kupowaniem, komercjalizowaniem i sprzedażą nieruchomości, m.in. na potrzeby sieci handlowych. Jego wspólnikami, posiadającymi po 50 proc. udziałów, byli Sobiesław Zasada i Zbigniew Pawłowski, który był też prezesem spółki. Przestał nim być w 2013 r. w wyniku ostrego konfliktu między udziałowcami. Wyjściem z klinczu miało być powołanie na prezesa Pawła Zacharskiego, dobrego znajomego Pawłowskiego, znanego też Zasadzie. Pomysł nie wypalił, ale o tym za chwilę.

Już w tamtym czasie Zbigniew Pawłowski tkwił po uszy w tarapatach finansowych, choć Erabud przynosił wcześniej duże zyski. Był poważnie zadłużony głównie w Getin Noble Banku, ale też u osób prywatnych. Pętla zadłużenia się zaciskała — dłużnik musiał mierzyć się z kolejnymi postępowaniami egzekucyjnymi i komornikami. Jednym z pożyczkodawców Zbigniewa Pawłowskiego, na kwotę 600 tys. zł, był Michał D. (a formalnie jego konkubina Marta Z.). Kontrowersyjny inwestor poznał się z udziałowcem Erabudu za pośrednictwem Mariana Woźniaka i Jacka M. Obaj byli znajomymi Zbigniewa Pawłowskiego, a drugi również znajomym Michała D.

Pisanie na Berdyczów

Wydarzenia, które prześwietla prokuratura, zaczęły się w sierpniu 2015 r. od podpisania porozumienia restrukturyzacyjnego między Zbigniewem Pawłowskim a Febusem Enterprise, spółką, która powstała niewiele wcześniej. Formalnie właścicielem i prezesem Febusa był Marian Woźniak, jednak rzeczywiście kontrolował go Michał D. Jak już pisaliśmy w „PB”, od lat korzysta on przy inwestycjach nie tylko z zapewniających anonimowość cypryjskich wehikułów, ale też licznych polskich firm i współpracowników, często zasługujących na miano „słupów”.

Zgodnie z porozumieniem z sierpnia 2015 r. Febus, z kapitałem zakładowym zaledwie 5 tys. zł, miał podjąć się restrukturyzacji zobowiązań Zbigniewa Pawłowskiego, przekraczających… 16 mln zł. W zamian miał zyskać możliwość przejęcia jego udziałów w Erabudzie oraz trzech innych powiązanych spółkach, również posiadających nieruchomości: Ecoinwest, Silesia Park i BW Hotel Wrocław. Febus otrzymał coś jeszcze — pełnomocnictwo do wykonywania praw z udziałów Zbigniewa Pawłowskiego, w tym reprezentowania go na walnych zgromadzeniach czterech spółek. Skorzystał z niego w lutym 2016 r., kiedy doszło do rzekomego walnego Erabudu, na którym uzupełniono zarząd w osobie Pawła Zacharskiego o Mariana Woźniaka.

Stało się tak, bo na walnym stawił się tylko Febus jako pełnomocnik Zbigniewa Pawłowskiego. Sobiesława Zasady nie było, bo… nie wiedział nic o zgromadzeniu. Paweł Zacharski wysłał zaproszenie na walne na adres milionera w Monaco, a nie w Krakowie, choć krakowski Sobiesław Zasada wskazał Erabudowi jako jedyny adres do korespondencji. To dlatego we wrześniu 2017 r. sąd uznał, że walne z lutego 2016 r. zostało zwołane nieprawidłowo, a podjęte na nim uchwały są nieważne. Zanim jednak to się stało, Michał D. i jego współpracownicy podjęli kolejne kontrowersyjne działania.

Działania przestępcze lub…

Poszerzenie zarządu Erabudu pozwalało na ominięcie zgód zgromadzenia wspólników firmy na zbycie jej nieruchomości. Według umowy spółki taka zgoda była wymagana przy zarządzie jednoosobowym, a w przypadku wieloosobowego wystarczała zgodna decyzja zarządu. W kwietniu 2016 r. dwuosobowy już zarząd Erabudu zdecydował więc, by najcenniejszy majątek spółki, czyli wielką działkę w Łodzi o powierzchni około 45 ha, przenieść do spółki zależnej Erabudu, czyli Erabudu Invest (EI), co ułatwiało jej sprzedaż. Nie był to koniec. Kilka miesięcy później, we wrześniu 2016 r. Zacharski i Woźniak sprzedali 5 proc. udziałów EI cypryjskiej firmie Pelangi, kontrolowanej przez Michała D. Wprowadzenie nowego wspólnika spowodowało całkowitą blokadę decyzyjności w EI.

Do podjęcia jakichkolwiek uchwał potrzebne bowiem było 100 proc. głosów na walnym spółki. Co więcej, w styczniu 2017 r. Tomasz P., kolejny ze znajomych Michała D., jako pełnomocnik Erabudu i Pelangi przeprowadziłwalne, na którym zmienił umowę EI. Przyznał tzw. złoty udział, uprawniający do powołania i odwołania prezesa spółki, cypryjskiemu wehikułowi Michała D. Temu, który miał… 5 proc. udziałów EI. Sobiesław Zasada i jego współpracownicy twierdzą w zawiadomieniu do prokuratury, że wszystkie te działania (a także inne, o czym za chwilę) były bezprawne, a podejmowała je zorganizowana grupa przestępcza skupiona wokół Michała D. Ten stanowczo zaprzecza takim stwierdzeniom. A jak komentują sprawę Marian Woźniak i Paweł Zacharski?

— Decyzje, które podejmowałem jako członek zarządu Erabudu, były zgodne z prawem i miały służyć interesom spółki. Ze względu na problemy zdrowotne nie mogę odnieść się do sprawy bardziej szczegółowo — ucina Marian Woźniak.

…zabezpieczanie interesów

Paweł Zacharski także zapewnia, że nie naruszył prawa, a tym bardziej nie działał w zorganizowanej grupie przestępczej. Podkreśla, że „odcina się” od działań Michała D. w tej sprawie.

— Przejąłem zarządzanie Erabudem, gdy spółka nie miała pieniędzy na pokrywanie wysokich kosztów, choćby podatków od nieruchomości. Moje ruchy nie miały na celu wyprowadzania majątku z firmy, lecz były próbami restrukturyzacji jej aktywów. Z dzisiejszej perspektywy wiem, że ze względu na permanentny konflikt między udziałowcami powinienem wcześniej zrezygnować. Nie zrobiłem tego głównie ze względu na postępującą chorobę Zbigniewa Pawłowskiego — mówi Paweł Zacharski.

Jak tłumaczy oddanie 5 proc. w EI cypryjskiemu wehikułowi Michała D.?

— Michał D. obiecywał, że na poprawę sytuacji Erabudu jest w stanie wyłożyć 5 mln zł. Pożyczył na spłatę części zadłużenia ok. 1,3 mln zł i zaraz zaczął domagać się zwrotu pieniędzy, strasząc mnie wnioskami o upadłość i zakazem prowadzenia działalności gospodarczej — mówi Paweł Zacharski.

Choć spółki kontrolowane przez Michała D. faktycznie złożyły wnioski o upadłość Erabudu i EI, kontrowersyjny inwestor sprawę widzi zupełnie inaczej.

— Pożyczki udzieliłem na konkretny cel — spłatę komornika działającego w imieniu firmy Auchan. Paweł Zacharski zapewniał, że odzyskam swoje pieniądze po dwóch miesiącach ze środków z kredytu bankowego, na potwierdzenie czego przedstawił mi promesę bankową z Warszawskiego Banku Spółdzielczego. Szybko okazało się, że bank odmówił finansowania i musiałem zabezpieczać swoje interesy — odpowiada Michał D.

Weksel za nieruchomość

Tymczasem w październiku 2016 r. doszło do kolejnej podejrzanej transakcji. Paweł Zacharski i Marian Woźniak jako członkowie zarządu EI sprzedali za 3,9 mln zł nieruchomość przy ul. Augustówka w Warszawie. Jej nabywcą została spółka M2-Rent Property, której jednym z udziałowców był Jacek M. Kapitał zakładowy M2-Rent wynosił zaledwie 5 tys. zł. Skąd więc spółka miała 3,9 mln zł na zakup nieruchomości? Nie miała, bo mieć nie musiała. Za nieruchomość o powierzchni prawie pół hektara zapłaciła jedynie… 30 tys. zł. Tymczasem Paweł Zacharski i Marian Woźniak w umowie sprzedaży złożyli oświadczenie, że cała cena została zapłacona. Jak? W mniejszej części (około 1,1 mln zł) poprzez spłatę hipoteki obciążającej nieruchomość. A w większej? Podobno… wekslem. Byli szefowie EI mają duży problem, bo weksel w dziwnych okolicznościach zaginął i teraz muszą się mierzyć z pozwem o odszkodowanie wysokości 3,9 mln zł. Paweł Zacharski twierdzi, że Marian Woźniak i Jacek M. (nie udało nam się z nim skontaktować) robią wszystko, by cofnąć transakcję i spowodować, by do EI wróciła albo nieruchomość, albo brakująca kwota. To nie będzie jednak łatwe. Nieruchomość ma już kolejnego właściciela: spółkę EOS EPEF SPV1, która dziś jest w upadłości. Co na to wszystko Michał D.? Zapewnia, że ze sprawą działki przy ul. Augustówka nie ma nic wspólnego i nie zna transakcji z października 2016 r.

1,5 mln zł nie na to konto

Do kolejnych wydarzeń, którymi zajmują się śledczy, doszło w styczniu 2017 r. Wtedy na walnym EI z zarządu spółki zostali odwołani Paweł Zacharski i Marian Woźniak, a ich miejsce jako prezes zajęła Anna Rz., kolejna ze znajomych Michała D. Walne podjęło też uchwały o absolutorium dla Pawła Zacharskiego i braku roszczeń EI wobec niego, w tym dotyczących sprzedaży nieruchomości przy ul. Augustówka. Skuteczna ochrona? Bynajmniej. W 2018 r. sąd, na wniosek przedstawicieli Sobiesława Zasady, stwierdził nieistnienie tych uchwał. Zanim jednak do tego doszło, w styczniu 2017 r., zaraz po swoim powołaniu, Anna Rz. jako prezes EI podpisała umowę inwestycyjną ze spółką Eviction.

Jej ówczesnym prezesem była Anna Koronkiewicz, partnerka życiowa Pawła N., byłego prezesa giełdowej Calatravy Capital i kolejnego z ówczesnych znajomych Michała D. (dziś panowie są skłóceni). Zgodnie z umową Eviction pożyczyło EI 1,5 mln zł, których zabezpieczeniem miał być m.in. wpis hipotek na łódzkiej nieruchomości spółki córki Erabudu. Co się stało z tymi pieniędzmi? Otóż Anna Rz. wskazała, że 1,5 mln zł ma zostać przelane na konto EI, tyle że podała numer rachunku bankowego należącego do… cypryjskiej Calatravy, czyli spółki kontrolowanej przez Michała D., która opłacała postępowania rejestrowe różnych spółek ze „stajni” inwestora. On sam sprawę tłumaczy tym, że Calatrava podpisała z EI umowę… użyczenia konta. W rezultacie tych zdarzeń Eviction domaga się od EI zwrotu pieniędzy, które nigdy do tej spółki nie dotarły, a od sądu — wpisania hipotek na nieruchomości w Łodzi.

Prawny galimatias

W ocenie Sobiesława Zasady i jego pełnomocników wszystkich podejrzanych działań, transakcji oraz umów zawieranych przez Erabud i powiązane z nim firmy w latach 2015-17 nie sposób wymienić. Przygląda się im prokuratura badająca głównie nie to, czy ktoś bezprawnie przejął majątek, którego współwłaścicielem jest jeden z najbogatszych Polaków, lecz czy próbował to zrobić. Sobiesławowi Zasadzie na drodze cywilnej udało się bowiem odwrócić większość umów i transakcji i po zwołaniu walnego z upoważnienia sądu odzyskać władzę nad Erabudem, EI i Ecoinwestem. Walka na różnych polach wciąż jednak trwa.

— Wszystkich spraw sądowych uzbierałoby się około czterdziestu. Dotyczące ich segregatory to główne dokumenty spółek, jakie posiadam. Pozostałe zostały bowiem zabrane i do dziś nie oddane przez grupę osób skupionych wokół Michała D. Wnosiliśmy, by prokuratura przeszukała jego biura, ale do tej pory do tego nie doszło — mówi Andrzej Krajewski, równoczesny prezes Erabudu, EI i Ecoinwestu.

To głównie on, z ramienia Sobiesława Zasady, zajmuje się porządkowaniem galimatiasu powstałego w latach 2015-17.

Ugody nie będzie

A Michał D.? Twierdzi, że w całej sprawie jest poszkodowanym.

— Pożyczyłem Zbigniewowi Pawłowskiemu i Erabudowi łącznie kilka milionów złotych. Chcąc je odzyskać, jedynie zabezpieczałem swoje interesy. Nazywanie tego przez drugą stronę działaniami przestępczymi to absurd. Uczciwość nakazywałaby zwrócić pożyczone pieniądze, a kultura — podziękować za pomoc. Nie interesuje mnie spółka Erabud. Chcę zamknąć tę sprawę i o niej zapomnieć. Jestem zażenowany tą sytuacją. Nie stać mnie na utrzymywanie spółek pana Zasady — mówi Michał D.

Twierdzi, że wielokrotnie na przestrzeni dwóch lat zwracał się do Andrzeja Krajewskiego z propozycją ugody, ale ten poinformował, że pomimo bycia prezesem Erabudu „nie jest decyzyjny”. Andrzej Krajewski zaprzecza i stanowczo podkreśla, że Michał D. nigdy nie przedstawił jakichkolwiekumów rzekomych pożyczek i żadna ugoda z nim nie wchodzi w grę.

— Michał D. poprzez działania osób z nim powiązanych doprowadził do znaczących szkód w majątku grupy Erabud. Od ponad dwóch lat podejmujemy działania w celu odzyskania utraconych aktywów i naprawienia szkód przez osoby odpowiedzialne. I będziemy podejmować dalsze — zapowiada Andrzej Krajewski.

Wtóruje mu Paweł Wójcik, wiceprezes Grupy Zasada i pełnomocnik Sobiesława Zasady.

— Ktoś najpierw próbował nas oszukać, a teraz chce się dogadać? Nie ma mowy. Jeśli pan Michał D. ma jakieś rzeczywiste roszczenia, niech idzie z nimi do sądu. Chętnie się tam spotkamy — mówi Paweł Wójcik.

Wspomina, że już raz, pod koniec 2016 r., kiedy spór o Erabud był w apogeum, Michał D. pojawił się w towarzystwie swych pełnomocników u Sobiesława Zasady i proponował „ugodę”.

— Za „odkręcenie” wszystkich działań jego grupy i oddanie kontroli nad Erabudem oraz powiązanymi z nim spółkami bez skrępowania domagał się zapłaty 10 mln zł. Powiedzieliśmy wtedy i mówimy dziś krótko i stanowczo: nie. Chcemy doprowadzić tę sprawę do końca przed sądami i prokuraturą. To dla nas kwestia ambicji i sprawiedliwości — ucina Paweł Wójcik.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane