Paliwo do poziomu 7 zł w Polsce nigdy nie dobiło – nie przekroczyło do tej pory nawet progu bólu na poziomie 6 zł, ale ujawnione przez „Wprost” fragmenty rozmów Jacka Krawca, prezesa PKN Orlen, z Włodzimierzem Karpińskim, ministrem skarbu, mogą sugerować, że największe polskie przedsiębiorstwo stosowało przed wyborami co najmniej „niestandardowe” praktyki, by nie psuć nastrojów wyborców wysokimi cenami. Czy tak rzeczywiście było?




Gdy ceny paliw na polskich stacjach w 2011 r. szły w górę, sprawą mocno interesowali się posłowie opozycji – wtedy jednak Orlenu nie podejrzewano o zaniżanie cen, ale o coś wręcz przeciwnego. Interpelację „w sprawie zawyżania cen paliw ciekłych przez koncern PKN Orlen" napisał m.in. znany później z innej działalności Piotr Szeliga (niegdyś w Solidarnej Polsce, obecnie niezależny).
Rząd odpowiadał wtedy, że ceny paliw tylko w minimalnym stopniu zależą od koncernu – kształtuje je bowiem przede wszystkim cena surowca na rynkach światowych i kurs dolara, a także obciążenia podatkowe. Według Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), zrzeszającej m.in. takie firmy jak Orlen, Lotos, BP, Łukoil, Shell i Statoil, w cenie oleju napędowego 51 proc. stanowi koszt zakupu i przerobu ropy, a 46 proc – podatki (akcyza, VAT, opłata paliwowa). W przypadku benzyny jest to odpowiednio 47 i 50 proc.
Jak to wyglądało to w roku wyborczym? Na początku 2011 r. za baryłkę ropy Brent płacono około 90 USD. Potem jednak - wraz z rozwojem wydarzeń w czasie tzw. arabskiej wiosny - ceny skoczyły nawet do 126 USD w kwietniu, by od maja do końca roku oscylować w granicach 100-118 USD. Średnio w ciągu całego roku ropa była droższa o 36 proc. niż rok wcześniej. Ponadto od połowy roku nałożyło się na to osłabienie złotego względem dolara, co jeszcze mocniej wywindowały ceny na polskich stacjach benzynowych.

„Ostra zima na początku roku i osłabienie złotego na skutek sytuacji gospodarczo-finansowej w Europie, powodujące wzrost cen i podatków przypisanych do paliwa, spowodowały słabe wyniki sprzedaży paliw, szczególnie widoczne w przypadku benzyn silnikowych i autogazu" - głosi raport o sytuacji branży w 2011 r., opublikowany przez POPiHN.
W 2011 r. ze względu na wyższe ceny surowca doszło m.in. do załamania segmentu najdroższych paliw premium. Popyt na benzynę z tej kategorii spadł o 20 proc., a na olej napędowy - o 16 proc. Co zrobiły w tej sytuacji koncerny paliwowe? Tłumnie zaczęły schodzić z marży, która w cenie paliwa kupowanego przez Kowalskiego stanowi zaledwie około 3 proc. „Operatorzy detaliczni część podwyżek hurtowych przejęli na siebie kosztem wypracowanej marży. Ważniejsze było utrzymanie sprzedaży, a tym samym - na dłuższą metę - klienta niż wypracowanie godziwego zysku" - głosi raport POPIHN.
Jednocześnie Polska od lat jest w regionie krajem o jednych z najniższych średnich cen paliwa. W ciągu trzech ostatnich lat żaden z naszych unijnych sąsiadów nie miał tańszej benzyny i oleju napędowego.
