Miliardy w rękach prezydenta

Bartosz Krzyżaniak
02-08-2005, 00:00

Po sukcesie na Wiejskiej związkowcy z OPZZ próbują przekonać prezydenta, by poparł ustawy o minimalnej płacy i górniczych emeryturach.

Związkowcy zrzeszeni w Ogólnopolskim Porozumieniu Związków Zawodowych (OPZZ) zaapelowali do prezydenta, by podpisał uchwalone niedawno ustawy o płacy minimalnej i o wcześniejszych emeryturach.

Dwa punkty widzenia

Pierwsza zakłada coroczną waloryzację najniższego wynagrodzenia o inflację powiększoną o 2/3 prognozowanej dynamiki wzrostu gospodarczego (aż do osiągnięcia przeciętnej płacy krajowej). W praktyce oznacza to podwyżkę płacy netto o blisko 30 zł miesięcznie (dziś minimalne wynagrodzenie to 617 zł netto). Zdaniem Jana Guza, przewodniczącego OPZZ, takie rozwiązanie nie zwiększy kosztów pracy, a pomoże gospodarce.

— Z naszych rozmów z przedsiębiorcami wynika, że im nie zaszkodzi — przekonuje szef OPZZ.

— To kompletna bzdura — odpowiada Małgorzata Krzysztoszek, dyrektor departamentu eksperckiego Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan (PKPP).

Według pracodawców wyższe płace minimalne spowodują wzrost kosztów, a tym samym zmniejszenie rentowności firm, w konsekwencji zaś nawet redukcję zatrudnienia.

OPZZ chce też, by prezydent podpisał ustawę o emeryturach górniczych (bezterminowo przedłuża górnikom prawo do przejścia na emeryturę po 25 latach pracy, niezależnie od wieku), a także ustawę o rentach i emeryturach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Zgodnie z nią, z 2006 r. na 2007 r. przesunięto termin obowiązywania dzisiejszych uprawnień do przechodzenia na wcześniejsze emerytury dla pracujących w szczególnie uciążliwych warunkach.

Euro później

Zdaniem Ryszarda Łepika, wiceprzewodniczącego OPZZ, uchwalone na ostatnim posiedzeniu Sejmu ustawy dotyczące wcześniejszych emerytur nie zwiększą obciążeń budżetowych.

— Nie będą to żadne nowe koszta — zapewnia Ryszard Łepik.

Zupełnie innego zdania jest rząd. Według obliczeń resortu polityki społecznej wprowadzenie w życie nowych przepisów kosztowałoby państwo wiele miliardów rocznie — i to przez co najmniej kilkanaście lat.

Nie wiadomo też, czy uchwalone przepisy nie łamią konstytucyjnej zasady stabilności prawa i zaufania obywateli do prawa (art. 2 Konstytucji RP), a także zasady równości wobec prawa (art. 32). Takiego zdania jest rząd oraz Biuro Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu.

Prezydent na podpisanie ustawy ma 21 dni od czasu jej przedstawienia. Wcześniej może wystąpić do Trybunału Konstytucyjnego, by sprawdził, czy jest ona zgodna z konstytucją. Może też zwrócić ją Sejmowi do ponownego rozpatrzenia. Do odrzucenia prezydenckiego weta potrzebne jest 3/5 głosów przy co najmniej 50-proc. frekwencji. Sęk w tym, że ostatnie posiedzenie Sejmu już się odbyło.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Miliardy w rękach prezydenta