Senat przyjął projekt tegorocznego budżetu. Najskuteczniejszym w tej odsłonie targów budżetowych okazał się wicepremier Roman Giertych, któremu udało się wytargować od senatorów pół miliarda złotych na podwyżki dla nauczycieli. Udało mu się, tylko dlatego że miał w ręku mocne argumenty — głosy swojego klubu za kandydaturą Sławomira Skrzypka na prezesa NBP. Pozostali gracze nie mogli pochwalić się już takimi osiągnięciami — 200 mln zł na wyższe uczelnie czy 40 mln zł na Świątynię Opatrzności Bożej to nie są takie imponujące osiągnięcia.
Finisz senackich prac nad budżetem skłania do kilku refleksji. Po pierwsze, trudno dopatrzeć się w poprawkach głębszej myśli. Mają one tylko zjednać pomysłodawcom daną część elektoratu. By wrócić do przykładu podwyżek dla nauczycieli — to dobrze, że będą oni zarabiać więcej, ale ani minister Giertych, ani posłowie nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób poprawić byt tej grupy zawodowej na dłuższą metę. W tym roku pieniądze na podwyżki się znalazły, bo Senat uznał, że do budżetu trafiły zyski z NBP. W przyszłym trzeba będzie poszukać gdzie indziej.
Po drugie, budżetowe przesunięcia dotyczą najczęściej spraw drugorzędnych — przy całym szacunku dla Świątyni Opatrzności Bożej czy Instytutu Pamięci Narodowej nie są to dla państwa strategiczne zamierzenia. O ile więc pieniądze na IPN można usprawiedliwić potrzebą zapewnienia sprawnego działania tej instytucji po zmianie ustawy lustracyjnej (chociaż też wypadałoby zapytać o wyliczenia), o tyle w przypadku świątyni Senat niebezpiecznie zbliżył się do granicy, za którą zaczyna się rozrzutność publicznych pieniędzy.
Po trzecie wreszcie, każda z poselskich i senatorskich poprawek z osobna nie czyni budżetowi wielkiej szkody. W sumie oddalają nas one od tego, o co politykom powinno chodzić, a co niektórzy nawet obiecywali — poprawienia konkurencyjności polskiej gospodarki, obniżki podatków, kosztów pracy. To przy mnożeniu wydatków na jak najbardziej słuszne i społecznie użyteczne cele będzie niemożliwe. I podobnie jak w poprzednich i zapewne następnych latach, mamy znośny budżet, który zapewni znośne funkcjonowanie państwa. Aż do czasu, gdy budżet będzie musiał być nieznośny.