Banki obawiają się nowych regulacji dotyczących ograniczenia kredytów hipotecznych denominowanych. Może je to zbyt wiele kosztować.
Jutro odbędzie się spotkanie Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości przy Związku Banków Polskich (ZBP). Zajmie się on przedstawioną przez Generalnego Inspektora Nadzoru Bankowego (GINB) propozycją ograniczenia dostępności kredytów denominowanych, czyli udzielanych w walutach innych niż złoty.
Liczenie kosztów
Banki od kilkunastu dni prowadzą analizę tego dokumentu. Wnioski nie są optymistyczne.
— Jeśli dokument przeszedłby w kształcie proponowanym przez Generalnego Inspektora Nadzoru Bankowego, niedobory kapitałowe polskiego systemu bankowego mogą wynieść w najgorszym wypadku ponad 17 mld zł (około 35 proc. obecnych funduszy własnych sektora — przyp. red.) — mówi przedstawiciel zarządu jednego z dużych banków.
Propozycja GINB nakłada na banki obowiązek 100-procentowego zabezpieczenia w funduszach kredytów hipotecznych denominowanch, których wartość przekracza 70 proc. wartości finansowanej nieruchomości, lub gdy finansowana nieruchomość nie została wyceniona przez niezależnego rzeczoznawcę. Według bankowców, regulacje te mają dotyczyć nie tylko nowych kredytów, ale także całego portfela denominowanego w walutach. Z danych ZBP wynika, że wartość zadłużenia z tytułu kredytów hipotecznych przekracza 52 mld zł.
— Dwie trzecie z tego stanowią kredyty denominowane — mówi Michał Wydra, sekretarz Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości.
W grę wchodzi więc niemal 35 mld zł, choć Michał Wydra nie chce mówić o twardych liczbach. Zdaniem bankowców, nawet połowę mogą stanowić kredyty, które będą musiały mieć 100-procentowe zabezpieczenie.
— Ze względu na to, że polskie banki tylko w ubiegłym roku udzieliły kredytów hipotecznych na ponad 22 mld zł, w przypadku wejścia takich regulacji ich niedobory kapitałowe mogą sięgnąć około 8 mld zł. Jeśli stworzą zabezpieczenia, to najbardziej aktywnym graczom współczynnik wypłacalności spadnie poniżej wymaganego poziomu 8 proc., np. Bankowi BPH czy Mi- llennium — tłumaczy Andrzej Powierża, analityk BDM PKO BP.
Równocześnie podkreśla, że nie jest do końca jasne, czy banki będą musiały robić zabezpieczenie na kapitale, czy też dopuszczalny będzie inny sposób.
— Nowe wymogi, jakie regulator postawi bankom, nie muszą uderzyć w klientów, którzy już są zadłużeni w dewizach. Jeśli mają podpisaną umowę na stałą marżę, nic się nie zmieni — ocenia Michał Wydra.
Temat rozmów
Nowe regulacje uderzą w graczy najbardziej aktywnych na rynku hipotecznym, a więc tych, którzy mają ponad 60-procentowy, a niekiedy ponad 90-procentowy udział kredytów hipotecznych denominowanych przede wszystkim do franka szwajcarskiego. W tej grupie są: PKO BP, Bank BPH, Bank Millennium, GE Money Bank, ale też mniejsi — DomBank, Bank Ochrony Środowiska czy Fortis Bank.
— Uważamy, że projekt regulacji przedstawiony przez nadzór jest zbyt restrykcyjny zarówno pod względem wysokości dodatkowych wymogów kapitałowych, jak i terminu wprowadzenia w życie. Sądzimy natomiast, że może on być dobrą podstawą do dyskusji nad rozwiązaniami, które mogłyby stanowić docelowy model — realizujący cele stawiane przez nadzór i akceptowany przez banki, ich akcjonariuszy i kredytobiorców — mówi Aleksandra Kwiatkowska, rzecznik GE Money Bank.
Dlatego bank nie robi analiz kapitałów, jakich by potrzebował w przypadku zaakceptowania projektu. Traktuje to jako propozycję, która będzie dyskutowana. Także jego konkurenci są zdania, że w obecnym kształcie projekt nie powinien wejść w życie.