Senator Tomasz Misiak oświadczył w poniedziałek, że choć - w sensie prawnym i
moralnym - nie ma "żadnej jego przewiny" w związku z pracami nad specustawą
stoczniową, oddaje się do dyspozycji władz partii i klubu Platformy
Obywatelskiej. Od kilku dni media i politycy debatują nad sprawą senatora i jego
firmy Work Service. Misiak - jako szef senackiej komisji gospodarki narodowej -
pracował nad tzw. specustawą stoczniową, a następnie - jak napisała "Gazeta
Wyborcza" - firma Work Service, której senator jest współwłaścicielem, bez
przetargu dostała zlecenie na pośrednictwo pracy i szkolenia dla zwalnianych
stoczniowców ze Stoczni Szczecińskiej.
Na poniedziałkowej konferencji Misiak
podkreślał, że nie miał wpływu na kształt przyjętej ustawy. Wyjaśniał, że jego
poprawki dotyczyły tylko prawa Unii Europejskiej i nie zostały przyjęte. Dodał,
że nie miał też wpływu na to, że to jego firma uzyskała kontrakt. Misiak
poinformował, że nie rozmawiał o całej sprawie z premierem Donaldem Tuskiem, ale
w pełni oddaje się do dyspozycji władz PO i klubu. Zapowiedział, że na razie
wyłącza się z prac firmy Work Service, a następnie będzie chciał się pozbyć jej
udziałów. To sugerowała mu Julia Pitera, minister ds. walki z korupcją.
- Byłoby dobrze, gdyby pan senator tę sprawę definitywnie rozwiązał. (...) Powinien zbyć udziały w spółce i wszyscy posłowie, którzy są w takiej sytuacji, powinni to zrobić. Niestety takich przypadków w Sejmie nadal jest bardzo dużo" - powiedziała Pitera w Radiu ZET
Co ciekawe, jeszcze w styczniu senator Misiak miał pożyczyć firmie 500 tys. zł.
— Bycie akcjonariuszem zobowiązuje. Nasze finansowe wsparcie jest dowodem zaangażowania w sprawy firmy — mówił „PB” Tomasz Misiak.
DI, PAP