Mikroluksus nie dla każdego

Anna GołasaAnna Gołasa
opublikowano: 2015-10-12 22:00

Deweloperzy promują mikroapartamenty jako dobre rozwiązanie dla studentów. Tylko czy młodych ludzi na nie stać?

W nieruchomościach własnościowych mieszka aż 73 proc. Polaków — wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS). Chęć posiadania własnych czterech kątów widać także w wynikach deweloperów, którzy — według raportu Reas opracowanego na podstawie danych z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Trójmiasta, Poznania i Łodzi — od czerwca 2014 r. do czerwca 2015 r. sprzedali aż 45,8 tys. mieszkań.

DOBRA LOKATA:
DOBRA LOKATA:
Dużą grupę nabywców mikroapartamentów stanowią rodzice, którzy kupują pierwsze M dla dzieci rozpoczynających studia w stolicy, oraz klienci kupujący tego typu nieruchomości na cele inwestycyjne z myślą o dobrej lokacie kapitału, zyskującej na wartości z biegiem lat — zauważa Marek Roefler, prezes spółki Dantex. Obok: Mikroapartament oferowany przez firmę Dantex na warszawskim osiedlu Wolska2.
ARC

To o ponad 27 proc. więcej niż w rekordowych latach 2007 i 2013. Wciąż najbardziej pożądane są najmniejsze lokale, poza tym z każdym rokiem rośnie popularność nieruchomości w podwyższonym standardzie. Obie tendencje nie uszły uwadze deweloperów, którzy zaczęli uzupełniać ofertę o mikroapartamenty. Takie lokale są zachwalane jako idealne dla studentów. Ale czy to rzeczywiście rozwiązanie na ich kieszeń?

Na minimetrażu

W Warszawie pojawiła się nowa tendencja: młodzi, zamiast wynajmować, coraz częściej kupują nieruchomości — przekonują deweloperzy. Zakładając, że miesięczny koszt wynajmu dwupokojowego lokum to 2 tys. zł, przez 5 lat (tyle najczęściej trwają studia) wynajmujący wpłaci na cudzy rachunek aż 120 tys. zł.

— Wysokie ceny wynajmu przekonują do poszukiwania alternatyw. Coraz częściej studenci stają się właścicielami mieszkań. Wolą spłacać raty kredytu niż czynsz — mówi Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży osiedla Alpha Park w Warszawie.

Ostatnio szczególnie wzrósł popyt na lokale około 20 mkw. Moda na takie nieruchomości przyszła do Europy z Nowego Jorku. Jak pokazują dane amerykańskiego portalu NuWire Investor, mikromieszkania wybierają głównie single. Mieszkańcy dużych miast, żyjący w pojedynkę, większość czasu spędzają poza domem, traktując własne M głównie jako sypialnię. W Warszawie osiedle mikroapartamentów buduje m.in. Dolcan. W Miasteczku Rubikon, bo tak nazwano inwestycję, można kupić mieszkanie 20-25 mkw.

— Ceny zaczynają się od 156 tys. zł, co czyni je również atrakcyjnym projektem dla inwestorów. Każdy lokal zaprojektowano tak, by nawet na najmniejszych metrażach można było zaaranżować wygodną łazienkę z miejscem na pralkę, miejsca do przechowywania, część dzienną, jadalną, a także widną kuchnię — opowiada Alicja Dolińska, dyrektor działu marketingu i reklamy w firmie Dolcan.

Na parterze budynków zaprojektowano lokale usługowe, odpowiadające stylowi życia singli (osiedlowe sklepy, fitness, gastronomie szybkiej obsługi). Mikroapartamenty od 14 do 31 mkw. oferuje także Dantex. Mieszkania dostępne na osiedlu Wolska2 w Warszawie będą w pełni wykończone i wyposażone m.in. w sprzęt RTV i AGD oraz meble. Warto dodać, że deweloper daje inwestorom możliwość zawarcia umowy z profesjonalnym operatorem, który zajmie się obsługą najmu, a także gwarantowaną stopę zwrotu z inwestycji 7 proc. rocznie przez 5 lat.

Pod kreską

Choć deweloperzy przekonują, że mikroapartamenty to świetny produkt dla studentów, w rzeczywistości mało który z nich mógłby sobie na nie pozwolić.

— Dużą grupę nabywców stanowią rodzice, którzy kupują pierwsze M dla dzieci rozpoczynających studia w stolicy oraz klienci kupujący tego typu nieruchomości na cele inwestycyjne z myślą o dobrej lokacie kapitału, zyskującej na wartości z biegiem lat — zauważa Marek Roefler, prezes spółki Dantex.

Problemy finansowe to powszechna bolączka polskich żaków. Wystarczy spojrzeć choćby na statystyki Krajowego Rejestru Długów (KRD), z których wynika, że studenci są winni szkołom wyższym 9,67 mln zł. Najczęściej zadłużają się uczniowie krakowskich uczelni — w KRD znajduje się 2168 dopisanych przez nie zobowiązań — każde na średnio 1,3 tys. zł. Najwięcej do oddania mają studenci z Lublina — średni dług przypadający na jednego żaka to aż 3490 zł.

— Z naszych badań wynika, że tylko 37 proc. płacących za studia ponosi te koszty samodzielnie, pracując. 15 proc. studentów decyduje się na zaciągnięcie kredytu lub pożyczki. Najczęściej jednak, bo w 48 proc. przypadków, naukę finansują im rodzice — wylicza Adam Łącki, prezes KRD.

Ogólnie sytuacja młodych ludzi w Polsce nie jest łatwa. Pisaliśmy już, że pokolenie Y w czołowych aglomeracjach na świecie ma najgorzej w Hongkongu, a następnie w… Warszawie. Młodzi mieszkańcy tych miast zwykle kończą miesiąc na minusie i często nie stać ich na własne mieszkanie — wynika z raportu „Global Cities” opracowanego przez firmę Knight Frank. Najlepiej żyje się natomiast młodym Niemcom, którzy miesięcznie są w stanie zaoszczędzić nawet 60 proc. pensji.