Mistrz zarabia najwięcej

Kondycja finansowa polskich klubów piłkarskich się poprawia, ale do zachodnich im daleko.

Jak wielka jest przepaść między ligą polską a angielską? Pod względem sportowym, jak jest, każdy widzi, pod względem finansowym natomiast... jesteśmy prawie 33 razy gorsi. Z najnowszego raportu Deloitte’a „Piłkarska Liga Finansowa” wynika, że kluby polskiej Ekstraklasy wykazały w ubiegłym roku 380 mln zł przychodów, czyli o 8 proc. więcej niż rok wcześniej, podczas gdy przychody drużyn Premier League to 2,95 mld EUR (ok. 12,2 mld zł). Zestawienie to obejmuje jedynie przychody z działalności sportowej (bilety, koszulki, transmisje telewizyjne itp.) bez kwot uzyskiwanych z transferów piłkarzy.

Niekwestionowanym mistrzem Polski — tak na boisku, jak i w księgowości — jest Legia Warszawa, która w 2013 r. miała 95 mln zł przychodów, o 45,6 mln zł więcej od drugiego w zestawieniu Lecha Poznań. Stołecznej drużynie w ciągu ostatniego roku udało się m.in. potroić przychody z transmisji spotkań, które w 2013 r. sięgały już 30 mln zł (wobec 10,5 mln zł rok wcześniej). Legii wzrosły również — jak większości klubów Ekstraklasy — przychody z dni meczowych, co jest zasługą m.in. reformy ligi (w ubiegłym roku rozegrano o 8 spotkań więcej niż rok wcześniej). Dominacja stołecznego klubu nad resztą ligowej stawki w kolejnych sezonach może jeszcze wzrosnąć.

— Gdyby Legii udało się przejść do fazy grupowej Ligi mogłaby stać się pierwszym polskim zespołem o przychodach przekraczających 100 mln zł rocznie i na długo zdystansowałaby krajowych rywali.

Dla porównania — najsłabsza w ubiegłorocznej Lidze Mistrzów drużyna Dynama Zagrzeb za udział w fazie grupowej zainkasowała od UEFA 10,5 mln EUR, co w przypadku Legii stanowiłoby 46 proc. przychodów — mówi Marcin Diakowowicz, partner w dziale audytu Deloitte’a. W głębokim dołku — sportowym i finansowym — jest natomiast Wisła Kraków.

Była w ubiegłym roku liderem pod względem spadku przychodów (skurczyły się o ponad 15 mln zł) i wypadała wyraźnie najgorzej pod względem stosunku wpływów do klubowej kasy do wydatków na pensje piłkarzy. Do kieszeni jej graczy trafiło aż... 147 proc. przychodów, podczas gdy za optymalny uznaje się poziom 60 proc.

Podobnie rozrzutne były Ruch Chorzów i Korona Kielce (ok. 130 proc. przychodów poszło na pensje), rozwagą i oszczędnością wykazały się natomiast Piast Gliwice i Lechia Gdańsk, które na piłkarzy wydawały nieco ponad 50 proc. wpływów. Piast był też najlepszy w zestawieniu wydatków potrzebnych na zdobycie jednego punktu w tabeli — kosztowało go to w wynagrodzeniach zawodników ok. 200 tys. zł, podczas gdy rozrzutne, ale słabe piłkarsko (w tym sezonie będzie grać w pierwszej lidze) Zagłębie Lubin wydawało na to 1,6 mln zł. Legia na zdobycie jednego punktu potrzebowała przeciętnie 1,2 mln zł. W polskiej lidze na pensje idzie średnio 78 proc. przychodów. To najgorszy wynik wśród krajów analizowanych przez Deloitte’a. W Anglii i Włoszech to 71 proc. przychodów, a w Niemczech — 51 proc. [MZAT]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Mistrz zarabia najwięcej