Mniej biznesmenów trafia za kratki

opublikowano: 23-01-2012, 00:00

W 2006 r. za rządów PiS za przestępstwa gospodarcze w areszcie tymczasowym siedziało 177 osób. Teraz około 30

12 stycznia 2012 r. stołeczny sąd oddalił wnioski prokuratury, która chciała aresztu tymczasowego dla sześciu z siedmiu osób zatrzymanych w związku z korupcją przy udzielaniu koncesji na poszukiwania gazu łupkowego. Za kratki nie trafili ani podejrzani o przyjmowanie łapówek trzej pracownicy Departamentu Geologii i Koncesji Geologicznych w resorcie środowiska, ani podejrzani o wręczanie korzyści majątkowych trzej przedstawiciele spółek z grupy giełdowego Petrolinvestu, w tym najbardziej znany z nich Wiesław S. Dzień później inny warszawski sąd uchylił areszt wobec Marka S., byłego członka zarządu PKN Orlen, zatrzymanego w grudniu 2011 r. pod zarzutem przyjęcia łapówki od płockiego przedsiębiorcy. Co więcej, wobec S. nie zastosowano innych środków zapobiegawczych.

Złe doświadczenia

Czy te przykłady to chlubne wyjątki, czy generalna zmiana podejścia wymiaru sprawiedliwości do tymczasowych aresztów w sprawach gospodarczych?

— Niestety raczej to pierwsze. W przypadku głośnych, medialnych „afer” wciąż prokuratury bez refleksji występują o najbardziej dolegliwy ze środków zapobiegawczych. A sądy, szczególnie pierwszej instancji, poddają się atmosferze grozy, wytworzonej przez udział w sprawie ABW czy CBA. I przychylają do wniosków przekonujących o rzekomej konieczności izolacji „poważnych przestępców” — ocenia adwokat Marek Małecki, pełnomocnik Marka S.

W jednym z odcinków tworzonego przez „PB” i Polsat programu „Państwo w państwie”, piętnującego nadużycia na styku państwo — biznes, podobnie wypowiadał się Aleksander Pociej, znany adwokat i senator PO.

— Tymczasowe aresztowanie to paranoja naszego systemu. Prokuratorzy przez wiele lat byli naciskani, by w każdej sytuacji, gdzie jest zagrożenie wysoką karą, bezmyślnie, automatycznie, kierować wnioski o areszt. I oni mówią: przecież to nie ja, to sąd decyduje. A sąd dostaje czasami 30 spraw dziennie i to jest taśmociąg. Pięć minut na sprawę — pieklił się Aleksander Pociej.

Jaskółka wiosnę uczyni?

Przy takich praktykach prokuratury wielkim zaskoczeniem była listopadowa decyzja katowickich śledczych, którzy w najgłośniejszej z ostatnio zdetonowanych afer… w ogóle o areszt nie wystąpili. Prokuratorom wystarczyło, że podejrzani o korupcję przy prywatyzacji STOEN i PLL LOT i pranie pieniędzy Gromosław Czempiński, były szef UOP, Andrzej Piechocki (kiedyś doradca ministra skarbu, dziś największy akcjonariusz giełdowych spółek MNI, MIT i Hyperion), Piotr D., do niedawna członek zarządu PKO TFI, i znany warszawski adwokat Michał T. wpłacili wysokie kaucje. Od 500 tys. zł do 3 mln zł.

— Zebraliśmy tyle dowodów, że nie było groźby matactwa — tłumaczył Leszek Goławski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Logiczne, choć w ubiegłych latach praktycznie niesłyszane. Obecnie jednak chyba coraz częstsze, o czym świadczą statystyki resortu sprawiedliwości. Jeszcze w 2001 r. w aresztach tymczasowych siedziało łącznie średnio ponad 24 tys. osób, w 2006 r. ponad 14 tys., a w 2011 r. już tylko około 9 tys. Także decyzji sądów o najbardziej dolegliwym ze środków zapobiegawczych z roku na rok jest mniej — w 2005 r. było ich 34,5 tys., w ubiegłym już niewiele ponad 20 tys.

Niechlubne rekordy PiS

Spadkową tendencję widać też w przypadku spraw gospodarczych. Tu apogeum tymczasowych aresztów przypadło na rządy PiS, który za jeden z priorytetów uważał walkę z „oligarchami” i zlikwidowanie „układu”, czyli — jak wyjaśniał Jarosław Kaczyński — „czworokąta, składającego się z części służb specjalnych, części środowisk przestępczych, części polityków oraz części środowisk biznesowych”.

Prokuratura pod rządami Zbigniewa Ziobry z zapałem realizowała cel, obficie stosując tzw. areszty wydobywcze. Rezultat? Na koniec 2006 r. w aresztach tymczasowych siedziało aż 177 osób, podejrzanych o przestępstwa przeciwko obrotowi gospodarczemu. W 2008 r. ich liczba spadła do 75, a obecnie oscyluje wokół 30. Podobnie wygląda to w przypadku przestępstw przeciwko działalności instytucji państwowych oraz samorządu terytorialnego, w której mieszczą się m.in. przestępstwa korupcyjne. Dzięki wielkiej, głównie medialnej, aktywności CBA w szczytowym okresie rządów PiS w tej kategorii przestępstw było ponad 300 tymczasowo aresztowanych, teraz ich liczba nieznacznie przekracza 100. Znacznie mniej jest też tymczasowo aresztowanych za „niekorzystne rozporządzenie mieniem”, czyli popularne oszustwo (paragraf często odnoszący się do przestępstw gospodarczych), choć w tym wypadku brak precyzyjnych statystyk.

Europa naciska

Te optymistyczne dane to zapewne efekt m.in. nacisków instytucji europejskich. Polska była wielokrotnie karana przez Europejski Trybunał Praw Człowieka za nadużywanie aresztów w sprawach gospodarczych. Jedną z najgłośniejszych była sprawa Władysława Jamrożego, byłego prezesa PZU, który pod zarzutem działania na szkodę ubezpieczeniowej spółki spędził za kratkami dwa lata i trzy miesiące. W 2009 r. trybunał przyznał mu odszkodowanie (symboliczne 2,3 tys. EUR) za zbyt długi areszt i nierozważenie alternatywnych środków zapobiegawczych. Z kolei w 2011 r. Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy skrytykowało Polskę za ignorowanie obowiązku wykonywania orzeczeń trybunału, m.in. właśnie w zakresie nadużywania aresztów tymczasowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy