Milczenie Lewiatana

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2014-01-15 00:00

Organizacja zamyka kwestię OFE w informacyjnej izolatce. Boi się 3 mln zł kary za złamanie zakazu reklamy funduszy.

Wśród ośmiu kotwic-postulatów Konfederacji Lewiatan znalazła się też ta, mówiąca o rozwoju dialogu społecznego. Tymczasem od dziś jedna z najsilniejszych organizacji biznesowych w Polsce wybiera milczenie w sprawie otwartych funduszy emerytalnych (OFE). Od dziś do końca lipca obowiązuje bowiem zakaz reklamy OFE. A w ostatnich miesiącach Lewiatan w kwestii reformy systemu emerytalnego zabierał głos nader często. „Przepis jest na tyle rygorystyczny i niejasny, że musimy zamknąć serwis www.zostajezofe.pl oraz usunąć ze strony Lewiatana opublikowane wcześniej komentarze na temat OFE, a nasi eksperci nie będą wypowiadać się na tematy związane z OFE. Wstrzymujemy także emisję kampanii informacyjnej „Zostaję z OFE” — głosi oficjalne stanowisko konfederacji, wśród członków której znajdują się także firmy i organizacje powiązane z OFE.

BEZ KNEBLA: Zbigniew Niemczycki, prezes Polskiej Rady Biznesu,
 przestrzega przed autocenzurą. Twierdzi, że jest twarda granica
 między reklamą a opinią. [FOT. MW]
BEZ KNEBLA: Zbigniew Niemczycki, prezes Polskiej Rady Biznesu, przestrzega przed autocenzurą. Twierdzi, że jest twarda granica między reklamą a opinią. [FOT. MW]
None
None

Szerokość absurdu

— To prowokacja, przegięcie, element strategii i kampanii wokół OFE. Chodzi o to, żeby „Puls Biznesu” o tym napisał — uważa Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. Henryka Bochniarz, szefowa Lewiatana, przebywa w USA. W jej imieniu wypowiada się jednak Zbigniew Maciąg. Twierdzi, że o prowokacji nie ma mowy.

— Wstrzymujemy każde działania związane z zagadnieniem OFE. Sankcją za złamanie przepisów jest nawet 3 mln zł kary. Zleciliśmy analizy prawne i okazało się, że nie jest sprecyzowane, co jest informacją, co zakazanym komunikatem reklamowym. W związku z tym zakładamy, że obowiązuje nas szeroka interpretacja przepisów — tłumaczy Zbigniew Maciąg. Prewencyjna autocenzura Lewiatana budzi konsternację i zdziwienie w środowisku osób skupionych wokół organizacji biznesowych. Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club (BCC), stawia sprawę jasno:

— Żadnych ograniczeń, knebla komunikacyjnego w sprawie OFE nie ma. Bo dlaczego miałyby być? Potrzeba głębokich reform państwa, redukcji kosztów stałych, a nie przepisów zakazujących reklam OFE. Markowi Goliszewskiemu wtóruje kolega z BCC — Maciej Grelowski.

— Ta informacja z Lewiatana trąci absurdem. Zakaz reklamy nie oznacza zakazu wypowiedzi. Może chodzi jednak o ośmieszenie tego zakazu? — zastanawia się Maciej Grelowski.

To była reklama

Rozmówcy „PB” przyznają, że każdy ma gdzieś z tyłu głowy sankcje finansowe wynikające z zakazu reklamy OFE. Zbigniew Niemczycki, prezes Polskiej Rady Biznesu (PRB), uważa:

— Żadnej autocenzury nie wprowadzamy w naszej organizacji. Co innego reklama, co innego zajmowanie stanowiska w danej kwestii. Teraz czekamy na wyrok trybunału w sprawie OFE. A jak pan do mnie zadzwoni jutro w kwestii systemu emerytalnego, to ja panu komentarz dam. — I powie bez ogródek, że OFE lepsze niż ZUS?

— No tak to może nie. To może trącić reklamą, rozbuduję wypowiedź. Przedstawię gamę argumentów w kwestii OFE, tę z wcześniejszego stanowiska PRB — mówi Zbigniew Niemczycki.

Robert Gwiazdowski, dr hab. nauk prawnych, w pierwszej chwili też jest pewny swego: — Jako eksperci nie przekroczymy żadnej granicy, jesteśmy przecież za dobrowolnością OFE. To nie jest reklama funduszy… Kurcze, a może jest?

Możesz zainteresować się również: