Mija czas bicia rekordów

Kamil Kosiński
opublikowano: 21-08-2008, 00:00

Mamy pierwszy pozawarszawski port lotniczy, który traci pasażerów. To Kraków. Klientelę odbierają mu Katowice.

Pasażerów ubywa już nie tylko na stołecznym Okęciu

Mamy pierwszy pozawarszawski port lotniczy, który traci pasażerów. To Kraków. Klientelę odbierają mu Katowice.

W pierwszych siedmiu miesiącach 2008 r. polskie porty lotnicze obsłużyły ponad 10 mln pasażerów. Jak zawsze, najwięcej z nich przewinęło się przez warszawskie Okęcie. Ponad milion amatorów podniebnych podróży skorzystało jeszcze z lotnisk w Katowicach, Gdańsku, no i oczywiście w Krakowie. Małopolskie Balice są drugim co do ważności portem lotniczym w Polsce. W 2007 r. odprawiły nieco ponad trzy miliony pasażerów, podczas gdy żadne inne lotnisko poza Warszawą nie obsłużyło nawet dwóch milionów podróżnych.

Kraków się skończył

Wydaje się jednak, że zapotrzebowanie krakowskiego rynku na podróże samolotami zostało zaspokojone. W pierwszym półroczu 2008 z balickich pasów startowych skorzystało zaledwie 47,4 proc. pasażerów, których port obsłużył w całym 2007 r. Po siedmiu miesiącach współczynnik ten wzrósł do 57,6 proc., ale i tak był jednym z najniższych w sektorze. Bardziej ujemną dynamikę obsługi ruchu pasażerskiego niż w Krakowie zanotowano tylko w Zielonej Górze, ale znaczenie tego lądowiska jest symboliczne.

Poza Krakowem i Zieloną Górą jedynym portem lotniczym, który ma problemy z obsłużeniem takiej liczby pasażerów jak w roku ubiegłym, jest jeszcze warszawskie Okęcie. Ale nawet niegdysiejszy monopolista, mimo konieczności konkurowania obecnie z całą gromadką portów regionalnych, nie stracił w pierwszym półroczu w stosunku do roku ubiegłego takiego odsetka pasażerów jak Balice.

— Okres dynamicznych wzrostów, w związku z uruchamianiem nowych połączeń, Kraków ma już za sobą. Ci przewoźnicy, którzy chcieli tam latać, już to robią. Częściowo może nawet racjonalizują siatkę połączeń, przenosząc swoje operacje w inne miejsca — komentuje Jarosław Adamski, wiceprezes Fru.pl, firmy sprzedającej bilety lotnicze w internecie.

Zawieszenie połączeń z Krakowem zapowiedział na listopad Ryanair. Już w kwietniu swoje operacje z Krakowa do Katowic przeniosło Germanwings.

— W Londynie odległości między lotniskami są większe niż między Balicami a Pyrzowicami. Krakowskie i katowickie lotnisko silnie więc konkurują — przypomina Rafał Gontar, członek zarządu firmy czarterowej Chapman Freeborn.

To, że dynamika przewozów pasażerskich w Balicach nie jest zdecydowanie ujemna, a mimo wszystko oscyluje w okolicach zera, lotnisko zawdzięcza głównie temu, że na miejsce odchodzących przewoźników pojawiają się nowi. W tym roku kilka połączeń z Krakowa uruchomiły Centralwings, a na listopad inaugurację lotów do Moskwy zapowiedział Aerofłot.

Dla hydraulika i turysty

Prawdziwy boom przeżywają za to porty lotnicze w Poznaniu i Bydgoszczy. Już w połowie roku obsłużyły one dwie trzecie pasażerów, którzy przewinęli się przez nie w całym 2007 r. Po lipcu współczynnik ten wyniósł dla Poznania 84,3 proc., a dla Bydgoszczy — 82,7 proc.

— Należy pamiętać, że Bydgoszcz była dotychczas jednym z najmniej uczęszczanych portów lotniczych. Nietrudno zaś osiągać duże wzrosty ruchu, jeżeli punkt odniesienia jest niski — podkreśla Rafał Gontar.

Zresztą ruch na kujawskich pasach startowych jest bardzo specyficzny. Napędzają go głównie osoby wyjeżdżające do pracy na Wyspy Brytyjskie. Gdy 4 lipca 2008 r. linie Ryanair zainaugurowały regularne loty do Birmingham, w 189-miejscowym boeingu 737 wolne były tylko cztery miejsca. Obłożenie czerwcowych lotów tego samego przewoźnika na trasach do Liverpoolu wyniosło 93 proc., a do Londynu i Dublina po 84 proc. Regularne połączenia międzynarodowe ma Bydgoszcz jeszcze z Düsseldorfem, Wiedniem i Kopenhagą, ale loty do dwóch ostatnich miast odbywają samoloty zaledwie 19-miejscowe.

Loty na Wyspy Brytyjskie istotnie przyczyniają się też do wzrostu ruchu w Poznaniu. Jednak nie decydują tam o sensie istnienia lotniska. Londyn Stansted, gdzie lata Ryanair, i Londyn Luton, obsługiwana przez WizzAir, to dwie najpopularniejsze trasy Wielkopolski. W pierwszym półroczu 2008 skorzystało z nich odpowiednio 60,1 i 55,4 tys. pasażerów. Jednak połączenie z Monachium przyciągnęło niewiele mniej klientów, bo aż 50,6 tys. I bynajmniej nie jest to trasa niskokosztowa. Obsługuje ją Lot do spółki z Lufthansą. Zresztą 52,4 tys. podróżnych skusiło też krajowe połączenie z Warszawą. Na tym tle trasa do Dublina — będąca trzecim połączeniem Poznania z Wyspami Brytyjskimi — wygląda raczej skromnie. Tym bardziej że znacznie więcej Wielkopolan woli wypoczywać w Egipcie niż pracować w Irlandii. W ciągu sześciu pierwszych miesięcy 2008 r. czartery przewiozły z Poznania do Hurgady i Sharm El Sheik 51,7 tys. pasażerów. W tym samym czasie loty na Zieloną Wyspę zainteresowały zaledwie 33,2 tys. osób.

Liczenie pasażerów

W branży lotniczej przyjęło się utożsamiać pasażera ze sprzedanym miejscem w samolocie. W ten sposób prowadzą też statystki lotniska.

Właściwszymi określeniami byłyby jednak w tym przypadku „osobowylot” lub „osoboprzylot”. Mało kto lata bowiem wyłącznie w jedną stronę i nigdy nie wraca. Nawet samoloty operujące na trasach, które upodobali sobie emigranci zarobkowi, nie wracają do Polski puste. A w okresach poprzedzających Boże Narodzenie lub Wielkanoc wręcz trudno znaleźć w nich miejsce w kierunku do Polski.

Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu