Między dyskrecją a błyskiem fleszy

Dlaczego biznes ma ukrywać społeczne zaangażowanie? Warto nagłaśniać dobre działania, aby inni mogli brać przykład.

Rozmowa z księdzem Jackiem Stryczkiem, prezesem Stowarzyszenia Wiosna, promotorem CSR

Społeczna odpowiedzialność biznesu łączy filantropię z budową wizerunku. Ważne, by oba elementy występowały we właściwych proporcjach — mówi ks. Jacek Stryczek. [FOT. WM]
Zobacz więcej

Społeczna odpowiedzialność biznesu łączy filantropię z budową wizerunku. Ważne, by oba elementy występowały we właściwych proporcjach — mówi ks. Jacek Stryczek. [FOT. WM]

„Puls Biznesu”: Czym się różni społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR) od zwyczajnej filantropii, do której zachęca Kościół?

Ks. Jacek Stryczek, prezes Stowarzyszenia Wiosna, promotor CSR: Zamożni przez wieki pomagali tym, którym w życiu powiodło się gorzej. Ale stosunkowo niedawno świat biznesu odkrył, że dobroczynność może być dla firmy narzędziem budowania prestiżu, osiągania wiarygodności i odpowiedniej pozycji rynkowej. W rezultacie współczesne firmy udzielają wsparcia w sposób zorganizowany i przemyślany, nie tracąc z oczu własnego interesu. Bo — nie bądźmy hipokrytami — CSR musi się przedsiębiorstwom opłacać. Dlatego z reguły jest wsparty działaniami PR-owymi.

Kiedyś ideałem była pomoc dyskretna i cicha. W przypadku CSR chodzi o coś przeciwnego — o reklamę, PR, nagłaśnianie dobroczynności. Czy to księdza nie razi?

Dyskrecja związana z filantropią wcale nie jest największą cnotą. Pokazywanie dobrych praktyk jest szczególnie ważne w takich krajach jak Polska. Bo po pierwsze — skłania także inne firmy do zaangażowania społecznego. A po drugie — zmienia sposób postrzegania przedsiębiorców i tzw. ludzi sukcesu. Obala utrwalony w społeczeństwie mit, że aby dojść do fortuny, pierwszy milion trzeba ukraść. I że dla biznesmena liczy się tylko własny zysk.

Ale czy w CSR nie chodzi właśnie o zysk? Czy przez nagłaśnianie dobroczynności nie ulatuje z niej bezinteresowność?

Jeśli na pomaganie firma wydaje 100 tys. złotych, a na pokazywanie tego typu akcji cztery razy więcej, to coś rzeczywiście jest nie tak. Ale nie można uogólniać. Znam menedżerów i przedsiębiorców, którzy pomagają z potrzeby serca, a rozgłos to dla nich sprawa drugorzędna. Przykład? Partnerem naszej fundacji jest polski oddział dużej korporacji międzynarodowej. Pewnego razu odwiedził nas jej prezes. Przez dziesięć godzin rozwoził paczki z żywnością i odzieżą do biednych rodzin. Nie przeszkadzało mu, że obok nie było dziennikarzy, fotoreporterów, ekip telewizyjnych. Po prostu wykorzystałokazję, by zrobić coś dobrego.

Ilu ludzi biznesu w Polsce stać na podobną spontaniczność?

Znam przedsiębiorców, którzy po osiągnięciu sukcesu zaczęli myśleć o zaangażowaniu społecznym. Tak postępuje wiele rodzin prowadzących wspólny biznes. Ich członkowie zdają sobie sprawę, że wzajemne karmienie się egoizmem prowadzi donikąd. Rodziny te czują się zdrowe, szczęśliwe i spełnione, gdy otwierają się na innych. Ale takie podejście rzeczywiście nie jest jeszcze u nas powszechne. Wielu ludzi sukcesu uważa, że skoro im się w życiu udało, to każdy inny też powinien sobie radzić sam. Biedny człowiek to dla nich zawsze leń lub nieudacznik, który zasłużył na kiepski los.

Ale i ksiądz twierdzi, że pomoc może demoralizować.

Weźmy za przykład żebraka, który po dniu spędzonym na ulicy ma w kieszeni 200 złotych. Taki człowiek do żadnej pracy już nie pójdzie, bo w jakiej firmie zarobi więcej? Nieprzemyślana filantropia zabija ludzką samodzielność. Nie wystarczy pomagać, trzeba jeszcze wymagać. Na tym może polegać wyższość społecznej odpowiedzialności biznesu nad spontaniczną dobroczynnością. W CSR unika się działań przypadkowych. I natychmiast się sprawdza, czy udzielone wsparcie przynosi efekt.

A wskaźnikiem jest liczba publikacji w prasie?

Owszem. Ale też badania, które pokazują, jak działania edukacyjne przełożyły się na rozwój danego regionu. Albo budowa oczyszczalni ścieków — na zdrowie jego mieszkańców.

Dlatego firmy wolą wspierać szkolnictwo, ekologię czy rekreację sportową, niż dawać pieniądze potrzebującym?

Obecnie CSR woli się koncentrować na dawaniu wędki, a nie ryby. Stwarzaniu warunków do rozwoju, a nie tylko doraźnej pomocy. Rodzaj wsparcia trzeba dostosować do osoby czy grupy społecznej. Lepiej ułatwić Jasiowi zdobycie wykształcenia, które Janowi zapewni pracę, niż wypłacać mu zapomogę. Już nie wspomnę, że ludziebez pracy i perspektyw nierzadko wpadają w alkoholizm. A wtedy wiadomo, na co idą ofiarowane pieniądze. Pomoc finansowa lub rzeczowa utrwala w ludziach mentalność biednych: jestem ubogi i nic więcej mi się od życia nie należy.

Ksiądz Jacek Stryczek Duszpasterz ludzi biznesu. Prezes Stowarzyszenia Wiosna, które tworzy modele wzajemnego pomagania, skutecznie angażując w pomoc tysiące ludzi z całej Polski, pracujących w biznesie. Specjalista ds. PR. Znany z nowatorskich, w tym multimedialnych, kazań i niekonwencjonalnych pomysłów na ewangelizację.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Między dyskrecją a błyskiem fleszy