Posłuchaj rozmowy w formie podcastu:
„PB”: Kiedy zaczął pan pracę w Ceramice Paradyż?
Adam Tępiński: Pierwszy raz w ósmej klasie szkoły podstawowej, gdy miałem 13 albo 14 lat. To była moja pierwsza praca, polegała na zamiataniu placu przed zakładem w Opocznie. Wspominam to bardzo dobrze, choć było bardzo ciężko. Nasze zakłady działają w systemie czterozmianowym, pracowałem od 6 do 14, wstawanie rano w wakacje było uciążliwe. Potem pracowałem przy zbijaniu palet służących do transportu płytek. Wróciłem kiedyś dumny do domu i powiedziałem do taty: „Zbiłem dziś osiem palet”, a on mi wtedy powiedział, że jak pracownik nie zbije w trakcie zmiany 25 palet, to się nie nadaje. Takie były moje początki, ale wspominam je bardzo dobrze. Poznani wówczas ludzie nadal z nami pracują, więc są moimi kolegami.
Na którym stanowisku pracowało się najlepiej?
Co roku byłem w innych strukturach. Zawsze miałem ciągoty informatyczne, więc fajnie mi się pracowało przez miesiąc w rodzącym się dziale informatyki. Ta praca nie koncentrowała się na terenie jednego zakładu, obejmowała wszystkie: w Tomaszowie Mazowieckim, Wielkiej Woli i Opocznie. Można było trochę pojeździć, poznać więcej ludzi i to wspominam najmilej.
Skoro interesował się pan informatyką, to może chciał pan w życiu robić coś innego niż pracować w Ceramice Paradyż?
Z czasem ceramika podobała mi się coraz bardziej. Im więcej było kontaktu z firmą, tym lepiej rozumiałem, że praca w niej jest niesamowicie ciekawa i daje dużo satysfakcji. Gdy wybierałem kierunek studiów, nadal myślałem o informatyce, ale złożyłem papiery na AGH na wydział inżynierii materiałowej i ceramiki.
Nie żałuje pan?
Nie, absolutnie.
Firmę założył pana tata ze wspólnikiem, w 2016 r. pana rodzina wykupiła wspólnika i teraz właścicielami są pański ojciec, siostra i pan. Czy to dobry model sukcesji?
Dobrze się skończył, natomiast były problemy. Pierwotnie sukcesorów było czterech, po dwoje dzieci każdego z założycieli i wszyscy chcieli pracować dla firmy. Wspólnicy najpierw stworzyli radę nadzorczą, do której nasza czwórka weszła. Dało nam to bardzo dużo, pozwoliło poznać firmę od strony finansowej, zarządczej itd. Po przejęciu mieliśmy z siostrą na tyle dużą wiedzę, żeby objąć stanowiska w zarządzie. Ta sukcesja nam się udała, natomiast więcej było działania ad hoc niż planu.
Może nie da się wszystkiego zaplanować?
Gdybym ja miał przeprowadzać sukcesję, wolałbym mieć na to plan, nawet skorzystać z pomocy firm zewnętrznych, by była łatwiejsza do zaakceptowania przez sukcesora i tego, kto przekazuje swoje, można powiedzieć, dziecko.
Czy pana tata nadal pracuje w firmie?
Tak. Przekazał większościowy pakiet mnie i siostrze i mówi o sobie, że jest mniejszościowym właścicielem. Pełni funkcje stricte doradcze. Jestem z tego bardzo zadowolony, bo przez 30 lat prowadzenia biznesu zdobył mnóstwo kontaktów, wiedzy i doświadczenia.Jeden z prezesów banku powiedział kiedyś przy mnie do taty, że młodość jest bardzo ważna w biznesie, bo daje werwę, energię, ale przede wszystkim ważne jest doświadczenie. Zgadzam się z tym w 100 proc.
Skoro pan lubi mieć wszystko dobrze zaplanowane, to kiedy zacznie pan myśleć o sukcesji?
Gdy mój syn będzie chciał brać udział w życiu firmowym. Dziś ma sześć lat, trudno mi powiedzieć, czy zwiąże się z ceramiką.
Jak pan ocenia rozwiązania prawne związane z sukcesją?
Dużo zmieniło zniesienie podatku od spadku i darowizny. Jest jeszcze konstytucja firmy, w której zapisuje się wskazówki dotyczące relacji między wspólnikami,partnerami itd. Prawo nam tego nie narzuca, ale to dobre rozwiązanie.
Pan i siostra jesteście członkami zarządu. Zatrudniliście jednak menedżera na stanowisku prezesa. Dlaczego?
Gdy przejęliśmy spółkę, zostałem prezesem, a siostra wiceprezesem, mieliśmy jeszcze wiceprezesa ds. produkcji i wiceprezesa ds. handlu. Zmieniliśmy filozofię prowadzenia biznesu, przeprowadziliśmy lekką restrukturyzację. Zajęło nam to prawie trzy lata. Potem doszliśmy z siostrą do wniosku, że chcemy się skoncentrować na działaniu prorozwojowym, a egzekucję zostawić zewnętrznemu menedżerowi. Dobrze się stało, bo w tym roku przyszedł COVID-19 i było naprawdę mało czasu na pozyskiwanie finansowania, rozglądanie się na zewnątrz. Gdybym był dziś prezesem, pewnie nie mógłbym koncentrować się na rozwoju.
Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu „Puls Biznesu do słuchania” pt. „Sukcesja z sukcesem”.
