Mineralny rozłam w wodzie

Producenci wody będą równi i równiejsi. Od źródlanej i zawierającej mało minerałów będą płacić nowe wysokie stawki, od wysokozmineralizowanej – nie

Woda idzie jak woda — to słowa powtarzane przez ostatnie lata przez producentów wód butelkowanych, którzy rośli co roku o dobre kilka procent. Dla branży spożywczej, borykającej się ze stagnacją w prawie wszystkich dużych kategoriach, to niecodzienny wynik.

Dobrą passę zakłócili twórcy prawa wodnego — od kilku tygodni producenci napojów, w tym wody, lamentują nad nowymi stawkami opłat za pobór wód do produkcji. Obniżkę wywalczyli już rolnicy i przetwórcy spożywcy. Dla producentów napojów utrzymało się jednak 8,20 za m sześc., co oznacza minimum 80-krotny wzrost kosztów zużycia wody. Jak się okazuje, nie dotyczy to jednak wszystkich wód dostępnych na rynku.

Koncesja a pozwolenie

— Wody pobierane przez firmy, które uzyskały koncesję na ich wydobycie, podlegają opłatom koncesyjnym zgodnie z prawem geologicznym [koncesje są wydawane na podstawie prawa geologicznego, a pozwolenia wodnoprawne na podstawie prawa wodnego — red.]. Nie podlegają więc opłatom za pobór wody — mówi Paweł Mucha, rzecznik Ministerstwa Środowiska.

Co to oznacza w praktyce? Że inaczej traktowane będą wody mineralne, które mają właściwości lecznicze, niż te o mniejszym stopniu mineralizacji oraz źródlane.

— Prosty podział to: mineralne mają koncesję, a źródlane pozwolenie, ale jest tu sporo niuansów. Są wody, które mają na etykiecie słowo „mineralna”, ale stopień ich mineralizacji jest na tyle niski, że nie muszą być koncesjonowane. Wśród mineralnych z koncesją są jednak nie tylko niszowe wody o specyficznym smaku, ale też znane i powszechnie dostępne na rynku marki — tłumaczy jeden z branżowych menedżerów. Ze względu na kontrowersje wokół tematu nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem.

— Korzystamy z pozwolenia wodnoprawnego i spora część rozlewni wód mineralnych podobnie. Koncesje dotyczą zazwyczaj wód wysokozmineralizowanych, pozyskiwanych w obszarach górniczych — mówi Paweł Witaszek, wiceprezes Nałęczowa-Zdroju, do którego należy Cisowianka.

— Producenci wód mineralnych koncesjonowanych też poniosą znacznie wyższe koszty. Nie myjemy przecież maszyn wodą mineralną, a to takie czynności odpowiadająza dużą część zużycia wody w produkcji — zaznacza inny zarządzający. Oficjalnie sprawy nie komentuje, bo — jak mówi — lepiej się nie wychylać i nie ściągać na segment uwagi fiskusa.

Niebezpieczne oszczędności

Rozgoryczenia nierównym traktowaniem branży nie kryje Marek Jutkiewicz, współtwórca Hoopa, a od kilku lat właściciel Bewy, producenta wód i napojów głównie pod markami własnymi sieci. Jak nietrudno się domyślić, ma tylko pozwolenie.

— Przez ostatnie 5 lat zainwestowałem ponad 120 mln zł w firmę, nie biorąc w tym czasie dywidendy. Zatrudniam 300 osób. Nie jestem w stanie udźwignąć tych opłat. Za ubiegły rok zapłaciłbym 15 mln zł przy obrotach na poziomie 170 mln zł. Nie stworzę kolejnych miejsc pracy, nie dam podwyżki pracownikom, nie wiadomo, czy będę zarabiać — twierdzi Marek Jutkiewicz.

— W naszym przypadku stawki oznaczają co najmniej 100-krotny wzrost opłat i skok w skali roku z około 50 tys. zł na ponad 5 mln zł. To są ogromne koszty, których producent nie jest w stanie wziąć na siebie — dodaje Paweł Witaszek.

Marek Jutkiewicz szacuje, że w cenach detalicznych na półkach z wodami ekonomicznymi nowe stawki będą oznaczać podwyżkę rzędu 6-7 groszy za 1,5-litrową butelkę.

— Kontrakty z sieciami wygrywa się różnicą 1 grosza, więc taka zmiana będzie oznaczać, że krajowi producenci wypadną z rynku, a wody zaczną być importowane — dodaje właściciel Bewy. — Inny potencjalny efekt to zbliżenie się cenowe wód tańszych do wysokozmineralizowanych. Konsumenci mogą wówczas wybrać te drugie, co dodatkowo uderzy w część branży — dodaje kolejny producent wody. Resort środowiska przekonywał, że wzrost ceny napoju spowodowany ustawą będzie znacznie mniejszy, wyniesie niecały 1 grosz na litr, i z tego powodu przedsiębiorcy nie powinni stracić klientów.

— Do wyprodukowania 1 litra wody potrzebne są co najmniej 3 litry. Przecież musimy regularnie myć maszyny, butelki i utrzymywać czystość procesu rozlewu. Na tym nie można oszczędzać. Chodzi o bezpieczeństwo produktu — a wszędzie tam, gdzie stoi woda, pojawia się ryzyko mikrobiologiczne. Bardzo łatwo wyobrazić sobie sytuację, gdy producent pod ciężarem nowych opłat zaczyna robić takie niebezpieczne oszczędności — przekonuje Marek Jutkiewicz. I zwraca uwagę na dyskryminację.

— Nie rozumiem, dlaczego mam płacić np. za wodę do mycia butelek PET czy szklanych więcej niż branża chemii gospodarczej czy producenci octu, którzy również ich używają. Jako przedstawiciel branży napojowej jestem dyskryminowany wobec innych branż — twierdzi właściciel Bewy. Na wodę butelkowaną wydajemy około 3 mld zł rocznie, jak podaje Euromonitor, z czego około 60 proc. przypada na wodę mineralną o różnym stopniu mineralizacji, a reszta na tańszą źródlaną.

Na rynku od lat prym wiodą Cisowianka, Żywiec-Zdrój, Kropla Beskidu i Nałęczowianka. Ze względu na wagę i cenę jednostkową to towar, który słabo nadaje się do eksportowania na odległe rynki. Wyjątkiem są marki wód premium dostępne głównie w restauracjach i hotelach. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy