Minister łata dziury w zielonych przepisach

Nowelizacja ustawy o OZE zmusi niektórych prosumentów do wyjęcia kalkulatorów.

Sposób tworzenia polskiego prawa nigdy nie uchodził za wzorcowy, ale powstawanie ustawy o odnawialnych źródłach energii to przykład skrajnego od wzorców odchylenia. W miniony czwartek, czyli ledwie 10 dni po wejściu w życie ustawy o OZE, Ministerstwo Gospodarki opublikowało projekt jej nowelizacji.

— To dobre poprawki, i dla rynku, i dla uczestników. Ograniczają obszar regulacyjnej niepewności — mówił Jerzy Pietrewicz, wiceminister gospodarki.

Oględnie wyraził to, co wcześniej jego resort nazywał bardziej dosadnie: że zapisy dotyczące prosumentów mają takie luki, że są niewykonalne.

Licz, obywatelu

Niewykonalność zapisów o producentach wynikała z tego, że wprowadzono je w ostatniej chwili, na etapie ostatnich głosowań parlamentarnych, głosami PSL. Koalicjant głosował zresztą w tej sprawie wbrew rządowi. Ta nagłość zaowocowała m.in. brakiem podstawowych definicji w ustawie. Teraz nowelizacja ma te dziury załatać, a jednocześnie poprawić inne niedociągnięcia. Najważniejsze zmiany dotyczą stawek, które — na zasadzie taryfy gwarantowanej — prosumenci będą dostawać za energię wyprodukowaną i oddaną do systemu.

Wcześniej ustalono je sztywno. Przykładowo: dla paneli słonecznych o mocy do 3kW było to 75 gr za kWh, a dla tych o mocy do 10 kW — 65 gr za kWh. Teraz są to widełki, a 75 gr i 65 gr to ich górna granica. Kto chce dostawać takie stawki, będzie musiał uładnić ten wniosek kosztami, obliczając według dosyć skomplikowanego wzoru. — To poziom matury — bagatelizował tę trudność Janusz Pilitowski, dyrektor departamentu energii odnawialnej w Ministerstwie Gospodarki.

Kto nie chce przesadnych formalności, może się zgłosić po stawki niższe. Wtedy wystarczaoświadczenie m.in. o tym, że prosument nie korzystał ze wsparcia na etapie inwestycji. Takie oświadczenie to zresztą kolejna ważna zmiana. Choćby dla Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który w ramach programu Prosument intensywnie wspiera budowę instalacji.

— Rozmawiamy z NFOŚiGW o tym, by jego program ograniczył wsparcie tylko do instalacji o mocy powyżej 10 kW — mówi Jerzy Pietrewicz. Przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki chętnie sięgają po przykłady z fotowoltaiki, bo to ta technologia — ich zdaniem — będzie się w sektorze prosumenckim najszybciej rozwijać.

— Ze względu na krótki okres realizacji tych inwestycji — uważa Janusz Pilitowski.

Ukłon dla wiatraków

Nowelizacja jest też okazją do spełnienia postulatów inwestorów rozwijających duże instalacje OZE. Mieli problem, bo nowe przepisy wprowadzały potężną lukę w systemie wsparcia. Przykładowo: kto zdąży z zakończeniem budowy elektrowni wiatrowej do 31 grudnia 2015 r., ten załapie się na „stary” system wsparcia, czyli na zielone certyfikaty.

Komu harmonogram się obsunie, choćby o jeden dzień, będzie musiał czekać na wprowadzane ustawą specjalne aukcje. Problem w tym, jak przyznaje samo ministerstwo,że zakończenie formalności związanych z pierwszą aukcją może zająć wiele miesięcy. A wiatrak musiałby stać i czekać, bo aukcja da wsparcie tylko źródłom nowym.

— To by oznaczało, że ustawa leży w poprzek interesom biznesu. Dlatego chcemy pozwolić instalacjom, które ruszą z początkiem 2016 r., od razu sprzedawać prąd na giełdzie, a następnie przystąpić do aukcji i walczyć o wsparcie, jako nowa instalacja — tłumaczy Janusz Pilitowski. Co na to biznes? Sektor wiatrowy sygnalizuje, że to dobra zmiana. Ale musi się jeszcze wczytać w przepisy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu