Mistrz pozorowanych działań

Agnieszka Berger
opublikowano: 29-01-2007, 00:00

Za co bierze pensję minister skarbu? Nie za prywatyzację i nie za szybkie decyzje. I dlatego ma dobre notowania u premiera.

Jak zapowiada premier Jarosław Kaczyński, w tym tygodniu nastąpią zmiany w rządzie po kończącym się przeglądzie pracy ministerstw. Nic nie wskazuje na to, by pozycja ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego była zagrożona. Co więcej, z jego działalności politycy PiS wydają się bardzo zadowoleni: skończyła się „złodziejska prywatyzacja” i parlamentarne awantury o decyzje Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP). Pytanie, czy to zasługa ministra, który działa sprawniej i lepiej od poprzedników, czy raczej efekt licznych zaniechań — głównie w sferze prywatyzacji? Ten się przecież nie myli, kto nic nie robi. Ale w takim razie, za co minister skarbu inkasuje niemałą wszak pensję?

 

Koordynuje i inspiruje...

— Ministra Jasińskiego można porównać do prezesa koncernu. Jako menedżer zarządza pracą pięciu wiceministrów, którym podlegają spółki. Koordynuje, określa zadania, egzekwuje, inspiruje, zgłasza uwagi, akceptuje. Sprawuje również nadzór nad pracą zarządów ponad tysiąca największych przedsiębiorstw w kraju — przekonuje Paweł Kozyra, rzecznik MSP.

Wśród największych sukcesów ministerstwa z okresu prawie rocznej pracy Wojciecha Jasińskiego jego rzecznik wymienia m.in. porządkowanie struktury własnościowej aktywów skarbu państwa, w ramach czego w ubiegłym roku przeprowadzono 60 transakcji prywatyzacyjnych, głównie dotyczących tzw. resztówek. Wartość ponad połowy z nich nie przekracza 1 mln zł, a na liście znajdują się i takie, gdzie zbywano po jednej akcji wartej kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych.

Inne sukcesy MSP — według Pawła Kozyry — to przygotowanie nowej strategii nadzoru właścicielskiego, realizacja programu konsolidacji branży energetycznej oraz plany giełdowej prywatyzacji małych i średnich spółek skarbu państwa.

 

...nie śpieszy się...

Tymczasem ze zdobytych przez „PB” informacji wynika, że projekt reformy nadzoru, przygotowany przez wiceministra Michała Krupińskiego, przeleżał w szufladzie kilka miesięcy, czekając na zielone światło kierownictwa. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że ministerialne kolegium przyjęło go dopiero w ostatni piątek, a ustawa o nadzorze ma szansę trafić do uzgodnień międzyresortowych w tym tygodniu. Projekt okrojono o jedno z najważniejszych założeń — odejście od ustawy kominowej w strategicznych firmach (ograniczającej wynagrodzenia menedżerów państwowych spółek). To oznacza, że MSP chce reformować nadzór, ale rezygnuje z zatrudniania w swoich spółkach najlepszych i najwyżej opłacanych menedżerów.

Konsolidacja energetyki, opóźniona w stosunku do przyjętego przez rząd harmonogramu, ma w najbliższym czasie nabrać rumieńców. Według naszych informacji, do 5 lutego powinien być gotowy projekt ustawy o przydziale i konwersji akcji pracowniczych w łączonych spółkach. Za ten projekt w ministerstwie także odpowiada Michał Krupiński.

Z kolei giełdowa prywatyzacja państwowej drobnicy to na razie tylko plan. Jego autorem również nie jest szef resortu, ale inny z wiceministrów — Ireneusz Dąbrowski. Choć plan wydaje się dobry, sejmowa opozycja nie wierzy w jego realizację.

— To tylko chwyt medialny, próba zatarcia złego wrażenia po ubiegłorocznej prywatyzacyjnej stagnacji. Założenie PiS jest takie, by prywatyzacji nie realizować. Minister skarbu powinien przedstawić długofalową strategię i wizję docelowej struktury własnościowej w państwie, ale panicznie boi się podejmowania decyzji. W rezultacie w MSP nic się nie dzieje — krytykuje Aleksander Grad z PO, przewodniczący sejmowej komisji skarbu.

Szefa MSP broni Marek Suski z PiS, członek tej samej komisji.

— Ministrowi płacimy nie za prywatyzację, ale za dbałość o majątek skarbu państwa. Wiem, że niektórym — tym, którzy chcieliby wyprzedać wszystko szybko i tanio — to się nie podoba. Ale minister musi decydować o prywatyzacji, uwzględniając zasób strategiczny, a także to, co stanie się ze spółką w przyszłości. Można zauważyć taką prawidłowość: im większe przychody z prywatyzacji, tym intensywniejsze zainteresowanie prokuratury — mówi poseł PiS.

 

...i wyciska dywidendę

Zdaniem Marka Suskiego, sukcesem obecnego ministra jest wybór spółek, które mają być sprywatyzowane, a które nie, i nowa polityka dywidendowa. I jedno, i drugie przyczyniło się, w jego opinii, do korzystnej zmiany struktury dochodów skarbu państwa. Ekonomiści krytykują jednak politykę windowania dywidendy, bo obawiają się, że spółki zapłacą potem za ograniczenie im możliwości inwestycyjnych. Nie przekonują ich zapewnienia resortu, że zostawia w firmach pieniądze na zaplanowane inwestycje.

OKIEM EKSPERTA

Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan

 

I tu za mało, i tu niedobrze

W przypadku prywatyzacji, której nie oceniam wyłącznie przez pryzmat wpływów do budżetu, można odnieść wrażenie, że minister Jasiński, podobnie jak pan Jacek Socha, jest zwolennikiem ścieżki giełdowej, bo uważa ją za bardziej uczciwą. Nie widać jednak tego efektów na rynku kapitałowym. Prywatyzacyjnej stagnacji nie można przypisywać wyłącznie niechęci Sejmu i premiera. Minister skarbu nie jest tylko pionkiem na szachownicy. Nie rozumiem, dlaczego nie jest kontynuowana prywatyzacja PKO BP, dlaczego państwo wciąż zachowuje tak znaczące udziały w KGHM czy Orlenie. Można odnieść wrażenie, że minister uważa, iż lepiej nie prywatyzować, niż narazić się na ryzyko negatywnej oceny.

W sferze nadzoru właścicielskiego nadal nie mogę doczekać się odpartyjnienia spółek skarbu. Nie chciałbym, aby zapowiadana reforma tej dziedziny skończyła się tak, jak zamiana regulacji o Służbie Cywilnej na ustawę o zasobie kadrowym. Nie można by jej wówczas ocenić pozytywnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane