Minister to nie Don Kichot

opublikowano: 08-05-2012, 00:00

DEPENALIZACJA

Zapowiedziana przez premiera Donalda Tuska w exposé deregulacja prawa to absolutny priorytet dla Jarosława Gowina, ministra sprawiedliwości. Stało się to dla szefa tego resortu wręcz najwyższym nakazem, z którego realizacji uczynił credo swojej kadencji. I bardzo dobrze.

Organizacje przedsiębiorców od wielu lat oczekują zmniejszenia liczby zbędnych i złych regulacji, podcinających skrzydła prowadzącym działalność gospodarczą. Od początku pracy na ministerialnym stanowisku Jarosław Gowin zdawał sobie sprawę, że projekty deregulacji, zarówno dostępu do zawodów, jak i przepisów karnych w obrocie gospodarczym, wywołają silny opór rozmaitych środowisk.

Nie przestraszył się jednak i z impetem wyruszył na deregulacyjną krucjatę. Za tę odwagę i determinację w chęci usuwania barier oraz patologii niewątpliwie należą się mu słowa uznania.

Problem w tym, że przeszarżował. O ile ułatwianie dostępu do zawodów, wbrew korporacjom broniącym interesów swoich członków, może zasługiwać na poparcie, o tyle przesadna liberalizacja prawa karnego gospodarczego mogłaby przynieść rynkowi i gospodarce znacznie więcej szkód niż pożytku. W tym przypadku minister niefortunnie dobrał metody do realizacji szczytnych celów.

Depenalizacja to nic innego jak znoszenie karalności czynów uznawanych za przestępstwa. Nie przekonuje tłumaczenie resortu, że skoro sądy wydają niewiele wyroków skazujących, to można uznać, że przestępstwa gospodarcze nie są popełniane i nie będą także po zniesieniu kar za nie grożących.

To naiwne i niedopuszczalne twierdzenie.

To tak, jakby uzasadniać zniesienie w Polsce surowych kar za ataki terrorystyczne karkołomnym wytłumaczeniem, że takich ataków w naszym kraju dotąd nie było. Po co wywoływać wilka z lasu. Fatalny w skutkach byłby sygnał płynący do społeczeństwa, że nie będzie kar np. za sprzedawanie tajemnic bankowych czy skarbowych albo oszukiwanie konsumentów co do składu i jakości sprzedawanych im produktów.

Skutki tej radosnej twórczości legislacyjnej mogłyby być opłakane i przynoszące niepowetowane straty przedsiębiorcom oraz obywatelom.

Dobrze się stało, że projekt depenalizacji został zasypany lawiną krytyki. Z gmachu przy Alejach Ujazdowskich w Warszawie słyszymy jednak głosy, że ministerstwo nie będzie upierać się przy błędnych propozycjach i wysłucha konstruktywnej krytyki ekspertów rządowych oraz rynkowych. Sygnały zdrowego rozsądku napawają optymizmem i pozwalają oczekiwać na wycofanie niebezpiecznych pomysłów.

Autorytet ministra sprawiedliwości na tym nie ucierpi. Natomiast ległby on w gruzach, gdyby nie zważając na ostrzeżenia fachowców, niczym błędny rycerz z La Manchy, walczył z wydumanymi potworami pożerającymi przedsiębiorców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JAROSŁAW KRÓLAK

Polecane