Miliarder z Shopkinsów

aktualizacja: 23-03-2017, 02:51

Urodził się w niemieckim obozie dla uchodźców jako dziecko polskich Żydów. Teraz dołączył do listy najbogatszych ludzi świata

Fortunę Australijczykowi Manny’emu Stulowi, właścicielowi firmy Moose Toys, przyniosły Shopkinsy, bardzo popularne dziś wśród dzieci na całym świecie miniaturowe zabawki.

OD UCHODŹCY DO MILIARDERA:
Wyświetl galerię [1/2]

OD UCHODŹCY DO MILIARDERA:

Media lubią takie historie, jaką ma za sobą Manny Stul: dziecko polskich imigrantów, wychowane w etosie pracy i zasad moralnych, które do miliardów doszło pomysłowością i ciężką pracą.

Nazwa serii wzięła się od angielskiego słowa określającego sklep, bowiem stworki są po prostu miniaturkami rzeczy podstawowego użytku, które kupuje się w sklepach. Miliony dziewczynek na całym świecie ujęła jednak ich słodka mimika oraz niewielki rozmiar, dzięki któremu bez trudu można je nosić do szkoły i wymieniać się z koleżankami. W 2015 r. prześcignęły wysokością sprzedaży Barbie, kucyki My Little Pony czy klocki Lego.

Ojcem sukcesu jest właśnie Manny Stul, który podupadającą firmę zabawkarską przejął w 2000 r. W czasie jego rządów sprzedaż Moose Toys urosła już o 7200 proc., przynosząc mu majątek o wartości szacowanej przez magazyn „Forbes” na 1,4 mld USD. Sukces przyniósł mu nie tylko miejsce na najnowszej liście dolarowych miliarderów, ale również wyróżnienie Przedsiębiorcy Roku przyznawane przez E&Y.

Manny Stul to dziecko ocalałych z Holokaustu polskich Żydów, którzy uciekając przed rządami komunistów w Polsce, znaleźli schronienie w niemieckim obozie dla uchodźców. Tam właśnie przyszedł na świat przyszły miliarder. Gdy miał zaledwie 7 miesięcy, jego rodzicom udało się przedostać do Australii. W obozie dla uchodźców w Perth Manny Stul spędził 3 lata. Potem było ciasne mieszkanie i ubogie dzieciństwo u boku wymagających rodziców, niemówiących po angielsku.

Manny nie lubił się uczyć. Edukację zakończył w trakcie studiów na uniwersytecie, gdyż zamiast nauki wolał zarabiać pieniądze. Pracował, żeby jak najszybciej założyć własną firmę. Najpierw był kasjerem w banku, potem budowlańcem. Na start własnego biznesu uzbierał już w 1973 r., a inspiracją były dla niego napotkane w jednym ze sklepów Perth… skandynawskie sztućce.

Wtedy wpadł na pomysł, by importować ze Szwecji niewielkie artykuły użytku domowego. Odkrył bowiem, że w czasach recesji ludzie lubią kupować niedrogie, lecz przydatne w domu rzeczy, żeby poprawić sobie samopoczucie. Pomysł się sprawdził, co pozwoliło jego firmie Skansen rosnąć nieprzerwanie z roku na rok. Po 20 latach sprzedał ją z zyskiem za 15 mln AUD. Zamiast jednak udać się na emeryturę, uznał, że warto znaleźć sobie nowe zajęcie.

Wszystkie pieniądze zainwestował więc w kolejną firmę — niewielkiego importera zabawek Moose Toys, zajmującego się w tamtym czasie głównie sprowadzaniem do Australii m.in. kół hula-hoop. Nie obyło się bez problemów — niedługo po przejęciu spółka stała się bohaterką skandalu z obecnością szkodliwych substancji w jednej z zabawek.

Przed upadłością obroniła się dzięki z trudem wynegocjowanym ugodom z bankami i kontrahentami. Jego pomysł na zarządzanie spółką sprowadzał się do dwóch zasad, które powtarza, ilekroć ktoś pyta go o drogę do sukcesu: wysokie wymagania etyczne względem postępowania wobec pracowników i kontrahentów oraz agresywna ekspansja biznesowa.

— Zasada, której nauczyłem się na bardzo wczesnym etapie biznesu, to nigdy nie kłamać. Raz utracone zaufanie ciężko odzyskać — mówił w ubiegłym roku wywiadzie dla „The Australian Financial Review Magazine”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Druś

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Miliarder z Shopkinsów