Mieszkania stanieją w przyszłym roku o ok. 10 proc.
Aleksandra Szarek, Specjalista Rynku Nieruchomości Home Brokeropublikowano: 2008-12-19 10:02
Mieszkania potaniały w tym roku o ok. 10
proc., w przyszłym roku spadki będą podobne, chociaż możemy też spodziewać się
wyhamowania cen, a nawet niewielkich wzrostów.
Mieszkania potaniały w tym roku o ok. 10
proc., w przyszłym roku spadki będą podobne, chociaż możemy też spodziewać się
wyhamowania cen, a nawet niewielkich wzrostów. Kończący się rok nie przyniósł żadnych niespodzianek na rynku nieruchomości.
Zgodnie z zapowiedziami ekspertów obserwowaliśmy wahania oraz głównie spadki cen
mieszkań. Nie były one jednak tak spektakularne, jak przewidywali najwięksi
sceptycy. Według danych portalu Oferty.net, w ciągu ostatniego roku
(porównaliśmy ceny z listopada 2008 i 2007 r.) największe spadki zanotowano w
Krakowie (-8,7 proc.), w niektórych miastach pojawiły się nawet nieznaczne
wzrosty (do 5,5 proc. w Gdyni). W największych miastach Polski obserwowaliśmy
jednak spadki, chociaż np. w Warszawie było to zaledwie 1,6 proc. (tabela nr 1).
Są to jednak ceny ofertowe, czyli te, których żądają sprzedający, a one nie
odzwierciedlają dokładnie sytuacji na rynku. Należałoby założyć, że kupujący
jest w stanie wynegocjować średnio 10 proc. upustu, co w przypadku Warszawy daje
niewiele ponad 10 proc. spadku cen. Na spadki cen nieruchomości wpływ miało wiele czynników, z czego
najważniejszym jest wzrost podaży i „przegrzanie” rynku. Pojawienie się gotowych
mieszkań, których realizacja rozpoczęła się w połowie 2006 roku, oraz duża
liczba kolejnych inwestycji znacznie nasyciły rynek nieruchomości. Rok 2008 nie
pobije może rekordu z 2003 r., kiedy to oddano ponad 160 tys. mieszkań, ale może
przybliżyć nas do tego wyniku. Badania Głównego Urzędu Statystycznego pokazują,
że do listopada oddano ponad 134 tys. mieszkań. W analogicznym okresie 2007 r.
było to 115 532 tys., a w 2006 r. 97 330 tys. Na tej podstawie można wnioskować,
że w 2008 roku oddano do użytku nawet ponad 150 tys. mieszkań (szczegóły w
tabeli nr 2). W takiej sytuacji klient miał dużo więcej możliwości wybrania
atrakcyjnego dla siebie mieszkania i coraz częściej skłaniał się ku inwestycjom
już ukończonym. W związku z tym deweloperzy, którzy rozpoczęli sprzedaż nowych
projektów, nie mogli się pochwalić rewelacyjnymi wynikami. Dlatego też zarówno
niewielcy gracze, jak i „giganci” rynku zmuszeni byli do obniżania cen. Z
początku były to nieśmiałe próby, jak garaż czy komórka lokatorska gratis. W
ostatnim czasie duża część deweloperów otwarcie mówi jednak o obniżkach cen i
upusty sięgające 5-10 proc. są na porządku dziennym. Do tego ceny wielu mieszkań stały się niemalże „zaporowe” i coraz mniej osób
było stać na wymarzone lokum. Na początku boomu, w 2006 roku, średnia cena
mieszkania w Warszawie wynosiła niespełna 5 000 PLN/mkw., w szczytowym momencie
kwota ta była niemalże dwukrotnie wyższa. Kolejnym problemem dla rynku nieruchomości był też wzrost oprocentowania
kredytów w złotych. Stopa procentowa, na której opiera się większość takich
kredytów, czyli trzymiesięczny WIBOR na początku roku, po wzrostach w roku
poprzednim wynosiła 5,65 proc. Teraz sięga 6,5 proc., a w ciągu roku doszła
nawet do 6,8 proc. To spowodowało wzrost oprocentowania kredytów w złotych, a co
za tym idzie – zmniejszenie ich dostępności. Końcówka roku pokazała też trend na najbliższe miesiące. Kryzys na rynkach
finansowych zmusił banki do ograniczenia akcji kredytowej. Polskie instytucje
drastycznie podniosły ceny kredytów we frankach szwajcarskich, a niektóre wręcz
wycofały się z tej waluty. A to właśnie ona, po wzroście oprocentowania kredytów
w złotych, była siłą napędową polskiego rynku nieruchomości. Na ograniczenia
wprowadzone przez banki nałożyć się mogą także zmiany planowane przez Komisję
Nadzoru Finansowego, czyli tzw. rekomendacja T. Może ona utrwalić ograniczenia
wprowadzone już przez banki. To wszystko będzie oznaczać poważne ograniczenie w
dostępności walutowych kredytów mieszkaniowych. Do tego dochodzi jeszcze fakt,
że problemy z zaciąganiem kredytów mają również deweloperzy. W tej sytuacji
muszą oni sprzedać już wybudowane mieszkania, godząc się na kolejne upusty. Rok 2009 będzie więc kontynuacją spadków cen mieszkań. Ograniczenie w
udzielaniu kredytów hipotecznych zmusi wiele osób planujących zakup własnego
mieszkania do odroczenia tej decyzji. Sytuacja taka dotyczy zwłaszcza mieszkań z
sektora popularnego (1-2 pokoje), ponieważ często są to dla ich nabywców
pierwsze mieszkania, a ci nie zawsze dysponują wkładem własnym, który coraz
częściej będzie potrzebny do zaciągnięcia kredytu. Co więcej, nadchodzące
spowolnienie gospodarcze może pogorszyć sytuację ekonomiczną potencjalnych
nabywców mieszkań. Krótko mówiąc, popyt na nieruchomości będzie ograniczony
(nawet 20-30 proc. mniejszy niż w 2008 r.), a z drugiej strony wciąż będziemy
obserwować dużą podaż mieszkań z puli deweloperów. Zagrożeniem może być to, że
niektórzy deweloperzy zaczną wstrzymywać swoje inwestycje z powodu braków
środków na realizację i wpadną w problemy finansowe, co dla ich klientów może w
najgorszym wypadku oznaczać stratę zarówno przyszłego mieszkania, jak i
zainwestowanych środków. Taka sytuacja jednak szybko nie nastąpi, ponieważ
dotyczy ona raczej niewielkich deweloperów, którzy swoje inwestycje rozpoczęli w
2008 roku i nie zdążyli zarobić na minionym boomie. W takim wypadku
przewidujemy, że ceny mieszkań mogą spaść w przyszłym roku maksymalnie o ok. 10
proc. Jednak nie musi to dotyczyć mieszkań w najlepszych lokalizacjach i w
dobrym standardzie. Takie mieszkania powinny być zawsze w cenie. Wzrostu cen nieruchomości możemy spodziewać się dopiero na przełomie 2009 i
2010 roku. Do tego czasu zobaczymy efekty tego, że deweloperzy ograniczają nowe
inwestycje. Prezes Polskiego Związek Firm Deweloperskich zapowiedział, że cztery
na pięć planowanych inwestycji w Warszawie wcale się nie rozpocznie. Można
spodziewać się, że zostaną one uruchomione dopiero wtedy, kiedy uda się
wyprzedać znaczną część mieszkań będących obecnie w ofercie oraz tych, które
pojawią się w 2009 roku. Pod koniec przyszłego roku może nas więc czekać
ograniczenie podaży nieruchomości, co zahamuje spadki cen mieszkań, a nawet może
być początkiem niewielkich wzrostów cen. Może się do nich również przyczynić
przewidywany spadek oprocentowania kredytów hipotecznych w złotych, co
pozytywnie wpłynie na możliwości kupujących. Rada Polityki Pieniężnej już
rozpoczęła cykl obniżek stóp procentowych, obcinając główną stopę z 6 na 5,75
proc. Można się spodziewać, że w przyszłym roku główna stopa zejdzie w okolice 4
proc., co spowoduje, że trzymiesięczny WIBOR spadnie do poziomu 4,5-5 proc. Dla
kredytobiorcy oznacza to, że miesięczna rata kredytu w kwocie 300 tys. PLN
zaciągniętego na 30 lat spadnie z 2 100 obecnie na 1 700 PLN w przyszłym
roku. Do tego dochodzi jeszcze planowana nowelizacja rządowego projektu
„Rodzina na swoim”, czyli możliwości uzyskania kredytu hipotecznego w złotych na
takich warunkach, że przez osiem lat państwo spłaca połowę miesięcznych odsetek.
Nowelizacja przewiduje zwiększenie maksymalnej ceny za metr kwadratowy
mieszkania, które może być objęte tym programem (np. w Warszawie wzrośnie z 6
632 PLN do 7 143 PLN). Dzięki temu pula mieszkań kwalifikujących się do takiego
kredytu znacznie się powiększy. Obserwowanie sytuacji rynku nieruchomości skłania do postawienia pytania o
to, czy przyszły rok będzie dobrym momentem na zakup mieszkania. Jak najbardziej
tak, jeżeli tylko możemy pozwolić sobie na kredyt hipoteczny. Zarówno
deweloperzy, jak i sprzedający mieszkania na rynku wtórnym coraz częściej
skłonni są do negocjacji. Kupując mieszkanie, możemy liczyć w najlepszym wypadku
nawet na dwudziestoprocentowy upust. Poza tym duża liczba ofert pozwoli łatwo
znaleźć wymarzone mieszkanie. Home
Broker